Ratując Króla Mafii

Ratując Króla Mafii

Autor: Vivian_G

Rozdział 5
Autor: Vivian_G
23 cze 2026
Zel Spoglądam na monitor komputera, puszczając małe dymki z cygara i udając, że słucham tego, co mówi Lucchese. Obraz Sterling wychodzącej z łazienki tylko w ręczniku zasłaniającym jej ciało całkowicie pochłania moją uwagę. Od dwóch dni nie opuszczała pokoju, poza sprawdzaniem rannych, ale nie spuściłem jej z oczu ani na sekundę — jak pieprzony, obsesyjny prześladowca. Nasze sypialnie to jedyne miejsca w domu bez kamer; reszta jest monitorowana w najdrobniejszych szczegółach, a ona na szczęście jeszcze tego nie zauważyła. Jestem pewien, że gdyby zauważyła, rozbiłaby je w drobny mak. Zastygam z cygarem w połowie drogi do ust, widząc na ekranie, jak rozluźnia uścisk na ręczniku zakrywającym jej piersi. Cholera, chcę wpaść do tego pokoju i wziąć ją natychmiast. To doprowadza mnie do szału. — Zel! — Kręcę głową i zmuszam się, by spojrzeć na mojego zastępcę. Lucchese nie jest jedynym w gabinecie. Obok niego stoją Enzo Galante i Lazzaro Ricci, a Lucia Solano, jak zawsze, rozgościła się na kanapie. — Słyszałeś w ogóle, co powiedziałem? Odchrząkuję i potakuję, po czym wyłączam ekran i zaciągam się cygarem. — Towar, który ukradliśmy Valeriano, jest bezpieczny i gotowy do dystrybucji. Nie sądzę, by było coś ważniejszego od tego, mylę się? — Są wściekli — mówi, poprawiając okulary na nosie palcem wskazującym. — Alessandro Valeriano próbuje wyśledzić naszych ludzi. Do tego mamy na karku policję. Śmierć tych funkcjonariuszy nie pomaga nam siedzieć cicho. Mój wzrok przesuwa się na Enzo Galante i Lazzaro Ricciego. To oni są odpowiedzialni za ten bałagan. — To byli oni albo my, Zel — usprawiedliwia się Lazzaro Ricci. — Nie pozwoliliby nam zabrać Benito i medyczki bez walki. Enzo Galante potakuje, by potwierdzić słowa partnera, i robi krok do przodu. Gdyby Lazzaro Ricci działał sam, trudno byłoby mi uwierzyć, że nie zabił tych gliniarzy w jednym ze swoich napadów szału albo po prostu dla dreszczyku emocji. — A propos medyczki… Sterling? — Potakuję. Nie chcę, żeby nazywali ją po imieniu. „Mía”. Moja. Jakże stosownie. Śmieję się w duchu i słucham dalej Enzo Galante. — Co z nią zrobimy, jak Benito wyzdrowieje? Wiem, że dałeś słowo, że jej nie zabijemy, ale jeśli pozwolisz nam się z nią trochę pobawić przez jakiś czas… — Sposób, w jaki się uśmiecha i sprośnie porusza biodrami, natychmiast mówi mi, o co mu chodzi. — Ta kobieta to uczta. Podzielisz się nią z resztą z nas? Wstaję powoli, na zewnątrz spokojny, choć w środku kipię z wściekłości. Jeśli Enzo Galante — albo ktokolwiek w tym pokoju — myśli, że może położyć na niej rękę, najpierw będzie musiał zmierzyć się ze mną. Lucchese wyczuwa zmianę mojego nastroju, robi krok naprzód i zaczyna coś mówić, ale uciszam go gestem. — Sugerujesz, żebyśmy zrobili jakąś listę albo kolejkę do jej gwałcenia? — pytam, wbijając w niego wzrok. — Gwałt to mocne słowo, bracie. Po prostu damy jej coś na uspokojenie, a potem… — Enzo Galante, lepiej stul pysk — syczy Lazzaro Ricci, uderzając kumpla łokciem w brzuch. Obchodzę biurko pod czujnym okiem wszystkich i podchodzę do Enzo Galante. — To będzie zabawne — śpiewa Lucia Solano z kanapy. Zatrzymuję się przed nim i chwytam go za szyję, przyciągając jego głowę do siebie. — Nie jesteśmy zwierzętami — warczę mu w twarz. — Jeśli czujesz potrzebę znęcania się nad kobietą, możesz to robić — ale poza moim domem. I nie fatyguj się z powrotem. Odpycham go, a jego postawa natychmiast się zmienia. — Zel, bracie, nie chciałem… — Znikaj mi z oczu — rozkazuję, odwracając się, by nie musieć na niego patrzeć. — Zel… — Wychodzimy — mówi Lazzaro Ricci, wyciągając go z gabinetu, zanim drzwi się za nimi zamykają. Przez kilka sekund nikt się nie odzywa. Wracam na swoje miejsce i próbuję się uspokoić. Nie pochwalam gwałtów ani znęcania się nad kobietami. Gdybym to robił, stałbym się wszystkim tym, czym gardzę. Mamy być inni niż ludzie Valeriano. Nie mam problemu z handlem narkotykami, bronią, a nawet ludźmi — przerzucanie nielegalnych imigrantów przez meksykańską granicę to po prostu część biznesu. Ale handel ludźmi w celach seksualnych… Nie, to nie dla mnie. I jeśli którykolwiek z moich ludzi chce przekroczyć tę linię, nie ma tu dla niego miejsca. — On nie rozumie — mówi Lucchese, siadając naprzeciwko mnie. — Zel, spójrz na mnie. — Niechętnie spotykam jego wzrok. — Nie przeszedł tego, co my. Dlatego tak gada. — To żadna wymówka — prycham, włączając z powrotem ekran. Sterling jest już ubrana. Leży na plecach na łóżku. Wygląda na znudzoną. — Ale co do Sterling, wszyscy mamy to samo pytanie. Benito czuje się znacznie lepiej, a pozostali trzej prawie w pełni wyzdrowieli. Co się z nią stanie? Nie możemy jej wiecznie trzymać zamkniętej w tym pokoju. Rozcieram podbródek i kręcę szyją, by rozluźnić mięśnie. — Zje z nami dziś kolację. — Słucham? — Słyszałeś. Chcę ją w jadalni. Zobaczymy, jak się będzie zachowywać. — Chyba żartujesz? — Lucia Solano zrywa się z miejsca i podchodzi do nas z mściwą miną. — Co jest z tobą i tą kobietą, Zel? Próbujesz zrobić z niej jedną z nas, czy po prostu chcesz jej zaimponować, żeby dobrać się jej do majtek? Wzdycham, a Lucchese — na szczęście — postanawia wyjść z gabinetu, zostawiając nas samych. Lucia Solano nie radzi sobie najlepiej z faktem, że nie chciałem z nią sypiać, odkąd pojawiła się Sterling. Mógłbym zwinić jej niestabilny umysł, ale w rzeczywistości to po prostu Lucia Solano będąca sobą. Moja głowa jest zbyt zajęta nową zabawką, by zwracać uwagę na starą. — Czy jest jakiś powód, dla którego miałbym ci się tłumaczyć z moich decyzji? Bo jeśli tak, to chętnie go usłyszę. — Oh, daj spokój, Zel! Tak, laska jest niezła, ale… — Podnoszę rękę, by ją uciszyć. — To nie twoja sprawa. Martw się o to, by dobrze wykonywać swoją robotę, a resztę zostaw mnie, jasne? — Teraz mnie obrażasz — syczy, splatając ramiona. — Kiedy niby coś zawaliłam? — Jesteś absolutnie pewna, że wszystkie nagrania z karetki wjeżdżającej na posiadłość zostały skasowane? Policja mogłaby nas po tym namierzyć. — Co do jednego. Coś jeszcze? — Tak, chcę, żebyś była czujna na wypadek, gdybyśmy musieli przechwycić kolejny transport od Valeriano. — Planujesz dalej kraść mu towar? Nie będzie zachwycony. Wzruszam ramionami i uśmiecham się drwiąco. Dokładnie tego chcę. Chcę, żeby ruszyli na mnie i popełnili błędy. To jedyny sposób, bym zbliżył się wystarczająco blisko Lorenzo Valeriano, by wpakować mu kulę w czoło. Wtedy przejmę jego ludzi — przynajmniej tych, którzy zechcą pójść za mną — i wykorzystam jego strukturę do rozszerzenia interesu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki