Ratując Króla Mafii

Ratując Króla Mafii

Autor: Vivian_G

Rozdział 4
Autor: Vivian_G
23 cze 2026
Sterling Chodzę nerwowo tam i z powrotem po pokoju. Minęły ponad cztery godziny, odkąd mnie tu zamknęli, i od tamtej pory nie widziałam żadnego z ludzi Zela — a tym bardziej jego samego. Kto by pomyślał… Nie mógł mnie porwać byle jaki gang, co to, to nie. Musiałam trafić na ten najbrutalniejszy. Syndykat Valeriano działa w mieście od lat i jedyne, co o nich wiadomo, to to, że zostawiają za sobą szlak krwi i śmierci. Cóż, teraz wiem nieco więcej. Gdzie mieszkają, jak nazywa się kilku ich kluczowych członków — którzy, z tego co wywnioskowałam, wydają się najważniejsi — i co najciekawsze: wiem, jak wygląda Zel. I muszę przyznać, że nigdy bym go sobie tak nie wyobraziła. Kiedy myślę o przywódcy organizacji przestępczej, przychodzi mi na myśl mężczyzna w średnim wieku z wydatnym brzuchem, noszący kapelusz z płaskim rondem, by ukryć zakola. Nigdy, nawet w moich najbardziej pokręconych snach, nie przypuszczałam, że Zel będzie tak atrakcyjny. Nie wiem, czy to jego czarne włosy pasujące do ciemnych oczu, czy tatuaże wyzierające spod koszuli aż na bok szyi. Pokrywają one również jego przedramiona. A może to krótka broda? Nadaje mu surowy, lekkomyślny wygląd, podobnie jak kolczyk w lewym uchu i gruby łańcuch na szyi. Nie jestem pewna, czy to jedna konkretna rzecz, czy całe zestawienie, ale wiem jedno: z taką twarzą i takim ciałem mógłby zmienić nawet najbardziej pobożną kobietę w grzesznicę. Siadam na krawędzi łóżka i ziewam. Przez potężne okna od podłogi do sufitu widzę, że świt nie jest daleko — czuję się wyczerpana. Przynajmniej udało mi się umyć ręce w przyległej łazience i pozbyłam się zakrwawionej koszuli. Teraz mam na sobie tylko top na ramiączkach i spodnie. Rozpuszczam włosy i masuję skórę głowy, by zdjąć z siebie trochę napięcia. Muszę znaleźć stąd wyjście, zanim ten przestępca zmieni zdanie i postanowi wpakować mi kulę w głowę. Drzwi do pokoju otwierają się i dokładnie wtedy, gdy o nim myślałam, on sam wchodzi do środka. Ma na sobie te same ubrania, a w rękach trzyma teczkę. Zatrzymuje się na środku sypialni, dokładnie na grubym, jasnym wełnianym dywanie i wbija we mnie wzrok. Przechyla lekko głowę, a uśmieszek, który błąka się na jego ustach, zaprasza do wszelkiego rodzaju grzesznych myśli. — Mía Sterling — mruczy po otwarciu teczki. Wstaję, biorąc głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze. Przypuszczam, że zajęło mu to tyle czasu, bo zbierał informacje na mój temat. Mogłam mu podać fałszywe nazwisko, kiedy pytał. Każdy inny by tak zrobił. W takich sytuacjach naszą największą słabością są zawsze bliscy. Ludzie mają tendencję do wykonywania rozkazów z obawy przed narażeniem swoich rodzin na niebezpieczeństwo. Cóż, jestem sama, więc nie ma niczego, czym mógłby mnie szantażować. — Tylko tyle udało ci się o mnie dowiedzieć przez ten cały czas? Jestem rozczarowana — mówię, splatając ramiona na piersi. Nie umyka mojej uwadze, jak wzrok Zela wędruje prosto na mój dekolt. Trwa to tylko kilka sekund, po czym znów patrzy mi w twarz. — Wiem też kilka innych rzeczy — mówi dalej, podchodząc, aż dzieli nas ledwie metr, po czym przystaje, by czytać dalej. — Sierżant Mía Sterling, trzydzieści dwa lata. Służyła jako medyk polowy w armii. Dwie tury w Afganistanie. W sumie sześć lat i trzy dni na linii frontu. Odeszłaś dwa lata temu, zaraz po tym, jak sam prezydent odznaczył cię Medalem Honoru za uratowanie życia siedmiu towarzyszom broni. Znów na mnie patrzy, uśmiechając się drwiąco. — W pojedynkę zdjęłaś ponad dwudziestu uzbrojonych wrogów i sprowadziłaś członków swojej jednostki w bezpieczne miejsce. — Tylko tych, którzy jeszcze żyli — dodaję tylko po to, by go zirytować, unosząc podbródek. Zel mruży oczy. — Myślisz o sposobach na zabicie mnie, Mía? — pyta, przeciągając moje imię. Opuszczam ręce i wzruszam ramionami. — Sterling — poprawiam go. Ignoruje mnie i robi kolejny krok do przodu. Instynkt podpowiada mi, by się cofnąć, ale postanawiam stać w miejscu i stawić mu czoła. Jeśli zamierza mnie zabić, i tak to zrobi. — Myślę, że część o twoim ojcu, generale, możemy zostawić na inny raz, nie sądzisz? — Zamyka teczkę i wsuwa ją pod pachę. Po raz pierwszy zauważam jego lewy nadgarstek. Nosi coś w rodzaju różańca jako bransoletkę. Natychmiast podnoszę wzrok i przyłapuję go na ponownym uśmieszku. — Co się ze mną stanie? — pytam. — Zadaję sobie to samo pytanie od kilku godzin, Mía. Zaciskam zęby, ale tym razem go nie poprawiam. Będzie mnie nazywał, jak mu się, do cholery, spodoba. Zel jest jednym z tych mężczyzn — mężczyzn, którzy nie przyjmują odmowy. — Dałem ci słowo, więc nie mogę cię zabić. Ale puszczenie cię wolno też nie wchodzi w grę. Powiedz mi, co twoim zdaniem powinienem z tobą zrobić? — Nie wiem, ale na twoim miejscu szybko podjęłabym decyzję. Kończy mi się cierpliwość do bycia tu zamkniętą. Posyła mi kolejny uśmiech, a ja nawet nie drgnę, gdy robi kolejny krok w moją stronę. Jego nos jest tak blisko mojego, że przy najmniejszym ruchu mogłyby się zetknąć. Zel przechyla głowę i wbija wzrok w moje usta, po czym bierze głęboki wdech nosem. — Pachniesz wyśmienicie, Mía. Zbyt wyśmienicie dla własnego dobra. Zmuszam się do przełknięcia śliny, nie tracąc opanowania. Nie wiem, co jest w tym człowieku, że sprawia, iż czuję się nerwowa, ale nie mogę pozwolić, by to po sobie poznać — to byłaby moja zguba. — I to po tym, jak nie brałam prysznica od wczoraj — mruczę, cmokając z udawaną pogardą. Zel chichocze cicho i cofa się o dwa kroki, nie spuszczając ze mnie wzroku. — Moi ludzie są wściekli za ten numer z bronią w sali gier. Więc sugeruję, żebyś na razie nie opuszczała tego pokoju. Enzo Galante i Lazzaro Ricci będą jedynymi, którzy mają tu wstęp. Jeden z nich wkrótce przyniesie ci jedzenie i czyste ubrania. Poprawia kołnierzyk swojej białej koszuli. — Możesz wziąć prysznic i odpocząć przez kilka godzin. Przed południem przyjdą po ciebie, żebyś mogła sprawdzić, co z moim bratem i pozostałymi rannymi. — Czyli jestem więźniem? — syczę przez zaciśnięte zęby. Zel omiata wzrokiem sypialnię i wzrusza ramionami. — Widziałem gorsze cele niż ta, ale jeśli tak chcesz to postrzegać, nie będę się kłócił — mówi, po czym odwraca się do wyjścia. — Słodkich snów, Mía — mruczy, wychodząc z pokoju. Biorę głęboki oddech na dźwięk klucza przekręcanego w zamku po drugiej stronie. Siadając z powrotem na krawędzi łóżka, zamykam oczy i przesuwam dłońmi po twarzy. Mam przejebane. Nie spodziewam się, że ktokolwiek mnie tu znajdzie. Karetka ma system GPS, ale nie jestem na tyle naiwna, by sądzić, że już się go nie pozbyli. Jeśli chcę stąd wyjść żywa, prawdopodobnie będę musiała złamać obietnicę. „Już nigdy więcej nie zabijesz” — słowa te odbijają się echem w mojej głowie. Staram się, naprawdę. Ale ten irytująco atrakcyjny król zbrodni wcale mi tego nie ułatwia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Ratując Króla Mafii | Czytaj powieści online na beletrystyka