Cynthia spojrzała na górującą siedzibę Sullivan Group i nagle wpadła na pomysł. Wstając z krzesła, wyszła z kawiarni i ruszyła prosto w kierunku budynku.
– Dzień dobry, przyszłam do pana Liama Sullivana – oznajmiła Cynthia, podchodząc do recepcji.
Młoda recepcjonistka, która podziwiała swoje paznokcie, rzuciła okiem na Cynthię i z obojętnością zapytała: – Ma pani umówione spotkanie?
– Nie, nie mam.
– W takim razie przepraszam, proszę pani – odparła recepcjonistka, nawet nie podnosząc wzroku znad paznokci.
Cynthia, zbierając całą swoją cierpliwość, nalegała: – Proszę mu tylko powiedzieć, że jestem Larson. Prawdę mówiąc, nie była do końca pewna, czy słowa tego mężczyzny nadal się liczą, i czy jego intencje są zbieżne z jej własnymi.
– Nasz dyrektor generalny jest bardzo zajęty. Nie może spotykać się z każdym, kto przyjdzie z ulicy.
Ze swoją nieumalowaną twarzą, prostym kucykiem i swobodnym strojem Cynthia wyglądała na kilka lat młodszą. Nie ustąpiła, mierząc się z coraz bardziej zniecierpliwionym spojrzeniem recepcjonistki. Przez chwilę żałowała, że wyrzuciła wizytówkę, którą jej wręczono.
– Myślę, że lepiej będzie, jeśli...
– Panna Larson.
Nagle rozległ się męski głos, przerywając recepcjonistce, której zachowanie zmieniło się w powitalny uśmiech, gdy przywitała: – Panie Laurier.
Cynthia odwróciła się w stronę źródła głosu i zobaczyła nieznajomego w czarnym garniturze, który zdezorientowany zapytał: – Znamy się?
Ziv wymusił uśmiech, zawstydzony, ponieważ to on poprzedniej nocy badał jej przeszłość. – Przyszła pani do pana Sullivana? Zaprowadzę panią do jego biura.
Następnie zwrócił się do wciąż zaskoczonej recepcjonistki z poleceniem: – W przyszłości, gdy panna Larson przyjdzie do dyrektora generalnego, proszę ją natychmiast przepuszczać.
– Tak jest, panie Laurier – odparła pospiesznie recepcjonistka, myśląc nerwowo: "Czyżbym obraziła kogoś ważnego?".
Ziv poprowadził Cynthię w kierunku windy dla kadry kierowniczej i odszedł po tym, jak weszła do gabinetu dyrektora generalnego, gdzie Liam był pochłonięty pracą, ze spuszczoną głową, analizując dokumenty.
Cynthia usiadła na sofie, obserwując go. Nie mogła powstrzymać się od przyznania, że wczoraj wieczorem wcale nie wyszła na tym źle. Liam był naprawdę wyjątkowy – nieokiełznany i dominujący bez garnituru, a powściągliwy i wyrafinowany w nim. Miał wygląd, który przyćmiłby każdego w branży rozrywkowej, i Cynthia poczuła się oczarowana.
– Zadowolona z tego, co widzisz? – rozległ się ostry głos Liama.
Zaskoczona, Cynthia szybko odwróciła głowę, zawstydzona, udając zainteresowanie widokiem za oknem.
Liam zdjął okulary, masując nasadę nosa, po czym rzucił okiem na dziewczynę na swojej sofie, która w swoim prostym stroju wyglądała na nieletnią. Gdyby nie znał jej prawdziwego wieku i nie sprawdził jej dojrzałości, nigdy by z nią nie spał.
– Podejdź tutaj – skinął na Cynthię palcem, opierając łokieć na biurku.
Posłusznie Cynthia podeszła i usiadła przed nim. Usta Liama wykrzywiły się w zadowolonym uśmieszku. – Zdecydowałaś się?
Cynthia uspokoiła swoje szalejące serce, zanim zapytała: – Dlaczego ja? Mógłbyś mieć tysiące kobiet na skinienie palca.
Liam lekko zakaszlał, a jego spojrzenie było przeszywające, gdy odpowiedział: – Gdybym miał podać powód, byłby to fakt, że całkiem lubię głębię naszych... interakcji.
Z płonącymi policzkami i szeroko otwartymi oczami Cynthia była zaskoczona jego bezpośredniością. Spotkali się dopiero po raz drugi – interakcje mogły być tylko tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy.
















