"Pan Liam nie dotrwa kolejnego miesiąca. Zgodnie z wynikami badań, które przeprowadziliśmy, nie dotrwa nawet do końca tego miesiąca. Musi pani znaleźć dla niego dawcę nerki."
Spojrzałam na Liama, serce waliło mi w piersi, gdy widziałam go leżącego na łóżku, bladego, białego i bez życia.
Liam został zdiagnozowany z chorobą nerek kilka tygodni temu. Nasze życie toczyło się dobrze, dopóki nie zaczął tracić na wadze i mieć słaby apetyt. Nie myśleliśmy o tym zbyt wiele, dopóki nie zaczął mieć suchej, swędzącej skóry i duszności. Pojechaliśmy do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego chorobę nerek i wciąż nie znalazł odpowiedniej nerki do przeszczepu.
Łzy, które nie chciały wypłynąć, zamgliły mi wzrok, gdy przypomniałam sobie dokładne słowa lekarza. Zauważyłam, jak bardzo się zmienił. Jego niegdyś promienna, napięta skóra wyglądała blado i matowo, a usta były spierzchnięte i blade.
"Emmo"... Usłyszałam swoje imię cichym, ochrypłym głosem.
Szybko otarłam łzy i zobaczyłam, że się obudził.
"Hej, kochanie" - powiedziałam, próbując się uśmiechnąć.
"Płaczesz?" - zapytał, brzmiąc na zmęczonego.
"Nie, po prostu zamyśliłam się, jak się czujesz?" - zapytałam, próbując uniknąć jego pytania.
"Nie wiem" - westchnął. "Co z dawcą, na którym wczoraj przeprowadzali testy?" - zapytał z nadzieją w głosie.
"Nadal nie pasuje, przepraszam" - powiedziałam, gładząc go po ramieniu.
Westchnął z rezygnacją.
"Nie martw się, kochanie, wkrótce znajdziemy pasującego" - powiedziałam, próbując go pocieszyć, chociaż sama już się bałam.
"Kiedy to będzie to 'wkrótce'?" - zakaszlał.
Szybko sięgnęłam po jego wodę i podałam mu do picia.
"Wiem, że starasz się być pozytywna, ale nie czuję się dobrze. Za każdym razem, gdy znajdziemy dawcę, to nie pasuje. I czuję, że mój koniec zbliża się z każdym dniem" - dodał beznadziejnie.
"Nie mów tak!" - wykrzyknęłam, a ból w sercu się nasilił.
"Znajdziemy pasującego i wyzdrowiejesz" - powiedziałam stanowczo.
W głębi duszy wiedziałam, że ma rację. Z dnia na dzień było z nim gorzej i nikt z nas nie mógł nic na to poradzić. Musieliśmy tylko mieć nadzieję, że znajdziemy pasującego, zanim będzie za późno.
Potem rozmawialiśmy o drobiazgach i próbowałam poprawić nam nastrój.
Drzwi otworzyły się i weszła jego mama, pani Stone.
"Och, Liam"... Upuściła torbę i podeszła do syna.
"Dzień dobry" - powiedziałam, chociaż nie spodziewałam się odpowiedzi.
Nie zawiodła mnie, nawet na mnie nie spojrzała.
"Jak się czujesz, moje dziecko?" - zapytała, nachylając się nad nim.
"Dobrze, mamo" - odpowiedział.
"Jesteś pewien?" - zapytała.
"Czujesz się zmęczony? Nie powinieneś marnować energii na niepotrzebne rozmowy" - dodała, posyłając mi gniewne spojrzenie.
"Nie martw się, mamo" - powiedział, uśmiechając się do niej, gdy ona nadal nad nim stała i sprawdzała go pod kątem oznak, Bóg wie czego.
Usłyszeliśmy pukanie i wszedł lekarz.
"Dzień dobry" - powiedziałam.
"Dzień dobry" - odpowiedział z uśmiechem.
Podszedł do miejsca, gdzie leżał Liam, trochę go zbadał i coś zapisał.
Kiedy skończył, spojrzał na nas i westchnął.
"Czy mogę mówić swobodnie?" - zapytał.
"Tak" - powiedziała pani Stone.
"Jego stan zdrowia się pogarsza i potrzebuje dawcy tak szybko, jak to możliwe, w przeciwnym razie sytuacja wymknie się spod kontroli" - powiedział.
"O Boże!" - wykrzyknęła mama Liama.
"I trudno nam znaleźć dawcę, który by do niego pasował. Nie ma dużo czasu" - podsumował lekarz.
Łzy zamgliły mi wzrok, gdy sama myśl o stracie Liama sprawiła, że serce mnie zabolało.
"Czy mogę z panią porozmawiać na chwilę?" - zapytał lekarz mamę Liama.
"Dobrze" - jęknęła i oboje wyszli.
Spojrzałam na Liama i serce mi zapłakało, gdy zobaczyłam wyraz jego twarzy. Chwyciłam go za rękę i próbowałam go pocieszyć.
"Będziesz w porządku, dobrze?" - powiedziałam, próbując powstrzymać łzy.
"Wkrótce znajdziemy pasującego i wszystko będzie dobrze" - kontynuowałam.
"Nie, to już koniec" - powiedział pustym tonem.
"Nie, nie, nie, proszę, nie mów tak" - zapłakałam, nie mogąc powstrzymać łez.
"Miałem wszystko dla nas zaplanowane" - kontynuował, a po policzkach spływały mu łzy.
"Nic ci się nie stanie, dobrze?" - powiedziałam stanowczo.
"Jak?" - zapytał.
"Szukamy dawcy od tygodni, ale nikogo nie znaleźliśmy. Jestem zmęczony nadzieją, zmierzmy się z rzeczywistością, nie dam rady" - dodał.
To prawda, szukaliśmy dla niego dawcy od tygodni, ale nikogo nie mogliśmy znaleźć. A jego stan zdrowia z dnia na dzień się pogarsza.
Nie byłam gotowa go stracić, więc pośpiesznie powiedziałam: "Zrobię test i zobaczę, czy pasuję".
Zaśmiał się cicho.
"Co sprawia, że myślisz, że będziesz pasować, nawet po niezliczonych poszukiwaniach? A nawet jeśli tak, nie pozwolę ci być moim dawcą" - powiedział.
"Po prostu pozwól mi spróbować, proszę, nie chcę cię stracić" - powiedziałam.
Nadal odmawiał, twierdząc, że nie pozwoli mi podejmować takiego ryzyka dla niego. Pocieszałam go, mówiąc, że chcę tylko wiedzieć, czy w ogóle pasuję.
Rzecz w tym, że przez całe życie nie zaznałam prawdziwej miłości. Chociaż byłam jedynym dzieckiem moich rodziców, zawsze byłam zaniedbywana, jakbym była obwiniana za coś, o czym nic nie wiedziałam.
Jeśli chodzi o związki, zawsze byłam wykorzystywana i kończyłam ze złamanym sercem.
Liam był jedyną osobą, która naprawdę się o mnie troszczyła. Nie był idealny, ale był najlepszy ze wszystkich. Chociaż był maminsynkiem i robił wszystko, o co prosiła go mama, nawet jeśli powodowało to problemy dla nas, i tak było w porządku.
Postanowiłam zrobić test i zobaczyć wynik, żebym przynajmniej wiedziała, że się postarałam.
Siedzieliśmy w ciszy, a nasze myśli szalały.
Po pewnym czasie wróciła jego mama i powiedziała, że lekarz powiedział, że ma najwyżej tydzień.
Nadal nad nim stała, dopóki nie zasnął, więc przeprosiłam i poszłam do gabinetu lekarza.
Kiedy dotarłam do gabinetu lekarza, zapukałam i usłyszałam "proszę", więc weszłam.
"Dzień dobry, chciałabym zrobić test, żeby sprawdzić, czy pasuję do przeszczepu nerki pana Liama" - powiedziałam, czując się nerwowo.
"Dobrze, czy on wie, że zamierza pani zrobić test?" - zapytał, wstając.
"E-e, tak, wie" - odpowiedziałam.
"W porządku, proszę za mną" - powiedział.
Z tym poszliśmy do laboratorium. Najpierw zrobił mi prześwietlenie klatki piersiowej, a potem przystąpił do innych badań. Powiedziano mi, że wyniki będą za kilka godzin.
Z tym wróciłam do pokoju, w którym był Liam.
Jego mama też zasnęła obok niego, więc postanowiłam szybko pojechać do domu i odświeżyć się, zanim będą wyniki.
Uff! - wykrzyknęłam, rzucając torbę na poduszkę, zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki, rozbierając się po drodze. Odkręciłam prysznic i pozwoliłam wodzie spływać po moim ciele, wspominając wydarzenia ostatnich kilku tygodni.
Zastanawiałam się, czy będę pasować do Liama. Szczerze mówiąc, bałam się tego, jakie będą wyniki. Bałam się, że będę do niego pasować, a jednocześnie bałam się, że nie będę pasować i go stracę.
Około 2 godziny później wyszłam z domu i pojechałam do szpitala, czując się odświeżona i pełna nadziei.
Kiedy tam dotarłam, zobaczyłam, że Liam nadal śpi, ale jego mamy już z nim nie było, więc usiadłam przy nim.
Zerwałam się na równe nogi, słysząc pukanie do drzwi, co spowodowało, że Liam też się obudził. Musiałam zasnąć. Wszedł lekarz, uśmiechając się, a moje serce zaczęło bić szybciej.
"Gratulacje, idealnie do niego pasuje pani" - powiedział lekarz, brzmiąc na podekscytowanego.
"Co pasuje?" - powiedział Liam, kaszląc.
"Pani nerka do przeszczepu" - odpowiedział.
"Radziłbym, żebyśmy jak najszybciej przystąpili do przeszczepu dla jego bezpieczeństwa" - powiedział lekarz, patrząc na mnie.
"Absolutnie nie, nie pozwolę jej się dla mnie poświęcić".