Ryker siekał cebulę, a ja ścierałam imbir, gdy zadzwonił jego telefon. Widziałam, jak napięły mu się ramiona, gdy zobaczył, kto dzwoni.
– Breck, jak leci? – odebrał Ryker. Rozpoznałam imię jego kolegi z policji. Po wytarciu rąk podeszłam do niego i przytuliłam go od tyłu. Rozmowa nie była dla mnie istotna. Chciałam mu tylko zaoferować odrobinę pocieszenia, tak jak on zawsze robił to dla mnie. Jego
















