Kontraktowa żona szefa miliardera

Kontraktowa żona szefa miliardera

Autor: Jacqueline

Rozdział 6
Autor: Jacqueline
26 kwi 2026
ALISTAIR – Mówiłem ci, że zmieni zdanie – powiedział Sebastian z poczuciem wyższości na twarzy. Byliśmy w moim gabinecie, czekając na przybycie mojej asystentki, abyśmy mogli sfinalizować warunki naszej umowy. Sebastian był właścicielem jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii prawnych w Nowym Jorku, a jego reputacja mówiła sama za siebie. Nie było nikogo lepszego do reprezentowania mojej firmy. – Co jednak sprawiło, że zmieniła zdanie? – zapytał, przeczesując dłonią włosy. – Kogo to obchodzi? Ważne, że się zgodziła – odparłem, zerkając na zegarek. – Spóźnia się. Nigdy się nie spóźnia. – Może znów zmieniła zdanie – uśmiechnął się złośliwie Sebastian, opierając się na krześle. – Przypomniała sobie, jakim byłeś dla niej skończonym dupkiem. – Nie męczy cię czasem słuchanie własnego gadania? – jęknąłem, również opierając się w fotelu. – Nie – odparł niezrażony. – Zwłaszcza kiedy mam rację. – Zamknij się – mruknąłem, ponownie sprawdzając godzinę. – Wyluzuj. To pewnie korki. – Oparł się głębiej. – Albo może dotarło do niej, że nie jesteś wart tych nerwów. – Sebastianie – ostrzegłem, posyłając mu mordercze spojrzenie. Uniósł ręce w udawanym geście poddania.  – I czy mógłbyś, na miłość boską, pozwolić mi mówić, zanim otworzysz usta i palniesz coś, co ją odstraszy? – Dobra. Tylko dlatego, że chcę, żeby to wypaliło. Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i weszła Genevieve, mając na sobie najbrzydszy sweter, jaki w życiu widziałem. – Spóźniłaś się – powiedziałem. Przełknęła ślinę. – Korki. Sebastian uniósł brew. – Albo obleciał cię strach? – Ani jedno, ani drugie – odparła, starając się utrzymać pewny głos. – Powiedziałam, że to zrobię, i mówiłam poważnie. Wstałem i powoli ruszyłem w jej stronę, skracając dystans, aż dzieliły nas zaledwie centymetry. Odchyliła głowę, by spojrzeć na mnie z dołu. Nie odezwałem się. Po prostu się wpatrywałem. – Dzisiaj sporządzimy warunki – powiedziałem w końcu. – Wprowadzisz się do końca tygodnia. Pozory mają znaczenie, a jeśli ktoś nabierze podejrzeń, że to farsa, oboje przegramy. Sebastian oparł się na krześle, wyraźnie rozbawiony. – Już jest tak romantycznie. Zignorowałem go.  – Ustalimy podstawowe zasady. Będziesz uczestniczyć w kolacjach, wydarzeniach, we wszystkim, co okaże się konieczne. Ja zajmę się mediami. Ty masz się tylko uśmiechać i wyglądać, jakbyś była we mnie beznadziejnie zakochana. Myślisz, że sobie z tym poradzisz? Uniosła podbródek. – Czy mam coś do powiedzenia w kwestii tych zasad? Moje wargi drgnęły w lekkim uśmiechu. – Zobaczymy. Sebastian wstał i klasnął w dłonie. – Cóż, to będzie zabawne. Zaczynamy, gołąbeczki? Usiadła naprzeciwko mnie. – A więc oboje ogłosicie zaręczyny w sobotę – powiedział Sebastian, porzucając żartobliwy ton. – Do tego czasu on kupi ci pierścionek, a za dwa tygodnie weźmiecie ślub. – Jego wzrok przeskakiwał między nami. – Pasuje? Zawahała się, ale w końcu skinęła głową. Ja z kolei nie mogłem przestać patrzeć na ten potworny sweter, który miała na sobie. Spod makijażu prześwitywał siniec, ale tego nie skomentowałem. – Wprowadzisz się do niego w niedzielę. Spakuj swoje rzeczy – dodał Sebastian. Próbował ukryć zawahanie, wspominając o jej rzeczach. Dobrze, przynajmniej nie tylko ja miałem problem z tym swetrem. – Chwila... co masz na myśli, mówiąc, że zamieszkamy razem? – zapytała, wyraźnie zaskoczona. Sebastian uniósł brew. – Cóż, każde małżeństwo mieszka razem, prawda? Posłałem mu oschłe spojrzenie. – Ja, eee... nie pomyślałam o tym – mruknęła. Sebastian zachichotał. – Jak wspomniałem, będziecie małżeństwem przez trzy lata. W czasie trwania małżeństwa nie wolno ci być w związku z nikim innym. – Przysunął do niej umowę. – Przeczytaj ją dokładnie. Wyszczególniono tam wszystko, czego się od ciebie oczekuje. Jeśli masz jakieś własne warunki, daj mi znać. Spojrzał na mnie, który przez cały czas milczałem, a potem z powrotem na nią.  – Otrzymasz milion dolarów po podpisaniu umowy, a kolejny milion po upływie trzech lat. Jej oczy się rozszerzyły. – To jest... – zaczęła, szukając słów. Obaj czekaliśmy. – Za mało? – zapytałem, w końcu przerywając milczenie. Odwróciła się w moją stronę, wpatrując się we mnie w całkowitym bezruchu. – Genevieve – głos Sebastiana wyrwał ją z zamyślenia. – Tak... To znaczy, to wystarczy. Aż nadto. Moje wargi lekko się wykrzywiły. – Dobrze. Masz czas do piątku, żeby ją przejrzeć i podpisać. – Sebastian wręczył jej teczkę. Wzięła ją i wstała, by wyjść. – I Genevieve? – dodał, odchylając się do tyłu. – Nie możesz pisnąć o tym nikomu ani słowa. Jeśli to zrobisz, umowa staje się nieważna. – Oczywiście – odparła. Po tych słowach wyszła z gabinetu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Kontraktowa żona szefa miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka