Związana z północnym nieznajomym

Związana z północnym nieznajomym

Autor: Ivy Morrin

Rozdział 6: Pakiet Stellaris
Autor: Ivy Morrin
15 cze 2026
Thorne Vane Thorne wrócił do Watahy Stellaris następnego ranka, gdy słońce ledwie wychylało się zza odległych gór. Wyszedł z domu na tyle wcześnie, by Elara jeszcze spała. Jednak gdy próbował wymknąć się niepostrzeżenie, Silas już na niego czekał w kuchni. Siedział z kubkiem mocnej, parującej kawy, a obok niego leżała nietknięta książka. Widok wydawał się dość niewinny, dopóki Thorne nie zdał sobie sprawy, że Silas ma mu do powiedzenia coś jeszcze. Warunek jego pomocy w poszukiwaniach kopalni rudy księżycowej. Thorne widział, że prośba ta sprawia Silasowi dyskomfort. Wiedział też, że nawet gdyby odmówił, Silas najprawdopodobniej dotrzymałby pierwotnej umowy. Rozumiał jednak aż nazbyt dobrze, że dobro watahy zawsze stoi na pierwszym miejscu. Mimo tej prośby poczuł do Silasa nowy rodzaj szacunku. W duchu podziękował rodzicom za to, że namówili go na sojusz z nim. Zaraz po powrocie jego brat, Reeve, zwołał spotkanie watahy. Nie po to, by rozmawiać o rudzie księżycowej, lecz by poprowadzić dyskusję na temat budowy nowego centrum wydarzeń w sercu miasteczka. Miejsca, które miało stać się centrum ich społeczności. Miejsca spotkań i przyszłych uroczystości. W ostatnich miesiącach ich wataha skupiała się na jednoczeniu i wzmacnianiu więzi między wszystkimi członkami. Ponadto centrum wydarzeń miało pełnić rolę nowego ośrodka szkoleniowego. Był to celowy, dyskretny sposób na zachęcenie wszystkich do treningów – nieświadome przygotowanie do walki na wypadek, gdyby poszukiwania kopalni nie poszły zgodnie z planem. Przez całe spotkanie budowa centrum znajdowała się nisko na liście priorytetów Thorne’a. Znał jego wagę, wiedział o konieczności szkolenia watahy, ale jego myśli wciąż uciekały ku rozmowom z Silasem. Ku kopalni i jej poszukiwaniom. Ich Beta, Erik, jedyna inna osoba na spotkaniu, nie wiedział nic o rudzie księżycowej. Thorne chciał tylko przekazać nowe informacje Reeve’owi, by wspólnie opracować plan współpracy z Watahą Eterycznego Nieba. – ...plany są gotowe, teraz potrzebujemy tylko ochotników do rozpoczęcia budowy. Eriku, zostawiam to tobie – powiedział Reeve. Thorne musiał przyznać, że jak na nowicjusza, Reeve świetnie radził sobie z delegowaniem zadań. Wyglądało to tak, jakby robił to – jakby dowodził – od bardzo dawna. Erik przytaknął i zadał kolejne pytania dotyczące budowy, ale Thorne wyłączył się z rozmowy. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo stres odmalowuje się na jego twarzy, dopóki Reeve nie rzucił: – Eriku, wrócimy do tego później. Wygląda na to, że mój brat woli rozmyślać, zamiast pomagać w organizacji. Erik stłumił śmiech, widząc mordercze spojrzenie, jakie Thorne posłał Reeve’owi, i szybko wyszedł. Reeve odwrócił się leniwie do brata. – No dobra, uszy opadły, możemy gadać. O co się tak martwisz? Znowu jakaś dziewczyna cię spławiła? Thorne posłał mu niecierpliwe spojrzenie. Nie miał dziś rano nastroju na żarty. – Spotkałem się wczoraj z Silasem. Był równie zaskoczony rudą co my, a może nawet bardziej. Reeve skinął głową. – Czyli to znaczy, że Eteryczne Niebo nie wie o kopalni, a to dobra wiadomość. – Dobra, ale to też cofa nas do punktu wyjścia. Silas nie jest pewien, gdzie mogłaby być kopalnia; powiedział, że te pozostałe zostały zniszczone – odparł Thorne. – Zgodził się nam pomóc i zachować to w tajemnicy przed swoją watahą. – Nawet przed Alfą? – zapytał Reeve z uniesionymi brwiami. – Tak, wygląda na to, że on też nie przepada za Arthurem Vance’em. – Mądry człowiek – mruknął Reeve. – Więc co teraz? – Na tamtym wyrzutku nie było żadnych znaków, więc myślę, że można bezpiecznie założyć, że działał sam. Prawdopodobnie natknął się na kopalnię albo komuś ją ukradł. Thorne potarł kark. – Pytał o wyrzutka, którego znaleźliśmy. Powiedziałem mu wszystko, co wiedzieliśmy. Martwię się jednak, że ten wyrzutek mógł należeć do watahy, o której nic nie wiemy. Ale tym będziemy się martwić, kiedy przyjdzie na to czas. – Na tamtym wyrzutku nie było żadnych znaków, więc myślę, że można bezpiecznie założyć, że działał sam. Prawdopodobnie natknął się albo na kopalnię, albo ukradł to innej watasze – zasugerował Reeve. – Racja, i dlatego powiedziałem mu, że musi przygotować swoich ludzi. Muszą zacząć trenować na wypadek, gdyby wyrzutki lub rywalizujące watahy dowiedziały się o rudzie, albo już o niej wiedziały – Thorne przerwał na chwilę. – Jest jeden haczyk. Zanim wyszedłem, poprosił mnie o przysługę. A raczej postawił warunek pomocy. Reeve wyglądał na zaskoczonego i już otwierał usta, ale Thorne kontynuował, zanim brat zdążył wejść mu w słowo: – Najwyraźniej Eteryczne Niebo ma potworne długi. Głównie przez rozrzutność ich Alfy. Silas powiedział, że jeśli pożyczymy im pieniądze, by spłacić dług, on pomoże nam szukać rudy. Reeve wybuchnął śmiechem. – To mnie nie dziwi. Ich Alfa naprawdę ich urządził, co? Thorne przytaknął. – Obiecał, że nas spłacą, ale powiedziałem mu, że pomoc w poszukiwaniach kopalni jest wystarczającą zapłatą. Poza tym, z kopalnią nie musielibyśmy się martwić o pieniądze, tylko o... – Chciwe wyrzutki i rywalizujące watahy – dokończył za niego Reeve, unosząc brwi. Thorne skrzyżował ramiona, a między jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka. – Dokładnie. Plan na teraz jest taki: działamy wewnątrz Eterycznego Nieba. Oni mają prawie wszystkie ocalałe teksty o historii kopalni. Łatwiej też będzie mieć na wszystko oko, jeśli będziemy pracować w obu watahach. Będziemy wiedzieć, jeśli jacyś wyrzutki wejdą na któreś z terytoriów albo zaczną kręcić się przy pobliskich wioskach. – I będziemy mogli pograć na nosie temu ich Alfie – Reeve wyszczerzył zęby na tę myśl. – Nie po to to robimy – przypomniał mu Thorne. Reeve zawsze lubił walkę i udowadnianie swojej siły. Ale to nie był ani czas, ani miejsce. – Jesteśmy teraz z nimi w sojuszu, nawet jeśli tylko z ich Betą. Wykonamy zadanie, znajdziemy kopalnię i tyle. – Wiesz, mógłbyś sobie czasem pozwolić na odrobinę zabawy – zakpił Reeve. Myśli Thorne’a na chwilę wróciły do Elary. Część jego samego czuła się winna, że nie pożegnał się z nią rano, choć powtarzał sobie, że nie było ku temu powodu. Nie był jej nic winien, a ona jemu. Mimo to przez całą drogę do domu jej jasne, szmaragdowe oczy nie opuszczały jego umysłu, tak jak jej uśmiech. I to niezręczne spotkanie w pokoju gościnnym. To nie był czas na myślenie o tym. – Czy możesz choć raz w życiu zachować się dojrzale? – zapytał Thorne. – Wracamy tam w sobotę. Musimy się wtopić w tłum, być uprzejmi. Nawet wobec Arthura. – Położył nacisk na ostatnie słowo, wiedząc, że mimo umiejętności przywódczych Reeve’a, uprzejmość była jego słabą stroną. Reeve zmrużył oczy w odpowiedzi. – Wobec Silasa? Tak. Wobec niewinnych ludzi w watasze? Jak najbardziej. Ale Arthur... – Odwrócił wzrok, a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech. Thorne uderzył go lekko w ramię, a w jego oczach pojawiła się powaga. – Mówię serio. Arthur, ze wszystkich ludzi, musi o niczym nie wiedzieć. Mógłby to wszystko zepsuć. Jeśli nie będziemy ostrożni, to na nas spadnie wina. Mama i tata byliby wściekli. Na wzmiankę o rodzicach diaboliczna postawa Reeve’a nieco zelżała. To był jego słaby punkt, o czym Thorne doskonale wiedział. – Dobra, dobra – Reeve uniósł ręce w obronnym geście i przybrał udawanie niewinny uśmiech. – Będę grzeczny. – Uwierzę, jak zobaczę – odparł Thorne. Reeve przewrócił oczami. – Trochę wiary w brata, w swojego Alfę. – Też jestem Alfą, mógłbym powiedzieć ci to samo – odgryzł się Thorne. – Chyba tak – mruknął Reeve, po czym wyprostował się i spojrzał na brata. – Jak planujemy przeniknąć do Eterycznego Nieba, żeby nie wzbudzić podejrzeń? Co jest w tę sobotę? Thorne wysunął z kieszeni zaproszenie, które zwędził z kuchni Elary. Zaproszenie na jej dwudzieste pierwsze urodziny. Reeve uniósł brew, pod wrażeniem. Wyrwał zaproszenie z rąk Thorne’a i zaczął czytać na głos z teatralną przesadą: – „Zostajesz oficjalnie zaproszony na 21. urodziny Elary Thorne”. Reeve spojrzał na Thorne’a z chytrym uśmiechem. – Elara Thorne? Ładna chociaż? Thorne odebrał mu zaproszenie. – To córka Silasa. A jej chłopak to syn Alfy. – No, bracie, muszę przyznać. Jestem pod wrażeniem – na twarzy Reeve’a pojawił się kpiący wyraz dumy. – Popatrz na siebie, psujesz imprezę młodej dziewczynie dla własnych korzyści. Thorne skrzywił się na te słowa. Twarz Elary pojawiła się w jego myślach. Nie mógł zaprzeczyć, że była piękna. I miła. A jej chłopak traktował ją fatalnie, przynajmniej z tego, co widział. Nie zasługiwała na to, by jej przyjęcie ani żadna część jej życia zostały zrujnowane przez sprawy watahy. – To nie tak i dobrze o tym wiesz – powiedział Thorne, przewracając oczami na widok wyszczerzonego brata. – To okazja, by zebrać informacje. By porozmawiać na osobności z Silasem, nie wzbudzając dalszych podejrzeń. A jeśli ich wataha jest w tak wielkich długach, jak twierdzi Silas, dowiemy się, co dokładnie ich Alfa robi źle. – Rozbijanie ich od środka – Reeve uśmiechnął się z aprobatą. – Podoba mi się twój styl, bracie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6: Pakiet Stellaris – Związana z północnym nieznajomym | Czytaj powieści online na beletrystyka