Kiedy zobaczyłem Elowen opuszczającą rezydencję, ciekawość wzięła górę i postanowiłem pójść za nią. Po tym, co miała na sobie, było oczywiste, że nie wybiera się w żadne wyszukane miejsce. Ruszyłem za nią tuż po tym, jak wsiadła do białej corolli, która prawdopodobnie była Uberem.
Wylądowała w sklepie spożywczym. Nie wiedziałem, dokąd spodziewałem się, że pójdzie, ale po prostu nie myślałem trzeźwo. Chciałem po prostu poznać dziewczynę, którą wkrótce miałem nazywać żoną. Chciałem dowiedzieć się czegoś o tej złośliwej osobie, z którą miałem spędzić najbliższe dwa lata.
Nie byłem zbyt dyskretny, bo odwróciła się więcej niż raz, próbując sprawdzić, czy ktoś jej nie śledzi. Powinienem był odejść, gdy już wiedziałem, gdzie jest, ale coś sprawiło, że chciałem iść za nią dalej. Czułem pewnego rodzaju winę za to, że wpędziłem ją w taką paranoję.
Najwyraźniej ta decyzja nie była najlepsza, ponieważ nagle zatrzymał mnie pracownik ochrony. Ktoś zauważył, jak idę za Elowen i ostatecznie mnie zgłosił.
„Znam ją! Nie stalkuję jej!” – wykrzyknąłem, próbując się bronić.
„Nie śledziłby pan tak kobiety, gdyby ją pan znał!” – odparł ochroniarz.
Spojrzałem na Elowen i zobaczyłem, że przygląda mi się z całkowitym zaskoczeniem. Jej usta wykrzywiły się w półuśmiechu i miałem przeczucie, że wyprze się znajomości ze mną. Rodzice by mnie zabili, gdybym został aresztowany. Przełknąłem ślinę, widząc, jak podchodzi w naszą stronę.
„Proszę pani, ten człowiek panią śledził. Czy pani go zna?” – zapytał ją ochroniarz.
„On szedł za panią przez tak długi czas. Wszystko w porządku?” – zapytała około dwudziestoletnia dziewczyna, podchodząc do Elowen. To pewnie ona mnie zgłosiła.
„Bardzo dziękuję. Nic mi nie jest” – powiedziała Elowen do dziewczyny z uśmiechem na ustach. „Niestety, znam go jednak”. Byłem zaskoczony, gdy to powiedziała; niemniej jednak poczułem ogromną ulgę.
„Zna go pani?” – dopytał ochroniarz, na co skinęła głową. Dopiero wtedy puścił moje ramię.
„Mój narzeczony to idiota. Uwielbia robić mi kawały, chodząc za mną krok w krok. Mówiłam mu nieraz, że w końcu wpadnie przez to w kłopoty, ale nigdy mi nie wierzył. Może uwierzy teraz”. Byłem pod wrażeniem historii, którą udało jej się sfabrykować w ciągu kilku minut. Byłem jej jednak wdzięczny, bo ratowała mi skórę. Choć cieszyłem się, że nie będę miał kłopotów, nie podobała mi się myśl, że będę dłużny jej przysługę.
„Och, myślałam, że grozi pani niebezpieczeństwo. Wie pani, na świecie jest teraz pełno dziwaków” – powiedziała dziewczyna. „Przepraszam”. Posłała mi przepraszający uśmiech.
„W porządku. To ja powinienem podziękować za opiekę nad moją dziewczyną”. Następnie odwróciłem się do ochroniarza: „Mogę już iść, prawda?”
„Tak, przepraszam za nieporozumienie”.
Ostatecznie szedłem w milczeniu obok Elowen. Byłem zażenowany i nie wiedziałem, jak mam jej się wytłumaczyć. Szczerze mówiąc, nie było czego wyjaśniać. Stalkowałem ją.
„Założę się, że uznałeś moje plany za całkiem nudne, co?” – uśmiechnęła się drwiąco, patrząc na mnie. Triumfowała. Milczałem, nie wiedząc, co jej powiedzieć. „Powiedz mi, Julian. Dokąd spodziewałeś się, że pójdę? Jakie dziwne miejsce wyobraził sobie twój umysł? To znaczy, wiem, że nie jesteś moim największym fanem, więc chciałabym wiedzieć, gdzie według ciebie bywa ktoś tak okropny jak ja”.
„Słuchaj, przepraszam. Nie myślałem” – poddałem się.
„Ewidentnie”. Wzruszyła ramionami, pchając wózek. „Przy okazji, możesz już iść. Wiesz już, gdzie jestem, nieprawdaż?”
„Mogę cię podwieźć do domu. Nie mam nic innego do roboty” – zaproponowałem.
„Nie planuję żadnych tajnych spotkań, jeśli o to się martwisz” – powiedziała, a ja odchyliłem głowę do tyłu, lekko jęcząc.
„Co mogę zrobić, żebyś zapomniała o dzisiejszym wieczorze?”
„Właściwie nic”. Wzruszyła ramionami, kierując się do kasy.
„Czy mogę przynajmniej zapłacić w ramach przeprosin?” – zapytałem.
„Tak właśnie przepraszasz? Pieniędzmi?” – uniosła brwi, patrząc na mnie.
„Nie wiem, co innego zrobić!” – rozłożyłem ręce.
„Odejdź! Właśnie to chciałabym, żebyś zrobił!” – syknęła.
„Muszę cię odwieźć do domu” – nalegałem.
„A to niby dlaczego?”
„Żeby mieć pewność, że będziesz bezpieczna”. To sprawiło, że prychnęła.
„Julian, nie udawajmy, że nam na sobie zależy. Prawdopodobnie wyprawiłbyś imprezę, gdyby mnie zabili” – powiedziała cichym głosem, kładąc zakupy na taśmie przy kasie.
„Niekoniecznie wyprawiłbym imprezę” – wymruczałem, wkładając ręce do kieszeni.
„Jasne”. Wybuchnęła sarkastycznym śmiechem.
Wyjąłem portfel z kieszeni i już miałem zapłacić, ale spojrzała na mnie groźnie i powiedziała: „Zapłać za mnie, a przysięgam, że powiem twoim rodzicom, że przyłapałam cię na śledzeniu mnie”. To wystarczyło, bym schował portfel z powrotem. Chryste, była przerażająca, kiedy się złościła.
„Przynajmniej pozwól mi zabrać cię do domu” – powiedziałem. „Nie ma sensu wracać osobno”.
Przez chwilę milczała, po czym skinęła głową.
Chciałem dostrzec w Elowen dziewczynę, którą opisała Bianca. Tę apodyktyczną i rozpieszczoną, która zachowuje się jak dywa, gdy tylko czegoś chce. Jak na razie nigdzie jej nie widziałem, ale może to wszystko była gra. Nie mogłem uzyskać jej pełnego obrazu po zaledwie jednym dniu. Moi rodzice nie mogli mieć co do niej racji. Z pewnością była dobrą aktorką.
„Dlaczego nie pozwoliłaś ochroniarzowi wezwać policji?” – nie mogłem powstrzymać się od pytania, gdy wracaliśmy do domu. Miała okazję podaną na srebrnej tacy, by postawić mnie w trudnej sytuacji, a jednak tego nie zrobiła.
„Mam dwa powody. Po pierwsze, twoi rodzice byli dla mnie tacy mili, więc nie wydaje mi się właściwe robić coś takiego ich synowi. Po drugie, zdarza mi się często używać rozumu. Co bym z tego miała, Julian? Zaszkodzenie twojemu wizerunkowi zaszkodziłoby mojemu, a to ostatnia rzecz, której oboje teraz potrzebujemy. Jestem praktyczną osobą”. Miała rację. Nie była mściwa i to mi się spodobało.
Kiedy prowadziłem, zadzwonił jej telefon. „Hej Mila… Wiem, wiem, że zniknęłam, ale obiecuję, że mam ku temu dobry powód. Nie mogę ci teraz powiedzieć, ale zadzwonię jutro… Obiecuję, że zadzwonię”.
„Muszę porozmawiać z Rosą, jak tylko wrócimy. Chcę wiedzieć, co powinnam powiedzieć mojej najlepszej przyjaciółce o tej sytuacji” – powiedziała Elowen po odłożeniu słuchawki.
„Mila to twoja najlepsza przyjaciółka?” – zapytałem, a ona skinęła głową.
„Myślę, że lepiej będzie powiedzieć jej to samo, co powiemy mediom” – zasugerowałem. „Chyba że planujesz wyznać jej prawdę”.
„Prawda jest właściwie bardziej zagmatwana niż kłamstwo, które powiemy mediom, ponieważ żadne z nas nie wie, co się stało” – zauważyła.
Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy o niczym innym, aż dotarliśmy do domu. Gdy tylko zaparkowałem samochód, wysiadła i zaczęła zbierać swoje zakupy.
„Pozwól, że ci pomogę” – powiedziałem, sięgając po kilka toreb.
„Dziękuję. Poradzę sobie. Dzięki za podwózkę, tak przy okazji”. Nie pozwoliła mi wziąć żadnej z toreb, a ja patrzyłem, jak idzie w stronę domku dla gości.
Coś w niej wydawało się interesujące, ale wiedziałem, że muszę być ostrożny. Nie chciałem nabrać się na żadne z jej zagrywek. Pod żadnym pozorem nie mogłem stać się ofiarą Elowen Vance.
















