"Jaką rolę chcesz, żebym odgrywała u twego boku?" Cynthia, choć nieco nieśmiała, nie zapomniała o celu swojej dzisiejszej wizyty.
"Czego chcesz?" odparł Liam.
"Potrzebuję małżeństwa," powiedziała Cynthia, obserwując z niepokojem jego reakcję.
Prawdę mówiąc, nie miała zbyt dużej pewności siebie. Jedynym powodem, dla którego tu była, było to, że był jej pierwszym mężczyzną, a jego wysoki status społeczny nie tylko pokrzyżowałby inne zamiary Masona, ale także pozwoliłby jej odzyskać udziały.
Spojrzenie Liama zatrzymało się, gdy obserwował Cynthię, która przygryzała wargę, stojąc sztywno, jej idealna figura nie do ukrycia nawet w swobodnym stroju.
Poczuł nagłe napięcie, wziął oddech i zmienił pozycję siedzącą. Zagiął palec do ust i lekko zakaszlał, z delikatnym uśmiechem na ustach: "Pamiętam, że dziś rano byłaś dość zdecydowana, żeby nie mieć ze mną żadnego związku."
Cynthia wyjaśniła: "Proszę tylko o sześciomiesięczne małżeństwo. W tym czasie mogę wypełniać obowiązki żony, a potem odejdę z niczym."
Liam uniósł brew, zaskoczenie błysnęło w jego oczach. "Czy mogę zapytać dlaczego?"
Dłonie Cynthii zacisnęły się po bokach, jej wyraz twarzy pozostał spokojny: "Potrzebuję tego małżeństwa, aby odzyskać rzeczy mojej matki i wolę nie mierzyć się z innym mężczyzną."
Liam zmarszczył lekko brwi. Właściwie, odkąd się pojawiła i zaproponowała małżeństwo, nie czuł żadnej awersji. Podobało mu się jej ciało, a z ich bliskiego spotkania zeszłej nocy wyraźnie wyczuwał jej niewinność. Nawet gdyby nie poruszyła dziś tematu propozycji, czuł się zobowiązany wziąć za nią odpowiedzialność. Każdego dnia jego dziadkowie robili zamieszanie wokół jego stanu cywilnego. Małżeństwo z nią rzeczywiście dałoby im spokój.
Jednak była jedna rzecz, która nie do końca mu pasowała. Po chwili zastanowienia powiedział: "Ale widzisz, my, Sullivanowie, nie bierzemy rozwodu łatwo. To, o co prosisz, nie jest prostą sprawą."
Rozczarowanie pojawiło się na twarzy Cynthii. W końcu taka była jej oczekiwana odpowiedź, biorąc pod uwagę, że dotyczy to zobowiązania na całe życie. Nikt nie rzuciłby się w małżeństwo na podstawie jednej namiętnej nocy, zwłaszcza ktoś takiego pokroju jak Liam - dyrektor generalny dużej korporacji. Nie mógł być bardziej ostrożny.
"Przepraszam za kłopot," powiedziała Cynthia, spuszczając wzrok, aby przeprosić za swoją pochopność. "Do widzenia."
"Wygląda na to, że muszę znaleźć inny sposób. Bez względu na wszystko, muszę odzyskać udziały mamy," pomyślała Cynthia, odwracając się, by odejść, rozczarowanie ciążyło w jej krokach.
"Czekaj." Głos Liama dotarł do niej zza pleców. "Czy zawsze byłaś taka uparta?"
"Co miał na myśli?" Cynthia zatrzymała się i odwróciła, zdezorientowana, patrząc na opanowanego i przystojnego mężczyznę za biurkiem.
"Małżeństwo jest w porządku, ale to ja je odwołam."
Cynthia była oszołomiona. Przyjrzała mu się uważnie, próbując znaleźć ślad nieszczerości w jego opanowanym zachowaniu. Ale był tytanem biznesu, niezwyciężonym na rynku - nie kimś, kogo umysł można łatwo odczytać.
"Dobrze," skinęła głową po krótkiej przerwie. Priorytetem było odzyskanie udziałów. Poza tym mężczyzna, który pod każdym względem był uosobieniem sukcesu, nie byłby złym mężem.
"Czy przyniosłaś dowód osobisty?" Liam posortował dokumenty na biurku i wstał, aby podejść do Cynthii.
"Co?" Nagła zmiana zaskoczyła Cynthię.
Wtedy poczuła lekkie stuknięcie w czoło; Liam stał przed nią, z ręką w kieszeni, z uśmiechem w kąciku ust.
Cynthia zasłoniła czoło, patrząc na niego. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak jest wysoki, górując nad nią o całą głowę. Nawet przy jej wzroście 170 cm, obok niego wyglądała uroczo.
















