Związana z północnym nieznajomym

Związana z północnym nieznajomym

Autor: Ivy Morrin

Rozdział 5: Spotkania w pokojach gościnnych
Autor: Ivy Morrin
16 cze 2026
Trey i jej tata poszli do gabinetu, a ona czekała przez chwilę w salonie. Jej mama udała się do sypialni zaraz po nich, dając Elarze szybki całusek na dobranoc w czoło. Przez zamknięte drzwi dobiegały tylko stłumione głosy, a ona wciąż zastanawiała się nad prawdziwą tożsamością Treya. Jaka sprawa mogła być tak pilna, by jej ojciec prosto ze spotkania watahy udawał się na kolejną długą naradę? Nieobecnym wzrokiem skakała po kanałach w telewizji, zwlekając, aż Trey lub jej ojciec wyjdą z pokoju. Miała pytania do obu; ciekawość zżerała ją od środka. Chciała wiedzieć, kim jest Trey, ale dręczył ją też niepokój, który tak wyraźnie odczytała z twarzy ojca. Jeśli działo się coś z ich watahą, chciała o tym wiedzieć. Biła się z myślami, czy zadzwonić do Brocka – nie żeby rozmawiać o tym, co zaszło wcześniej, ale by dowiedzieć się, czy on coś wie. Jej dłoń zawisła nad telefonem, ale wiedziała, że nie może do niego zadzwonić. Wyszedł w takiej wściekłości, a ona nie była gotowa na rozmowę, jeśli on wciąż się na nią gniewał. Gdy tak wpatrywała się w telefon, ten znów zaczął dzwonić. Ponownie na ekranie rozbłysło imię Junie. Elara odebrała i zażartowała: – Daj zgadnę, zapomniałyśmy pogadać o makijażu na moją imprezę? Junie zaśmiała się cicho po drugiej stronie. – Bardzo zabawne, Elaro. Nie, dzwonię... w innej sprawie. Elara usiadła prosto, wyczuwając napięcie w głosie przyjaciółki. – Czy wszystko w porządku? – Tak! Wszystko gra – rzuciła Junie nieco zbyt szybko. – Tylko, no wiesz, idąc z twojego domu do Brocka, nie przechodzi się obok mnie, prawda? Na dźwięk imienia Brocka Elara poczuła skurcz w żołądku. – Tak... – Nie była pewna, do czego Junie zmierza. – No więc, po prostu patrzyłam przez okno, pilnując własnego nosa... – Junie, a kiedy ty niby pilnowałaś własnego nosa? – Mówię poważnie! – wykrzyknęła Junie, a Elara zamilkła, czekając na ciąg dalszy. – Dobra, jak mówiłam, patrzyłam przez okno i zobaczyłam Brocka idącego ulicą. – To bez sensu – odparła Elara, próbując wymyślić powód, dla którego miałby iść tamtędy. – No właśnie! Dlatego dzwonię – powiedziała Junie. – O której go widziałaś? – Jakąś godzinę temu i jeszcze nie widziałam, żeby wracał. Nie siedzieliście dzisiaj razem? Myślałam, że wspominałaś, że do ciebie wpada. Elara policzyła szybko w myślach – to było mniej więcej wtedy, gdy wyszedł z jej domu. Przygryzła wargę. – Tak, był u mnie wieczorem... ale pokłóciliśmy się. Poniekąd. – Nie była gotowa na tę rozmowę z Junie i miała nadzieję, że przyjaciółka nie będzie naciskać. – O nie, myślałam, że między wami jest dobrze. Co się stało? Elara milczała. Próbowała wymyślić jakąś odpowiedź. Nie lubiła kłamać Junie. Zawsze mówiły sobie wszystko. Ale to było... upokarzające. I to nie była rozmowa na telefon. – To drobnostka, ale wiesz, jak on potrafi wybuchać o byle co. Wszystko okej, po prostu potrzebowaliśmy od siebie odpocząć – skłamała gładko. Nie wspomniała też o Treyu, przystojnym nieznajomym, który wciąż był w jej domu. Wiedziała, że Junie zadałaby o niego milion pytań, a Elara nie miała zbyt wielu informacji. Prócz wspomnienia jego oczu i bijącej od niego uprzejmości. Zmusiła myśli do powrotu do rozmowy. – Hm... no, może po prostu poszedł na spacer. Wydało mi się to po prostu dziwne – mruknęła Junie. Elara przyznała jej rację: – To dziwne, ale tak, pewnie po prostu poszedł się przejść. Choć Brock nigdy nie był typem człowieka, który chodziłby na rekreacyjne spacery po okolicy. Jednak huk uderzenia w filar werandy znów odbił się echem w głowie Elary, sprawiając, że przeszedł ją dreszcz. Jeśli był aż tak wściekły, może nie chciał od razu wracać do domu. Jego charakter był kolejnym problemem; czuła, że wiecznie musi tłumaczyć jego zachowanie i brać go w obronę. – A, przy okazji, chyba zostawiłam moją szczęśliwą gumkę do włosów w pokoju gościnnym, jak u ciebie spałam w zeszłym tygodniu. Możesz jej poszukać? – zapytała Junie. – Serio? Gumka do włosów? – No weź, wiesz, ile ta szczęśliwa gumka mi w życiu ułatwiła – odparła obronnym tonem Junie. Elara zaśmiała się z niedorzeczności tej prośby, ale rozumiała ją. Junie zawsze była trochę przesądna w takich sprawach. Wstała z kanapy i poszła do pokoju gościnnego. Przeszukiwała go, wciąż rozmawiając z Junie. – Nigdzie jej nie widzę, gdzie ją ostatnio miałaś? – zapytała Elara, myszkując po pokoju. – Może pod łóżkiem? O... – Głos Junie na chwilę urwał się. Elara przestała szukać i wyprostowała się, czekając, aż przyjaciółka przypomni sobie, gdzie zostawiła zgubę. – ...przepraszam, mama coś ode mnie chce, muszę lecieć! Gumka powinna tam gdzieś być! Połączenie zostało przerwane, a Elara omiotła pokój wzrokiem. Sprawdzała najoczywistsze miejsca. Pokój gościnny był mniej więcej tej samej wielkości co jej, z łóżkiem w rogu i drewnianym stolikiem nocnym obok. Zajrzała pod komodę, pod łóżko, pod szafkę. Gumki ani śladu. Usiadła na łóżku, zastanawiając się, gdzie mogła się schować. Usłyszała, że pod prysznicem leci woda i założyła, że to jej tata zmywa z siebie troski dzisiejszej nocy. Trey musiał już wyjść, a Elara poczuła lekkie ukłucie zawodu. Jej ciekawość na jego temat tylko wzrosła od czasu, gdy widziała go rozmawiającego z ojcem. By uspokoić goniące myśli, znów zaczęła szukać gumki. Była tak skoncentrowana, że prawie nie usłyszała otwieranych drzwi. Prawie. Odwróciła się, spodziewając się mamy lub taty pytających, co tu robi. Jej policzki zapłonęły, gdy zobaczyła Treya stojącego w progu w samych szortach do spania, najwyraźniej pożyczonych od jej taty, opiętych na biodrach. Jego długie, ciemne włosy lśniły od wody – uświadomiła sobie, że to on był pod prysznicem. Wyglądał na równie zaskoczonego jej obecnością w pokoju gościnnym, co bez kontekstu musiało wydać mu się dziwne. Jego umięśniona klatka piersiowa wciąż była wilgotna, a Elara musiała uciec wzrokiem, by się nie gapić. Poczuła dreszcz na myśl o jego sile. O tym, jak bardzo wydał jej się atrakcyjny. – Przepraszam, ja tylko... moja przyjaciółka coś tu zostawiła i szukałam tego, nie wiedziałam, że tu zostajesz – wybełkotała. W tej samej chwili dostrzegła szczęśliwą gumkę Junie wetkniętą między materac a ramę łóżka. Podniosła ją, by udowodnić prawdziwość swoich słów. Jej oczy znów powędrowały ku niemu, po czym znów spróbowała spojrzeć gdzie indziej. Było jej trochę wstyd uczuć, które budziły się w niej za każdym razem, gdy napotykała jego wzrok. Trey stał nieruchomo w drzwiach, nie spuszczając wzroku z Elary. – Nie, w porządku, nic się nie stało – plątał się w słowach. – Po prostu wziąłem prysznic, nie myślałem, że ktoś jeszcze nie śpi. – Przeczesał dłonią włosy z zakłopotanym uśmiechem. Elara wyprostowała się. – Więc zostajesz na noc? – Twój tata zaproponował, wyjeżdżam jutro rano. – Wciąż stał w przejściu, trzymając w rękach swoje ubrania z wcześniejszego wieczoru. Elara nie mogła się powstrzymać: – Wyjeżdżasz dokąd? – Do mojej watahy, nie jest zbyt daleko stąd, ale za dnia podróżuje się łatwiej – odparł Trey. Elara zauważyła, że nie podał nazwy swojej watahy. Skinęła głową. – Cóż, cieszę się, że mogłam cię jeszcze zobaczyć przed wyjazdem. – Natychmiast pożałowała tych słów i zaczęła je tłumaczyć: – Nie w sensie, że *tak* cię widzieć, tylko po prostu jako naszego gościa. Wiesz... gościnność. – Skrzywiła się lekko na te niezdarne słowa, które wylały się z jej ust. Jej serce zabiło jeszcze mocniej, gdy Trey powiedział: – Ja też się cieszę, że mogłem cię zobaczyć. Zaczęła wychodzić z pokoju, po czym zawahała się, zdając sobie sprawę, że musi przejść tuż obok niego. Obok jego półnagiego ciała. Umięśnionego i silnego, a zarazem dającego poczucie spokoju. Myślami wróciła do ich pierwszego uścisku, do poczucia bezpieczeństwa, jakie poczuła w ramionach tego zupełnie obcego człowieka. – Cóż, powinnam już pewnie iść spać. – Czuła żar bijący od własnej twarzy i wiedziała, że jej mocno zaczerwienione policzki są dla niego widoczne. To sprawiło, że spłoniła się jeszcze bardziej. Niezdarnie podeszła do drzwi, a on przesunął się lekko, by zrobić jej przejście. Zatrzymała się przed nim, tuż przed progiem prowadzącym na korytarz. – Dziękuję ci, tak w ogóle. Za to wcześniej i za to, że nic nie powiedziałeś rodzicom. Stalowe oczy Treya złagodniały na te słowa. Uniósł dłoń, jakby chciał musnąć palcami jej policzek, a Elarze zaparło dech. Zdała sobie sprawę, że ich twarze dzielą zaledwie cale, gdy tak oboje trwali w przejściu. Opuścił rękę i uśmiechnął się szczerze. – Nie ma za co. Dobranoc, Elaro. Uśmiechnęła się i wyszła na korytarz. – Dobranoc, Trey.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Spotkania w pokojach gościnnych – Związana z północnym nieznajomym | Czytaj powieści online na beletrystyka