GENEVIEVE
Alistair prowadził mnie przez dom, jakby przesuwał się przez wspomnienie – pieczołowicie zachowane i boleśnie nietknięte. Każdy korytarz rozbrzmiewał echem cichego przepychu, a powietrze było ciężkie od zapachu polerowanego drewna, starych książek i czegoś delikatnie kwiatowego – jak dom, który wstrzymał oddech.
"To był pokój mojego dziadka, ilekroć nas odwiedzał" – powiedział, kiwając g
















