Maevia
— Chcę, żebyś wziął moją córkę... by stała się karmicielką.
Słowa mojego ojca odbijają się echem po sali tronowej, podczas gdy stoję za nim ze ściśniętym gardłem tak bardzo, że ledwo mogę oddychać, a co dopiero mówić. Nie mogę uwierzyć w słowa, które padły z jego ust, a po wyrazie twarzy Króla Wampirów Dantego widać, że on również.
— O czym ty, do diabła, mówisz? — pyta król. — Chcesz, żebym wziął twoją córkę? W zamian za dług, który wciąż jesteś mi winien za prowadzenie wojny przeciwko moim ziemiom przez te wszystkie lata? — Stoi na podwyższeniu, ale mówiąc to, schodzi o jeden stopień. Nadal jest dobre dziesięć stóp od nas i w tej pozycji prawdopodobnie przewyższa mojego ojca o trzy stopy, a ojciec ma metr osiemdziesiąt pięć. Jestem pewna, że król Dante i tak jest wyższy od mojego ojca, ale z tego kąta wygląda jak gigant górujący nad moim ojcem, gniewny gigant.
Sama jestem więcej niż trochę wściekła, próbując przetrawić to, co się dzieje. Słyszę, jak Celia zaczyna popłakiwać, a na dźwięk jej płaczu mój ojciec wzdryga się. Usłyszałam też zduszone sapnięcie Kaelena z tyłu, jego matki, Eleanor, a może obojga naraz. Wciąż nie wiem, co powiedzieć. Jedyne, o czym potrafię myśleć, to to, że coś mi umyka. Z pewnością moi rodzice muszą wykorzystywać ten wstęp jako sposób na zyskanie przewagi nad wampirami. To musi być część jakiegoś niegodziwego planu, o którym nie mam pojęcia.
Chyba nie chcą mnie tak naprawdę sprzedać, prawda? Nie potrafię nawet przetworzyć, co by to oznaczało. W końcu mam być kolejnym Alfą. Nie ma znaczenia, że jestem kobietą. Ojciec od małego szkolił mnie do przejęcia watahy. Nie, coś tu jest nie tak.
— Proszę, wytłumacz się, Gideonie — mówi Dante, opierając łokieć na złożonym ramieniu, podczas gdy jego długie, smukłe palce gładzą policzek w zamyśleniu. — Wyjaśnij mi, w jaki sposób twoja córka, która z tych samic by to nie była, jest dla mnie bardziej użyteczna niż pieniądze, które zgodziłeś się mi zapłacić.
Kiedy wypowiada słowa „tych samic”, jego wzrok na krótko omiata nas wszystkich, i przez moment nasze spojrzenia się krzyżują, jakby mówił, że wie, iż mojemu ojcu musi chodzić o mnie. Poza Celią jestem tu jedyną kobietą, która jest wystarczająco młoda, by być jego córką, a ona jest przecież tylko dzieckiem. Żaden z wojowników, których ze sobą zabraliśmy, nie jest kobietą, więc oprócz mnie zostaje tylko moja matka i mama Kaelena. Rzecz jasna one nie są jego córkami.
Rozważanie tego sprawia, że kolejny impuls strachu przeszywa moje ciało. Co by to oznaczało – zostać tutaj i zostać karmicielką Króla Wampirów? Nie pozwalam sobie nawet nad tym rozmyślać. Wszystkie historie o karmicielkach, jakie słyszałam, są gorsze nawet od śmierci na polu bitwy.
Mój ojciec znów musi odchrząknąć, zanim zabierze głos, co przynajmniej wskazuje na to, że nie jest specjalnie zadowolony z tego planu, ale zdrada, która osiada w moim sercu, jest wręcz nierealna, kiedy dociera do mnie, co on w tej chwili robi.
Mój umysł przemyka przez różne obrazy mnie i mojego ojca z czasów, gdy dorastałam, a on uczył mnie tak wielu rzeczy. W pamięci zapadły mi szczególne wspomnienia — pierwszy raz, kiedy przewiózł mnie na grzbiecie swojego wilka przez las, oglądanie zorzy polarnej podczas przesilenia, gdy byłam młodsza, to, jak uczył mnie łowić ryby gołymi rękami.
Nie, to niemożliwe, żeby mój ojciec, mężczyzna, którego nazywałam tatusiem, sprzedawał mnie teraz temu potworowi, naszemu wrogowi. Może i wygląda jak idealny mężczyzna, z tą przystojną twarzą i napiętą, muskularną sylwetką, ale mnie nie zwiedzie. Jest samym diabłem.
Więc co się do cholery dzieje?
— Cóż — zaczyna mój ojciec, łapiąc powietrze. — Myślę, że przekonasz się, iż będzie dla ciebie idealną karmicielką. Pochodzi z dobrego rodu, co jest oczywiste, skoro jestem jej ojcem. Jest inteligentna, posłuszna i pewnego dnia może nawet okazać się atutem na twoim dworze, jeśli poży... jeśli jej na to pozwolisz.
Jeśli pożyje tak długo... to właśnie chciał powiedzieć mój ojciec. Muszę zdławić w sobie własny wybuch, pragnąc zapytać go, jak mógł to zrobić.
Mój wzrok przenosi się na matkę, która na swoich pomalowanych na czerwono ustach zdaje się skrywać delikatny uśmieszek. Jestem zdezorientowana. Zawsze byłyśmy z matką blisko. Podobnie jak od ojca, od niej też bardzo wiele się nauczyłam. Uczyła mnie, jak być damą, jak tańczyć, szyć, przyjmować gości. Czy ona teraz naprawdę będzie tam stać z tym uśmieszkiem na twarzy, podczas gdy jej jedyna córka jest sprzedawana?
Nie rozumiem tego. Przypominam sobie, jak była zdruzgotana, gdy urodziła się Celia, jak bardzo czuła się zdradzona, że ojciec mógł jej to zrobić, mieć dziecko z inną kobietą, i jak to ja ją pocieszałam i zapewniałam, że wszystko się ułoży.
A teraz po prostu pozwoli mojemu ojcu oddać mnie naszemu wrogowi za wojenny dług? Nie ma dla mnie znaczenia, że dług jest tak wysoki, że niektórzy mogliby uznać za zaszczyt bycie wycenionym na taką kwotę. Nie potrafię sobie wyobrazić sprzedania własnego dziecka. Spoglądam w dół na Celię, która w moim młodym wieku jest najbliższa temu, co mogłabym nazwać własnym dzieckiem, i widzę łzy spływające po jej policzkach. Nie, nigdy, przenigdy bym jej nie oddała.
Bezszelestnie poruszam ustami, mówiąc siostrze: „Będzie dobrze”, ale to nie powstrzymuje jej przed płaczem. Ona wie, że za chwilę zostaniemy rozdzielone, i wtedy nie będzie miała nikogo, a ja nie ufam ojcu, że się nią zaopiekuje.
Chcę odwrócić się do Kaelena, błagać go, by zaopiekował się Celią, ale nie mam w sobie siły, by teraz na niego spojrzeć. Czy ujmie się za mną? A jeśli to nie ja mam być kolejnym przywódcą watahy, to kto nim będzie?
Odwracam głowę w stronę mojego brata i na twarzy Rafe'a widzę ten sam cień uśmiechu, co u naszej matki. A więc cieszy się z mojego odejścia, bo dzięki temu to on będzie mógł po tym wszystkim zostać Alfą.
— Obawiam się, że po prostu tego nie rozumiem. — Król Dante odwraca się, wchodzi z powrotem po schodach, podchodzi do swojego tronu i opada na niego. Mężczyźni po obu jego stronach nieznacznie korygują swoje postawy. Mój wzrok przenosi się na nich, ale nie zatrzymuje się tam długo. W obecności króla nikt inny nie zasługuje na nic więcej niż przelotne spojrzenie.
Jednak w tej chwili wcale nie wpatruję się w niego z powodu jego atrakcyjności wizualnej. Patrzę na niego, bo czekam na jego werdykt. Najwyraźniej nie ma pojęcia, dlaczego jedna karmicielka jest warta tak wiele, a ja tym bardziej.
— Błagam, Wasza Wysokość. — Mój ojciec dosłownie pada na kolana, pociągając matkę za sobą. — Wojna... zabrała mojemu ludowi wszystko. Właśnie wysłaliśmy do was nasze zapasy surowców naturalnych. W obecnej sytuacji możemy nie przetrwać zimy. Nie mamy już czym handlować ani co sprzedać... Moi ludzie głodują. Na kontach nie zostało mi nawet na zapłacenie ci jednej trzeciej tego, co jestem winien, ale obiecuję ci, że ona jest tego warta.
Król Dante kręci głową. — Skoro nie miałeś pieniędzy, by mi je oddać, nigdy nie powinieneś był ich pożyczać. Czy nie odbyliśmy tej samej dyskusji piętnaście lat temu, Gideonie? Wtedy, gdy powiedziałeś mi, że jeśli pożyczę ci dziesięć milionów drake'ów, będziesz w stanie użyć tych pieniędzy do podboju okolicznych watah, a w takim razie z łatwością oddasz mi dwadzieścia milionów? Mówiłem ci wtedy, że nie uważam tego za dobry pomysł, ale nalegałeś, a ze względu na relacje twojego ojca z moim ojcem, postanowiłem na to przystać. A teraz, dziesięć lat po terminie spłaty, wciąż nie wywiązujesz się ze swojej części umowy.
Słucham słów króla Dantego i moje usta aż same się otwierają. A więc o to w tym wszystkim chodziło? O to, że mój ojciec nie był w stanie spłacić długu? Pamiętam dość mgliście z czasów, gdy byłam małą dziewczynką, wojny z innymi watahami, ale powiedziano mi — jak wszystkim dzieciom w wieku szkolnym w tamtym czasie — że to inne watahy nas zaatakowały.
Mój ojciec szybko stawał się dla mnie kimś obcym.
— To było z góry skazane na porażkę! — Mój ojciec puszcza dłoń mamy, by paść plackiem na podłogę, szlochając. — Nie mogę winić cię za twój gniew, panie. Nie mogę. Chciałem wyrobić sobie własne imię, niezależne od ojca, i poniosłem porażkę. Błagam, zlituj się nade mną.
— Przecież okazałem ci litość! — Król Dante nie wydaje się nawet w połowie tak wzburzony, jak powinien. — Umorzyłem ponad połowę długu, zanim w ogóle zaczęliśmy walczyć. A potem i tak odmówiłeś oddania mi chociaż tego, więc musiałem zabrać twoje wschodnie ziemie w ramach zapłaty. Wiem, że w bitwie straciłeś dziesiątki tysięcy wojowników, ale wiesz, to dla mnie też nie obyło się bez kosztów. Gdybym doliczył koszty wojny do tego, co jesteś mi winien, nie byłbyś w stanie spłacić tego w ciągu dziesięciu moich żywotów.
Jego komentarz sprawia, że mężczyzna po jego lewej stronie cicho chichocze pod nosem. Przypuszczam, że dla wampira, który żyłby wiecznie, gdyby nigdy go nie zamordowano, stwierdzenie o dziesięciu żywotach mogło być zabawną uwagą.
Ale nikt inny się nie śmieje, a już na pewno nie ja.
Rozumiem teraz, że ta sytuacja bardzo różni się od tego, co kiedykolwiek myślałam. Przez cały ten czas wierzyłam, że wampiry, podobnie jak inne watahy, zaatakowały nas, że po prostu chciały tego, co nasze, a nawet że chciały się nami żywić. W przeciwieństwie do ludzi, żerowanie na wilkołakach nie niesie ze sobą ryzyka stworzenia kolejnego wampira, co — jak rozumiem — w ich rasie jest sprzeczne z prawem bez specjalnego pozwolenia króla, ze względu na kwestię kontroli populacji. My nie możemy stać się tacy jak oni, ponieważ nasze ciała naturalnie wiedzą, jak zwalczyć jad, który zamienia ludzi w nieumarłych.
Ale możemy umrzeć.
Jeśli chciwe wampiry wezmą za dużo, możemy zostać wykrwawieni do cna i zginąć. Chociaż zabicie wilkołaka przez wampira przez pozbawienie go krwi nie jest nielegalne, jest źle widziane. Większość z nich woli naszą krew lub krew ludzką od zwierzęcej, więc po prostu łatwiej jest mieć pod ręką zapas wilkołaków, by z nich pić. Ludzi nie można trzymać w ten sposób, ponieważ trzeba ich całkowicie wykrwawić i zabić przy jednym karmieniu, aby nie złamać prawa dotyczącego tworzenia nowych wampirów.
Dlatego wielu naszych wojowników nosi przy sobie pastylki z trucizną, aby zapobiec pojmaniu i żałosnemu życiu w roli karmiciela.
Nie mam pojęcia, co się stanie, jeśli Król Wampirów odrzuci ofertę mojego ojca, ale wiem, że nigdy nie będziemy w stanie spłacić tak ogromnej kwoty.
Moja dolna warga drży, gdy zaczynam układać w głowie zdanie. Muszę spróbować przekonać króla Dantego, żeby mnie wziął, że jestem warta tych pieniędzy, że w jakiś sposób sprawię, że opłaci mu się zatrzymać mnie jako karmicielkę, ale zanim zdążę otworzyć usta, mój ojciec znów wstaje.
— Obiecuję ci, że jest tego warta. Spójrz na nią. Widzisz, jaka jest piękna? — Odwraca się i wskazuje w moim kierunku, ale jego kolejne oświadczenie sprawia, że żółć podchodzi mi do gardła.
— Chodź tutaj, kochanie. Chodź poznać króla... Celio.














