Cyntia została wysłana na wieś, gdy była jeszcze bardzo młoda. Aby zapewnić jej odpowiednią opiekę, dziadek przeniósł nad nią swoją opiekę prawną. Od jego śmierci kilka lat temu była sama, a ważne dokumenty, takie jak dowód osobisty, zawsze były przy niej.
W drodze do Urzędu Miasta Cyntia czuła się oszołomiona. Wszystko działo się zbyt szybko. Choć nie była pewna, jak długo to małżeństwo potrwa, dla dziewczyny był to niewątpliwie przełomowy moment w życiu. Zastanawiała się, czy jej zmarły dziadek nie skarciłby jej, gdyby się o tym dowiedział.
Cyntia zerknęła na Liama, który prowadził obok niej. Był ubrany w szyty na miarę czarny garnitur, a spod mankietu wystawał drogi zegarek. Swobodnie opierał dłoń na kierownicy, a wzrok miał utkwiony przed siebie. Jego wyraz twarzy był spokojny, niemal obojętny, jakby jechał nie po akt ślubu, ale na spotkanie biznesowe.
Czując na sobie jej wzrok, Liam spojrzał w jej stronę, jego głos był głęboki. "Jeszcze dziesięć minut. Nadal możesz zmienić zdanie."
"To samo dotyczy ciebie" - odpowiedziała Cyntia nieśmiało, patrząc z powrotem na drogę.
Z jego strony dobiegł stłumiony śmiech. "Nigdy nie żałuję swoich decyzji i nie pozwolę, by inni ich żałowali."
Słysząc to, Cyntia uniosła brew.
Wkrótce dotarli do Urzędu Miasta. Było już po godzinach pracy, ale personel powitał ich ciepło i z zapałem, wciąż w pogotowiu. Procedura została przyspieszona, a akt ślubu został przygotowany błyskawicznie.
Cyntia wpatrywała się w akt, oglądając go z każdej strony. Z ich urodą, ci, którzy nie znali prawdy, pomyśleliby, że są idealną parą, ale z jakiegoś powodu Cyntia odczuwała atmosferę między nimi dziwnie jak u znajomych nieznajomych.
Wtem wyrwał ją z zamyślenia klepnięcie w głowę.
"Chodźmy" - powiedział Liam.
Cyntia poszła za nim, masując głowę ręką. Naturalnie podała swój adres domowy, gdy wrócili do samochodu, a myśl o odzyskaniu swoich udziałów po ślubie sprawiała, że jej serce śpiewało z radości.
Ale minęło sporo czasu, a samochód nie ruszył. Spojrzała na niego w oszołomieniu, tylko po to, by zobaczyć, jak Liam patrzy na nią z drwiącym uśmiechem. "Cyntia, wygląda na to, że zapomniałaś - jesteś teraz mężatką. Dziś jest nasza wyjątkowa noc."
Cyntia poczuła przypływ zakłopotania; tak szybkie zmiany tożsamości były trudne do zaakceptowania, a nawet nie zauważyła, że jego ton, w jakim się do niej zwracał, uległ zmianie.
"Cyntia, nie zapomniałaś, co powiedziałaś, prawda?" - zapytał Liam.
Cyntia wiedziała, co taka noc oznacza. Już sama myśl o tym przywoływała intensywne wydarzenia poprzedniej nocy, po których jeszcze w pełni nie doszła do siebie. Kolejna runda? Bała się, że może ją to wykończyć. Ale pamiętając swoją własną, stanowczą obietnicę wypełniania obowiązków małżeńskich i nie chcąc wycofywać się ze swojego ślubowania, mogła tylko ze smutkiem skinąć głową. "Pamiętam" - powiedziała.
Zadowolony uśmiech wykrzywił kącik ust Liama.
Samochód odjechał pędem, gnając po brukowanej drodze, prosto do Regalian Garden, willi, którą Liam kupił kilka lat temu. Przez ostatnie lata nikt się nią nie zajmował z powodu jego pobytu za granicą. Została tylko szybko posprzątana na krótko przed podjęciem decyzji o zrobieniu tego wielkiego kroku, jakim jest małżeństwo.
Kiedy dotarli na miejsce, willa była nieskazitelna, ekipa sprzątająca opuściła ją na długo przed ich przybyciem. W całym miejscu byli tylko oni dwoje.
Gdy tylko weszli, Cyntia poczuła się przyparta do drzwi, a pocałunki Liama spadały jak burza. Opierając się o drzwi, była oszołomiona przez burzę, którą wzbudził, a jej oddech wymknął się spod kontroli.
















