Związana z północnym nieznajomym

Związana z północnym nieznajomym

Autor: Ivy Morrin

Rozdział 4: Ruda księżyca
Autor: Ivy Morrin
14 cze 2026
To było dziwne uczucie – kłamać na temat swojej tożsamości i podawać się za kuzyna Elary o imieniu Trey. Nie spodziewał się, że po przyjeździe zastanie w domu syna Alfy Watahy Eterycznego Nieba. Nie spodziewał się też obecności Elary. Liczył na to, że sprawnie załatwi interesy z Silasem i odjedzie. Jednak z powodu nagłego zwrotu wypadków musiał improwizować. Thorne usłyszał rozpaczliwy okrzyk Elary z zewnątrz i bez dłuższego namysłu zadzwonił do drzwi. Teraz znów był w gabinecie Silasa, gdzie w końcu mogli omówić pilną sprawę. Wybrał kontakt ze zdecydowanym i inteligentnym Betą, zamiast z lekkomyślnym Alfą Eterycznego Nieba. Kontakty z Arthurem zawsze pozostawiały Thorne’a z uczuciem niesmaku z powodu jego ograniczenia i brawury. Wiedział, że pewnego dnia Wataha Gwiezdnego Eteru za to zapłaci. Thorne rozsiadł się wygodnie w tym samym pękatym fotelu, w którym siedział wcześniej z Elarą, zanim opuściła pokój. Wypchnął ciekawość na jej temat ze swoich myśli. Mieli ważniejsze sprawy do omówienia. Silas usiadł na krześle po drugiej stronie biurka. Otworzył szufladę, wyciągnął dwie niskie szklanki i butelkę z ciemnym płynem. Nalał po odrobinie bursztynowego trunku do obu szklanek i jedną postawił przed Thorne’em. Ten nie dotknął naczynia, ale docenił gest. Silas wziął mały łyk i zapytał: – Jeszcze raz przepraszam za niedogodności. Co mogę dla pana zrobić, panie Thorne? – Muszę panu coś pokazać – odparł Thorne, sięgając do kieszeni, w której skrywał cenny przedmiot. Odwinął go z cienkiego papieru, odsłaniając mieniącą się srebrzyście rudę. Oczy Silasa rozszerzyły się. Odstawił szklankę i obszedł biurko z lekko uchylonymi ustami. Usiadł w fotelu obok Thorne’a, nie odrywając wzroku od kruszcu. – Ruda księżycowa – szepnął. Podniósł wzrok na Thorne’a, a na jego twarzy wciąż malował się zachwyt. – Myślałem, że te kopalnie już nie istnieją. Jak ją znaleźliście? Thorne skinął głową. Był równie zszokowany, gdy ją odkrył. Kopalnie zostały splądrowane lata temu, rudy księżycowe wyprzedane, co uczyniło watahy mające do nich dostęp najbogatszymi. – Znaleźliśmy to przy wyrzutku kilka dni temu. Wtargnął na nasze terytorium, szybko go unieszkodliwiliśmy, a potem przeszukaliśmy ciało. Miał to przy sobie – uniósł rudę księżycową. – Nie jesteśmy pewni, skąd ją wziął, ale jeśli istnieje szansa, że jakaś kopalnia wciąż działa, że gdzieś tam są jeszcze rudy księżycowe... chcieliśmy omówić z panem, co to może oznaczać. Silas spojrzał z namysłem na kruszec. – Mogę to potrzymać? Thorne podał mu rudę i obserwował, jak Silas ostrożnie obraca ją w dłoniach, badając ją. Zmarszczył brwi i oddał przedmiot Thorne’owi. – Jeśli wieść o tym dotrze do Alf, może to wywołać konflikt między tutejszymi watahami. Każda wataha chce położyć łapę na kopalni – rozważał na głos Silas. Thorne zawinął rudę z powrotem w papier i schował do kieszeni. – Dokładnie. Jak na razie o jej istnieniu wiedzą tylko moi rodzice, mój brat i ja. Pan jest jedyną inną osobą, która o tym wie. – Dlaczego ja? Arthur jest naszym Alfą – zaoponował Silas. Resztki zachwytu nad rudą ustąpiły miejsca dyplomacji. – Moi rodzice nie zapomnieli, że sto lat temu walczył pan u ich boku w wojnie. Uważają pana za sojusznika – wyjaśnił Thorne. – Co do pana Alfy, krążą plotki o jego zaniedbaniach wobec własnej watahy i bezpieczeństwa sąsiednich stad. Wolelibyśmy sprzymierzyć się z kimś, komu ufamy. Silas powoli skinął głową. – Pańscy rodzice to dobrzy ludzie, zaciekle walczyli o bezpieczeństwo naszych watah. Jestem zaszczycony, że uważają mnie za sojusznika. Thorne odnotował, że Silas nie skomentował słów o swoim Alfie – mądre posunięcie. Wyczuł jednak ich frustrację, gdy Silas i Mara wrócili do domu. Najwyraźniej istniał tam konflikt, ale Thorne wiedział, że to nie czas na omawianie tej kwestii. – Chcielibyśmy współpracować z panem przy badaniu rudy i poszukiwaniu kopalni, z której pochodzi – powiedział Thorne. Silas zapytał: – Czy rozpoznaliście tego wyrzutka? Był sam, czy należał do jakiejś bandy? – Ten, którego znaleźliśmy, był sam i go nie rozpoznaliśmy. Nie miał żadnych oznaczeń przynależności do jakiejkolwiek grupy wyrzutków, ale nigdy nie można być zbyt ostrożnym. Jeśli wyrzutki szukają kopalni, może dojść do rzezi. A my nie będziemy w stanie powstrzymać innych watah przed dowiedzeniem się o tym – stwierdził stanowczo Thorne. Wataha Stellaris miała wielu sojuszników. Większość z nich łączyła z nimi tylko wygoda; Thorne nie ufał w pełni żadnemu z nich. Kłócił się z rodzicami o to, by nikomu nie mówić o rudzie. Uważał, że łączenie sił przyniesie tylko tarcia i ryzyko demaskacji. Chciwość wywołana kopalniami rudy księżycowej doprowadziła lata temu do krwawej łaźni i dopiero niedawno napięcia między watahami zelżały. Ryzyko walki z innymi watahami było wystarczająco niebezpieczne, ale z udziałem wyrzutków stałoby się zabójcze. Nie tylko dla mieszkańców wiosek, ale dla całego ich bytu. Spokojny styl życia, o który tak ciężko walczyli jego rodzice, po prostu by wyparował. A gdyby kopalnia wpadła w ręce wyrzutków, ich potęga i wpływy mogłyby przewyższyć te należące do uznanych watah. Mimo argumentów Thorne’a, jego rodzice upierali się, że mogą ufać Silasowi. Że dochowa tajemnicy i będzie cennym wsparciem. Ostatecznie Thorne ustąpił. Nie wiedział o rudach aż tyle; Alfą został zaledwie kilka lat temu. Jego brat, Reeve, współrządził z nim. Obaj prowadzili watahę, ale musieli odnaleźć kopalnię. Silas był na to ich największą szansą. – Naszym priorytetem musi być zachowanie istnienia tej rudy w tajemnicy – powiedział Silas, po czym dodał: – Jednak głupotą byłoby nie spodziewać się, że inne watahy i wyrzutki zwęszą sprawę. Musimy być przygotowani, kiedy to nastąpi. Po drugie, znam lokalizacje starych kopalni. Moglibyśmy tam zacząć, ale większość z nich została zniszczona po wyeksploatowaniu. Intuicja mi mówi, że ta pochodzi z tajnej kopalni, takiej, która pozostała nieodkryta. Aż do teraz. Thorne przytaknął. – Zaczniemy poszukiwania i przygotowania w naszych watahach, ale one nie będą wiedziały, dlaczego to robimy. Wiedza o rudzie pozostanie między nami. Co oznacza, że nie może pan powiedzieć swojemu Alfie. – Spojrzał intensywnie na Silasa, badając jego reakcję. Silas wytrzymał jego spojrzenie i skinął głową. – Myślę, że tak będzie najlepiej. To zostaje między nami. – Silas dopił resztkę bursztynowego płynu i zerknął na zegarek; była już po północy. – Musiał pan przebyć długą drogę. Jeśli pan chce, może pan zostać na noc w naszym pokoju gościnnym. Thorne już miał odmówić, nie lubił się narzucać, ale czuł znużenie wydarzeniami nocy. Zwłaszcza spotkaniem z Elarą i Brockiem; na myśl o tym ostatnim jego żołądek ścisnął się z gniewu. Na myśl o jego zaborczości wobec Elary i o tym, co zamierzał jej zrobić. – Tak, właściwie to byłoby świetnie. Silas uśmiechnął się. – Przyniosę panu jakieś ubrania na zmianę. – Thorne był zaskoczony. Silas był nie tylko wytrawnym strategiem, ale i dobrym człowiekiem. Opuścili gabinet, Silas zaprowadził go do pokoju gościnnego i wskazał łazienkę. – Nasz dom jest pańskim domem, proszę się czuć swobodnie – powiedział Silas, po czym udał się do swojej sypialni. Thorne posłał mu uprzejmy uśmiech i zamknął drzwi do swojego pokoju. Mimo intensywności nocy, zarówno ze względu na rudę, jak i spotkanie z Elarą, czuł się... dobrze. To rzadkie ostatnio uczucie, zwłaszcza z ciężarem odpowiedzialności za watahę na barkach. Czuł, że po raz pierwszy od dawna może swobodnie odetchnąć, choć nie był do końca pewien dlaczego. Nasłuchiwał odgłosów Elary i jej rodziców. Był pewien, że Mara zapyta, dlaczego ich odwiedził i o czym tak długo rozmawiali z Silasem. Przez chwilę martwił się, że ich sojusz będzie krótkotrwały, bo choć Mara nie stanowiła zagrożenia, tajemnicę rudy trudno będzie utrzymać w ryzach. Z ich sypialni dobiegała jednak tylko cisza. Słyszał Elarę w jej pokoju, najprawdopodobniej znów rozmawiała przez telefon. Zacisnął szczękę na myśl, że może rozmawiać z Brockiem. Tym dupkiem. Wyparł tę myśl – to nie była jego sprawa. Prysznic dał mu czas na przemyślenia, pozwolił pozbyć się resztek stresu i oczyścić umysł. Strumień wody płynął swobodnie, a on analizował pierwsze plany odnalezienia kopalni. Tropienie bandy wyrzutka, jeśli do jakiejś należał, by zdobyć więcej informacji. Gdzie znajdowała się kopalnia. Zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, ale był zdeterminowany, by je znaleźć. Gdy wyszedł spod prysznica, przeczesał dłonią mokre włosy. Zawiązał ręcznik wokół bioder. Nawet przy tych wszystkich wyzwaniach, z którymi musiał się zmierzyć, jego myśli wciąż uciekały ku Elarze.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Ruda księżyca – Związana z północnym nieznajomym | Czytaj powieści online na beletrystyka