~Sera~
Myśli o nim wywoływały znajome, gorące mrowienie na całym ciele. Weszłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko. Ciało wręcz bolało z pożądania, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Pocierałam swój magiczny guziczek, wyobrażając sobie jego wzwód. Powiedział, że go kręcę. Od tego aż spłynęły ze mnie soki. Masowałam się mocniej i szybciej, fantazjując, jak ślizga się po mnie jego język.
"Sera?!"
Ugh! Moja matka mnie szukała.
"Tutaj jestem!"
Wstałam i pobiegłam sprawdzić, o co chodzi.
"Zbliża się pora kolacji dla arystokracji. Dlaczego nie jesteś w kuchni?"
Zwierzyłam się niegdyś głównej kucharce, jak wielką pasją jest dla mnie gotowanie, a ona pozwoliła mi przyglądać się swojej pracy i czasami pomagać przy sosach. Niestety większość innych obowiązków, które mi przydzieliła, z mojego punktu widzenia nie miała najmniejszego sensu. Zanieś kawę do sypialni księcia, podaj kolację, usługiuj przy stole, bla, bla, bla... W ogóle mnie to nie obchodziło. Z drugiej strony nieźle za to płacono.
Wcześniej Milian nigdy nie zwracał na mnie uwagi, więc obecność przy stole w jadalni, podczas gdy bogacze udawali, że jestem powietrzem, nie stanowiła problemu. Dziś jednak miało być inaczej. Zaledwie niecałą godzinę temu wylizał mnie tam na dole. Stanie obok niego wydawało mi się wyjątkowo krępujące. Miałam cichą nadzieję, że tego uniknę. W końcu to jego rozpuszczonym siostrom i tej jędzowatej dziewczynie trzeba było bez przerwy usługiwać i wszystko podawać. Zwyczajnie ustawię się blisko jednej z nich.
Stanęłam zatem tuż obok Bianki, jego pławiącej się w luksusach dziewczyny, traktującej ludzi jak robactwo – o ile nie byli obrzydliwie bogaci. Jęczy jak najtańsza dziwka, gdy Milian ją posuwa. Między innymi za to z całego serca jej nienawidziłam. Szczęściara mogła całować go, kiedy tylko miała na to ochotę, i dotykać, jak tylko chciała.
"Nie słyszysz, co mówię?" Pstryknęła palcami tuż przed moim nosem.
"Przepraszam." Stanęłam na baczność, czekając, aż raczy powtórzyć swoje życzenie.
"Podaj tę potrawkę."
"Oczywiście."
Pochyliłam się lekko w stronę Miliana, by po nią sięgnąć. Kiedy chwyciłam naczynie, chłopak niespodziewanie przesunął palcami po mojej talii, dokładnie tam, gdzie skóra była odsłonięta. Przez moje ciało momentalnie przepłynął snop iskier i rozlałam gorącą zawartość. I zgadnijcie, gdzie upadła? Większość na obrus, ale kilka kropel wylądowało wprost na jego dziewczynie. Ona i tak bezustannie szukała pretekstów, by wyżywać się na służbie.
"Ty głupia suko! Zniszczyłaś mi sukienkę."
Zdjęła swoją narzutkę i falbaniastą ozdobę szyi, a potem cisnęła mi nimi prosto w twarz.
"Mają być idealnie wyczyszczone!"
Główna służąca odpowiedzialna za kolację, Martha, przybiegła w popłochu, przepraszając wszystkich wokół. Bianca zaledwie przewróciła oczami. Martha skarciła mnie za niezdarność i odesłała z powrotem do kuchni.
Spojrzałam na Miliana z nadzieją, że może dostrzegę, iż dotknął mnie przypadkiem, sięgając po coś. Ale skąd! Zrobił to w pełni świadomie. Uśmiechał się kpiąco pod nosem, ewidentnie delektując się tym widowiskiem.
Takie niby to przypadkowe potrącenia i prowokacje miały miejsce jeszcze dwa razy. Gdy następnego dnia odwalił podobny numer po raz drugi, po prostu bałam się na niego wrzasnąć. Nakazano mi podawać napoje wszystkim wojownikom w trakcie treningu. Wzięłam na tacę dwadzieścia dwa kubki naraz, modląc się, by ich nie upuścić i uniknąć kolejnej kompromitacji.
Kilku żołnierzy niebędących arystokratami zwykło ze mną flirtować, jednak nigdy nie posuwali się dalej. Doskonale zdawali sobie sprawę, że kurtyzany to dla nich zakazany owoc, chyba że rodzina królewska zrobiła wyjątek. Choć byli wysokimi rangą wojownikami, to z urodzenia pozostawali zwykłymi ludźmi jak ja; po prostu doskonale ich wyszkolono. Brak królewskiej krwi pozbawiał ich przywileju zabaw z kurtyzanami.
Milian zaczekał, aż mężczyźni się rozejdą, a potem podszedł prosto do mnie. Jeszcze do zeszłego tygodnia uwielbiałam widok jego gorącego, spoconego po treningu ciała, zbliżającego się, by wziąć ode mnie kubek. Różnica polegała na tym, że wtedy w ogóle na mnie nie patrzył. Teraz cofałam się o krok, gdy szedł w moim kierunku; jego wzrok uporczywie się we mnie wwiercał. Stałam na schodach, o dwa stopnie wyżej. Nadal mnie przewyższał, ale przynajmniej nie czułam się aż tak malutka.
Na tacy zostały już tylko trzy kubki z wodą i szklanka soku, kiedy bezczelnie uszczypnął mnie w skórę tuż obok pępka. Omal nie wypuściłam wszystkiego z rąk. Błyskawicznie złapał za spód tacy, nie odrywając ode mnie tych przenikliwych oczu. Spodziewałam się, że rzuci żartem albo jakoś mnie wyśmieje, ale milczał. Uśmiechnął się tylko złośliwie, wziął napój i odszedł.
Trzeci raz skończył się totalną katastrofą. Do pałacu przybyło grono gości z okazji charytatywnej aukcji dzieł sztuki. Przygotowano wykwintną kolację oraz uroczystości przed głównym posiłkiem. W pobliżu ogrodów zorganizowano występy wokalne i taneczne. Wszyscy zajęli miejsca w rzędach krzeseł i przy okrągłych stołach, podziwiając widowisko i zabawiając się rozmową. Polecono mi rozdawać zgromadzonym drobne upominki – pięknie zapakowane domowe słodycze i inne urocze pamiątki.
Milian siedział w jednym z rzędów, otoczony z obu stron innymi mężczyznami. Przechadzałam się, by wręczać ludziom podarunki. Jego celowo pominęłam; był gospodarzem tej imprezy, więc pamiątki nie potrzebował. Wtedy zatrzymał mnie, podstawiając mi nogę. Zauważyłam to zdecydowanie za późno. Błyskawicznie chwycił mnie wpół, wciągając na swoje kolana, a taca wraz ze wszystkim, co na niej leżało, poszybowała w powietrze.
Nie dość, że narobiłam bałaganu i skompromitowałam gospodarzy, wpadając wprost w jego ramiona, to jeszcze jego matka i ochmistrzyni rezydencji nie zamierzały puścić tego płazem. Usłyszałam stertę okropnych komentarzy o tym, jak to desperacko rzucam się na najbardziej pożądanego kawalera na dworze i Bóg wie co jeszcze.
Nie śmiałam posłać mu choćby jednego oskarżycielskiego spojrzenia, ponieważ większość członków jego rodziny patrzyła prosto na mnie. Uczono mnie od małego, by w podobnych sytuacjach brać całą winę na siebie, nawet jeśli to arystokracja celowo szukała rozrywki. To był elementarz etykiety dla biedoty żyjącej na pałacowych włościach. To publiczne upokorzenie niemal wycisnęło mi z oczu łzy.
Poczekałam do końca przyjęcia, aby skonfrontować się z Milianem i zażądać, żeby przestał, kurwa, rujnować mi życie. Czułam, że to kara za nieposłuszeństwo. W oczach wszystkich stawałam się żałosną, niekompetentną niezdarą, a po dzisiejszym incydencie pewnie i tanią łowczynią posagów.
Zatrzymałam go, gdy zamierzał wejść po schodach na górę.
"Masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, Sero. Myślisz, że ci ludzie w ogóle poświęcają czas, by na ciebie spojrzeć i wyrobić sobie opinię? Nikt nawet nie wie o twoim istnieniu. Jesteś dla nich tylko 'jakąś służącą'. Nie zauważyliby cię, nawet gdybyś sama im wyznała, że to ty codziennie wszystko pieprzyłaś."
Rozwścieczona pchnęłam go w pierś. "Nic nie spieprzyłam! To ty sprawiłeś, że to tak wyglądało!"
"Jesteś niesamowicie urocza, kiedy się złościsz. Ale to wcale nie znaczy, że pozwolę ci odzywać się do mnie tym tonem."
Nagle uniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, by bezceremonialnie zanieść na piętro.
"Postaw mnie! Przepraszam, zapomniałam się!"
"Ostrzegałem cię."
"Przepraszam, błagam. To się więcej nie powtórzy."
"Jasne. Oczywiście, że po tym, jak cię ukarzę, już się to nie powtórzy."
Zaczęłam okładać go pięściami po plecach i tłuc po ramionach, krzycząc, by mnie puścił.
"Jeśli nie przestaniesz, zapłacisz mi za każdy jeden cios" – rzucił chłodnym, ostrzegawczym tonem.
















