Maevia
Celio?
Celio!
Słowo, które właśnie wypowiedział mój ojciec, napełnia moją głowę szokiem, gdy próbuję przetworzyć to, co się dzieje. Po raz drugi w ciągu zaledwie kilku minut nie potrafię uwierzyć w to, co mówi mój ojciec.
Mój wzrok natychmiast kieruje się na Króla Wampirów, który ewidentnie też jest zaskoczony tym, co powiedział mój ojciec, bo gwałtownie prostuje się na swoim krześle.
Przez krótką chwilę mój wzrok spotyka się ze spojrzeniem króla i patrzymy na siebie intensywnie, dzieląc moment niedowierzania, moment zaskoczenia. A w myślach zastanawiam się, czy w jego oczach nie dostrzegam cienia rozczarowania, gdy uświadamia sobie, że to nie na mnie woła mój ojciec.
Z tego co mi wiadomo, król nie powinien mieć pojęcia, która z nas to Celia, ale po jego reakcji wnioskuję, że musiał wiedzieć. Ale z drugiej strony, to inteligentny przywódca, który jest królem Granitowego Szczytu (Garnet Peak) od dziesięcioleci. Jego młodzieńczy wygląd to powszechne u wampirów oszustwo; jest stary i mądry. Musi dobrze znać swoich wrogów.
Musi wiedzieć, że Celia to imię mojej młodszej siostry, ale przez moment zastanawiam się, czy mój ojciec zdaje sobie z tego sprawę. Czy przez przypadek wypowiedział niewłaściwe imię?
Spoglądam na matkę i widzę, że jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Nagle wszystko staje się jasne. Tak, mój ojciec miał na myśli imię mojej małej siostry. Swoje pozbawione matki dziecko, zrodzone z pokojówki, która rzekomo zmarła przy porodzie, choć teraz, gdy wszystko kwestionuję, muszę się zastanawiać, czy to prawda.
Gdy spocona dłoń Celii zaczyna wyślizgiwać się z mojej, jestem zbyt przerażona, by ją puścić. Po wyrazie twarzy króla widzę, że oferta ojca nie zrobiła na nim wrażenia. Celia to dziecko. Po co na świecie wampirowi dziecko?
Kiedy jednak Celia robi krok naprzód na drżących nogach i podchodzi do ojca, Alfa watahy Moonridge zaczyna wyjaśniać.
— Wiem, że jest młoda, ale to dobra dziewczyna. — Ojciec obejmuje Celię ramieniem, a ona zaczyna głośno płakać. Robię krok naprzód, chcąc do niej podejść, ale Rafe wyciąga rękę i mocno chwyta mnie za ramię. Tuż za sobą czuję również obecność Kaelena. Nie chcą, żebym się wtrącała.
Ojciec kontynuuje. — Jest inteligentna i silna. Ciężko pracuje. Zobaczysz. Naprawdę. I... jeśli w pewnym momencie twoje zamiary wykroczą poza samo karmienie, cóż...
— Wystarczy. — Król Dante przerywa mojemu ojcu, zanim ten zdąży zaoferować mu moją nieletnią siostrę jak prostytutkę, i jestem przynajmniej wdzięczna, że ta pijawka wydaje się mieć jakieś skrupuły moralne. A na pewno więcej niż mój ojciec.
— Chcesz, żebym wziął od ciebie tę małą dziewczynkę w zamian za pieniądze, które jesteś mi winien? — Najwyraźniej nie tylko ja wciąż tkwię w szoku.
— Dokładnie tak. — Mój ojciec robi teraz krok w przód. Próbuje cofnąć ramię, by wypuścić Celię, ale ona kurczowo się go trzyma. Mogę sobie tylko wyobrazić, o czym myśli, do kogo innego ma się zwrócić o pomoc, o litość?
Jak widać do tego Króla Wampirów. — Masz dwójkę innych dzieci, prawda? Dlaczego wybrałeś akurat tę do targów?
Mój ojciec znów odchrząkuje. — Cóż, eee... widzisz... Mam tylko jednego syna. A on będzie kiedyś Alfą, więc w żadnym razie nie mogłem zaoferować jego. A moja starsza córka, no cóż, jest silną wojowniczką. Inteligentna, kluczowa dla naszej watahy.
Znów czuję na sobie ciężar tego lodowatego błękitnego spojrzenia, ale mam problemy z przetwarzaniem bodźców. Słowa ojca nadal mnie szokują. Mój brat będzie pewnego dnia Alfą? Ale... przecież zawsze mi powtarzano, że to ja poprowadzę watahę.
Odwracam głowę w stronę brata i widzę, że jego uśmiech też się poszerzył. Może nie tak bardzo jak naszej matki, ale on cieszy się, słysząc, jak ojciec ogłasza go kolejnym przywódcą na oczach naszego zaprzysiężonego wroga.
„Co on mówi?” — Głos Kaelena wypełnia moją głowę poprzez więź myślową. — „Myślałem, że to ty miałaś być Alfą.”
Nie potrafię mu odpowiedzieć. Mogę tylko pokręcić głową.
Kłamstwa. Wszystko, co mój ojciec kiedykolwiek mi powiedział, było kłamstwem. Od mojego miejsca w watasze, po to, kto rozpoczął wojnę, i dlaczego tak długo o nią walczymy. Czy jest choć jedno słowo, które od niego usłyszałam, a które byłoby prawdą?
— Jest warta tych pieniędzy, obiecuję ci. — Mój ojciec uwalnia się z uścisku Celii i popycha ją lekko do przodu.
Moment, którego się spodziewałam i którego tak się bałam, rozgrywa się na moich oczach, gdy Celia całkowicie traci nad sobą panowanie. Jej cichy płacz zamienia się w wrzask, gdy rzuca się z powrotem w stronę ojca. — Tatusiu, nie! — błaga, chwytając go za ramię. — Proszę, tatusiu! Nie każ mi z nim iść. Kocham cię, tatusiu! Luno Diano, proszę!
— Celio, natychmiast przestań! — warczy mój ojciec, ponownie ją odpychając. — Celio! Rozkazuję ci jako twój ojciec i twój Alfa, żebyś w tej chwili przestała się mazać! Pokaż królowi, że jesteś posłusznym dzieckiem!
— Ona jest dzieckiem!
Słowa opuszczają moje usta, zanim zdążę je powstrzymać, gdy wyrywam ramię z uścisku brata i wychodzę przed szereg wbrew rozkazom ojca. Jeszcze zanim wyruszyliśmy, powiedział nam, że bez względu na to, co się wydarzy, musimy trzymać się razem. Tworzyć jedność.
Ale to on wyrzucił tę zasadę przez okno, gdy zaproponował, że zostawi tu jedno z nas.
Podchodzę do Celii, a ona odwraca się, biegnie do mnie i zarzuca mi ramiona na szyję. — Proszę, proszę, Maevia! Błagam, uratuj mnie!
Wzrok mam utkwiony w mężczyźnie na podwyższeniu, kiedy tulę ją do siebie. — W porządku, maleńka. Wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę na to. Nigdy nie pozwolę, by ktoś cię skrzywdził. — Mam na myśli każde moje słowo. Nie mam pojęcia, jak odniosę sukces w walce z pełną salą wampirów, moimi własnymi zdradzieckimi rodzicami i członkami watahy, ale nie pozwolę mojemu ojcu tego zrobić.
— Maevio! — strofuje mnie ojciec. — Wracaj do szeregu. — Patrzy na mnie, a jego oczy są odwrócone od króla. W głowie słyszę jego głos. „Nie spierdol tego!”
Kręcę głową. — Przykro mi, ojcze, ale jeśli chcesz zostawić tutaj Celię, będziesz musiał najpierw mnie zabić. Jedno to było stać tutaj i słuchać, jak handlujesz, jak mogłabym przypuszczać, moją własną osobą w tym wszystkim, ale teraz słyszeć, jak mówisz, że zostawisz swoją dwunastoletnią córkę tutaj, samą, w zamku twojego największego wroga? Zaczynam kwestionować wszystko, co kiedykolwiek o tobie wiedziałam!
— Jak śmiesz mówić takie rzeczy do swojego Alfy! — Rozlega się grzmiący głos po mojej lewej stronie; to mój brat. — Okaż trochę szacunku, siostro! Jako przyszły Alfa, rozkazuję ci to.
— Nie masz nade mną żadnej władzy, braciszku. — Zwężam oczy, patrząc na Rafe'a i wiedząc, że skopałabym mu tyłek, nawet nie wypuszczając Celii z objęć. On też to wie. Dlatego ani drgnie. Próbuje tylko pokazać ojcu, że ten dokonał właściwego wyboru co do następnego Alfy.
Gdy Rafe cofa się na swoje miejsce, przenoszę jadowite spojrzenie na moją matkę. — Nie mogę uwierzyć, że się na to zgadzasz.
Opuszcza wzrok, wiedząc, że mam rację. Nie mogę nawet spojrzeć za siebie na Kaelena i jego rodzinę. Gdyby Kaelen naprawdę miał być pewnego dnia moim przeznaczonym, czy nie ująłby się za mną? Ale on nie wypowiada ani jednego słowa. Nie chce zrujnować swoich szans na zostanie pewnego dnia Betą — Betą Rafe'a.
— Ty jesteś Maevia. — Słowa padające z ust Króla Dantego nie są pytaniem.
Kiwam głową. — Jestem Maevia Moonridge, pierworodna córka Alfy Gideona Moonridge'a, przywódcy watahy Moonridge. — Trzymam głowę wysoko, gdy mówię. — Przepraszam, że wywołuję zamieszanie w waszej sali tronowej, Królu Dante, ale obawiam się, że nie potrafię stać bezczynnie i patrzeć, jak bierzecie dziecko jako rekompensatę za należny wam dług.
Unosi na mnie brew. — Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek powiedział, że akceptuję dziewczynkę jako zapłatę.
Przełykam ciężko ślinę, starając się nie okazywać mu strachu. On go jednak wyczuwa. Podobnie jak wilkołaki, wampiry mają niesamowite możliwości, jeśli chodzi o zmysły. Prawdopodobnie widzi drobne włoski na mojej skórze, nie wspominając o tym, że poczuł zmianę w feromonach, gdy zaczęłam zdawać sobie sprawę, co robi mój ojciec, i przerażenie wypełniło mnie od stóp do głów.
— Panno Maevio — mówi ze spokojnym spojrzeniem. — Co proponujesz, abym zrobił w celu uregulowania tego długu? Twój ojciec twierdzi, że jesteś inteligentna i stanowisz atut dla watahy. Z pewnością musisz sporo wiedzieć o sytuacji finansowej watahy Moonridge.
Biorę głęboki oddech, zanim decyduję się współpracować z jedynym możliwym sojusznikiem, jakiego mam w tym pomieszczeniu, a w tej chwili jest nim on. — Muszę przyznać, że ogromna ilość informacji ujrzała dziś dla mnie światło dzienne po raz pierwszy, Wasza Wysokość.
Bogaty śmiech opuszcza jego usta i choć wcale nie uważam tego, co powiedziałam, za zabawne, ponieważ jest to prawda, cieszę się, że przynajmniej jest zrelaksowany.
— Wiem o naszych problemach finansowych i niestety mogę potwierdzić, że nie jesteśmy w stanie spłacić ci tak ogromnego długu w najbliższym czasie. Byłabym jednak więcej niż chętna zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zapracować dla ciebie na te pieniądze.
Zanim król zdąży to skomentować, mój ojciec pyta mnie: — Robiąc co? Nikt w naszej watasze nie ma takich pieniędzy. Nie mamy już watah sojuszniczych. Nigdy nie byłabyś w stanie spłacić tego długu, nawet gdybyś pożyła dwieście lat.
— Krótkie życie — słyszę mężczyznę po lewej stronie Króla Dantego i obaj chichoczą. Na krótko przenoszę na niego wzrok. Nie jest tak wysoki jak król, ale jego budowa jest znacznie potężniejsza, z muskularnymi barkami i silnymi ramionami. Ma na głowie burzę kręconych czarnych włosów, co różni go od większości innych wampirów, jakie widziałam.
Mężczyzna po prawej stronie króla wygląda na starszego, jest niższy i mniej umięśniony, w okularach, które musiały mu pozostać z ludzkiego życia, ponieważ wampiry nie potrzebują okularów korekcyjnych. Jednak jest wampirem. Poznaję to po odcieniu jego skóry i oczach.
Król wciąż wpatruje się we mnie, a ja nie potrafię stwierdzić, czy mam powiedzieć coś jeszcze, czy po prostu tylko rozmyśla.
— A co z tobą? — pyta mnie Król Dante, wstając. Robi kilka swobodnych kroków w moim kierunku, schodząc na drugi stopień podwyższenia. — Maevio Moonridge, czy jesteś warta pięć milionów drake'ów?
Moje serce na chwilę przestaje bić, gdy analizuję, o co mnie pyta. Czy jestem warta tych pieniędzy — czy jestem gotowa powiedzieć, że wierzę, iż wymiana na mnie będzie warta darowania długu mojego ojca?
Przez moment pozwalam myślom błądzić wokół tego, co się stanie, gdy stąd wyjdziemy. Jeśli Król Dante zaakceptuje Celię, będę walczyć. Przegram. Albo zabiją mnie wampiry, albo zrobi to moja własna rodzina. A Celia i tak będzie musiała tu zostać. Ja będę martwa. Nigdy nie będę w stanie pomóc jej w ucieczce.
Jeśli jej nie zaakceptuje, prawdopodobnie zabije mojego ojca. Rafe zostanie Alfą, a ja będę zmuszona pomagać mojemu aroganckiemu, niewyszkolonemu, nieprzygotowanemu bratu rządzić watahą. Jeśli jednak mój ojciec przeżyje, nigdy nie wybaczy mi, że wystąpiłam przeciwko niemu.
Więc... nigdy już nie wrócę do domu... Nie do tego domu, który znałam kilka godzin temu, zanim ten koszmar zaczął się rozgrywać.
Nie chcę tu zostać. Przychodzą mi na myśl obrazy bladych, chudych, umierających karmicielek z suchymi, popękanymi wargami i zapadniętymi oczami. Słyszałam historie grozy. Żyją w nędzy i modlą się o śmierć.
Płacz Celii nie jest już tak głośny. Wiem, że odpowiedź, jakiej udzielę, sprawi, że znów zacznie płakać, a nie będzie miał jej kto chronić oprócz mnie.
A w zasadzie... nie będzie już mnie.
Kiwam głową. — Udowodnię, że jestem. Weźcie mnie zamiast niej. — Tylko tyle potrafię z siebie wykrztusić. Może to zinterpretować, jak tylko chce. Czy naprawdę jestem warta pięć milionów drake'ów? Nie. Ale... jeśli on weźmie mnie i wypuści moją siostrę, znajdę sposób, by przekonać go, że jestem.
Mam nadzieję, że moja krew smakuje słodko jak miód dla króla czy kogokolwiek innego, kto będzie się ze mnie pożywiał.
Oczy Króla Dantego pozostają utkwione w moich przez kolejny moment, zanim jego usta poruszają się, a on mówi: — Zabierzcie ją.














