GENEVIEVE
Kiedy wróciliśmy do stołu, Audrey już nie było.
Żadnego dramatycznego wyjścia. Żadnego wściekłego stukania obcasami ani trzaśnięcia drzwiami. Tylko jej pusty kieliszek – i zapach jej chaosu, unoszący się jak tanie perfumy w aksamitnym pokoju.
– Powiedziała, że ma coś ważnego do załatwienia – odezwała się Rosalind z uprzejmym uśmiechem.
Jasne. Coś ważnego.
Na przykład zatrucie powietrza,
















