„Wysłałem pielęgniarkę na dół po świeże ubrania dla ciebie, ale powiedziała, że niczego nie znalazła" – pauzuje, przyglądając mi się uważnie.
Ponownie spuszczam wzrok na moje nerwowe dłonie. Codziennie noszę te same ubrania. Jeśli znajdę w śmieciach kostkę starego mydła, piorę swoje rzeczy i myję się w małym zlewie na tyłach lochu. Płynie tam tylko zimna woda, ale to lepsze niż nic. Przynajmniej nie jestem wyrzutkiem. Mój ojciec nim był i proszę, jak skończył.
Pielęgniarka wchodzi z torbą sportową i kładzie ją na skraju łóżka. „Przynieśliśmy ci kilka rzeczy do ubrania. Nic wielkiego, ale są czyste i powinny pasować.”
„Dziękuję" – odpowiadam z uśmiechem.
„Zostaniesz tutaj jeszcze przez dwa dni. Nie ruszaj się z tego pokoju. Żadnych odwiedzin, dopóki nie dowiemy się, kto ci to zrobił, albo dopóki całkowicie nie wyzdrowiejesz – zależnie od tego, co nastąpi szybciej. Diane da ci znać, kiedy będziesz mogła wyjść." – Lekarz wydaje polecenie i wychodzi.
Zerkam na pielęgniarkę, która bezczelnie mi się przypatruje. Gdy tylko orientuje się, że ją na tym przyłapałam, natychmiast odwraca wzrok. O co jej chodzi?
Dobra, babko. Bardzo miło.
„Zostawię cię samą" – mówi. „Możesz pójść do łazienki się umyć. Tylko zabierz ze sobą ten stojak z kroplówką. W torbie są spodenki i czysta bielizna. Koszulę szpitalną musisz zostawić na sobie, dopóki twoje plecy się nie zagoją. W porządku?”
„Tak, proszę pani. Dziękuję, Diane.”
Kobieta kiwa głową i wychodzi z sali.
To pierwszy raz w moim życiu, kiedy ludzie okazali mi życzliwość. Wiem, że to prawdopodobnie część ich pracy, ale mimo wszystko. Jak dotąd jedyne, czego zaznałam, to obelgi, fizyczne katusze i ciężka praca. Żadnej życzliwości, żadnej miłości. Myślę, że lekarzowi mogę zaufać, ale w stosunku do pielęgniarki Diane pozostaję ostrożna. Sposób, w jaki przed chwilą na mnie patrzyła, wprawia mnie w zakłopotanie.
Biorę torbę i idę do łazienki. Celowo unikam spojrzenia w lustro. Nie jestem pewna, czy jestem gotowa, by zobaczyć, jak zmasakrowana jest moja twarz. Wszystko w łazience lśni świeżością i bielą. Jest tu prysznic, ale obawiam się, że ciśnienie wody sprawi ból moim plecom. Postanawiam napełnić wannę do połowy i do niej wejść. Woda jest ciepła i kojąca. Leży tu też świeża myjka i nowa kostka mydła. Myję się, dopóki woda nie staje się mętna i obrzydliwa. Cała zaschnięta krew zabarwia ją na różowo. Wypuszczam wodę, ścieram brudny osad ze ścianek i napełniam wannę ponownie. Kiedy kończę się myć, woda jest już znacznie czystsza. Podnoszenie rąk sprawia mi ból, ale nie chcę wzywać pielęgniarki do pomocy. Delikatnie myję włosy i używam kubka, aby je spłukać. Wykręcam je i owijam w miękki ręcznik.
Na półce przy umywalce leży szczoteczka do zębów i mała tubka pasty. Opływam tu w luksusy w tym szpitalu stada! Biorę je i zaczynam szczotkować zęby. Nie mogę już dłużej tego unikać – muszę spojrzeć w lustro. Zbieram się na odwagę i zerkam. To, co widzę, sprawia, że szczoteczka wypada mi z rąk.
Moja twarz nadal pokryta jest siniakami, ale to nie one były powodem upuszczenia szczoteczki. Tęczówka mojego lewego oka jest szmaragdowa. I nie chodzi o jakiś tam odcień niebieskiego, który w odpowiednim świetle mógłby uchodzić za zieleń. O nie, nie. Moja prawa tęczówka wciąż ma ten wyblakły, bury kolor, do którego zdążyłam się przyzwyczaić, ale lewa wygląda zupełnie irracjonalnie. Kilkukrotnie zamykam i otwieram mocno oczy. Żadnej zmiany. Próbuję przetrzeć oko, ale to też nic nie daje. Nie ma wątpliwości – moje oko jest jasne, wręcz jarzące się... szmaragdowe.
Dwa dni zdają się ciągnąć w nieskończoność. Nie żebym narzekała. Nigdy w życiu nie spałam tak długo, a w dodatku dostaję trzy posiłki dziennie. Trzy! Ciągle spoglądam w lustro. Nie mogę przestać się dziwić, jak dziwnie wygląda moje zielone oko.
Drugiego dnia wpatruję się w siebie w lustrze po raz milionowy. Moje lewe oko wciąż pozostaje szmaragdowe. Ale teraz wydaje się, że prawe również zaczyna nabierać szmaragdowego odcienia. Nic nie mogę na to poradzić, więc postanawiam się tym nie przejmować. Jako że Silvercrest to całkiem spore stado, na jego terytorium znajduje się liceum. Biblioteka ma potężny dział poświęcony wiedzy o wilkołakach. W czasie przerwy obiadowej zrobię rozeznanie w temacie.
Kiedy przechylam głowę na bok, by rozczesać włosy, zauważam, że jedno pasmo zmieniło kolor. Zamiast mojego naturalnego, mysiego brązu, ma odcień srebrzystej szarości.
Dobra, mówmy poważnie. O co tu chodzi? Co się ze mną dzieje? Czy to jakiś żart? Czy do szamponu dodano wybielacz? Jeśli to żart, to wcale nie jest zabawny. Biorę butelkę i ją wącham. Pachnie truskawkami, nie wybielaczem. Dziwne. Nigdy nie słyszałam, by kolor oczu albo włosów wilka ulegał zmianie podczas dorastania, ale chyba o to właśnie chodziło lekarzowi.
Po obiedzie przychodzi Diane z jakimiś papierami i ulotkami. Wręcza mi kolejną niewielką torbę. „Mały drobiazg, który pomoże ci pozostać incognito, dopóki w pełni nie wyzdrowiejesz.”
„Dziękuję za wszystko" – mówię, otwierając torbę. W środku znajduję czapkę z daszkiem i parę ciemnych okularów.
„Jak wyglądam?" – pytam, przymierzając je niczym modelka.
Chichocze na widok moich póz. „Jesteś gwiazdą, kochana.”
Może wcale nie jest taka zła.
Przed moim wyjściem przytula mnie delikatnie. Mam jeszcze dwie godziny, nim będę musiała zacząć przygotowywać kolację. Postanawiam odnieść nowe ubrania do pokoju i posprzątać w nim bałagan, bym mogła dziś w nocy spokojnie zasnąć.
Idąc korytarzem lochów czuję, że zapach się zmienił... Pachnie środkami czystości. Włączam lampkę i odkrywam, że mój pokój przeszedł metamorfozę. Lampka już nie stoi na stercie skrzynek po mleku. Stoi na szafce nocnej. Jest też nowe łóżko. Moja stara prycza zniknęła. Mam prawdziwe łóżko. Kompletne, ze świeżą pościelą i kocami. Obok stoi niewielkie biurko i krzesło, a wszystkie moje szkolne książki ułożono starannie w stojącym obok koszyku. Chyba śnię. Albo przez pomyłkę weszłam do cudzego pokoju, tylko że nikt inny tutaj nie mieszka. Ledwo można poznać, że to była stara cela izolatki. Wygląda jak to, co wyobrażam sobie jako pokój w akademiku.
Wychylam głowę zza drzwi, by upewnić się, że to właściwe miejsce. Na to wygląda. O co tu chodzi? Podchodzę do łóżka i siadam ostrożnie, zupełnie jakby miało zniknąć, jeśli ruszę się zbyt gwałtownie. Jest miękkie jak chmurka. Szaro-turkusowa pościel jest świeża i nowa. Są tu nawet dwie poduszki. Nigdy w życiu nie miałam normalnej poduszki, a co dopiero dwóch.
Z tego, co mi wiadomo, Diane to jedyna osoba, która schodziła tu na dół, gdy leżałam w szpitalu. Czy to ona mogła to wszystko zorganizować? Z pewnością wpakuje się w kłopoty, kiedy Alfa Alistair się dowie. Potem przypominam sobie, że ona nie wie, jak bardzo Alfa mnie nienawidzi. Nie mam pojęcia, jak mu to wyjaśnię, kiedy to odkryje, ale na pewno nie doniosę na nikogo za próbę okazywania mi wsparcia.
Chowam nowe ubrania do szuflad szafki nocnej. Sportową torbę upycham pod materacem. Gdy skończę siedemnaście lat, znajdę sposób, by się stąd wydostać. Znajdę nowe stado, które przyjmie słabą, szmaragdowooką wilczycę.
Siadam przy biurku i piszę list z podziękowaniami do lekarza i pielęgniarki Diane. Obracam się na krześle, przyglądając się odnowionemu pokojowi. Musiałam zamknąć się w swoich myślach, bo nie słyszę otwierających się drzwi na szczycie schodów, ale za to wychwytuję odgłos dwóch par kroków schodzących korytarzem. Zamarzam w bezruchu. Czuję zapach zbliżającego się Alfy Alistaira. Nie wiem, do kogo należy ten drugi zapach.
Instynktownie zrywam się z miejsca i staję na środku pokoju dokładnie w chwili, gdy obaj zjawiają się w progu. Alfa opiera się o framugę i krzyżuje ręce na piersi. Całe moje ciało drży, gdy mi się przygląda. Wzrok mam wbity w podłogę. Z całą pewnością nie chcę, by dostrzegł mój nowy, lśniący kolor oczu.
„C-czy w czymś p-pomóc, Alfo Alistairze?”
„Ten twój mały wybryk kosztował mnie mnóstwo pieniędzy" – mówi spokojnym, chrapliwym głosem. „A kiedy narażasz na koszty mnie, narażasz całą moją rodzinę.”
„Przepraszam, panie Alfo” – kajam się. Nie mam pojęcia, o jakim wybryku mówi. Zerkam w górę tylko na tyle, by dostrzec w progu Juliana, syna Alfy.
Julian robi krok w moją stronę; czuję, jak łzy zaczynają piec mnie w kącikach oczu, a ręce trzęsą mi się w niekontrolowany sposób. Jak ja spojrzę mu w twarz w szkole? Z tego co wiem, nie miał pojęcia, że mieszkam tu na dole. Na bank opowie o tym wszystkim.
„Operacje i pobyty w szpitalu nie są tanie, Esme" – Alfa Alistair uśmiecha się drwiąco stojąc w drzwiach – „i czy ty w ogóle masz pojęcie, jak obrzydliwe było jedzenie przez ostatnie dwa i pół dnia?”
Tylko kiwam głową, wciąż patrząc w podłogę. Nie zamierzam kłócić się z szaleńcem. To nie moja wina, że musiałam przejść operację. Sam rozbił butelkę i pchnął mnie na roztrzaskane szkło! Gdyby tego nie zrobił, nic by mi nie było. Następnego dnia dałabym radę wstać i zrobić śniadanie, tak jak powinnam, nawet gdybym była trochę obita.
Następuje chwila ciszy, po czym ostatecznie warczy: „Skąd wzięły się tu te meble? Ukradłaś je?”
„N-nie, panie Alfo. J-ja... one tu b-były, gdy wróciłam ze szpitala. Nie wiem, k-kto je przyniósł.”
„Wisisz mi, Esme Laurent. Ty i ktokolwiek inny zmienił twój pokój w Ritz-Carlton. Będziesz pracować w siedzibie stada, aż spłacisz każdego centa. Przez resztę życia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Koniec ze szkołą. Edukacja nie jest ci potrzebna do gotowania i sprzątania.”
Używa swojego głosu Alfy. Nie mogę okazać mu nieposłuszeństwa. Wraz z tymi słowami gaśnie we mnie ten maleńki promyk nadziei, który zaczął kiełkować w moim sercu. Nie dostaję żadnego wynagrodzenia, więc nie mam pojęcia, jak mogłabym kiedykolwiek spłacić ten dług. Lata temu Luna Genevieve powiedziała mi, że pokój w lochach jest wystarczającą zapłatą za moje usługi. Jestem teraz kimś gorszym niż omega. Jestem niewolnicą.
„Julian, daj jej nauczkę za marnowanie naszych pieniędzy.”
„Tak, Alfo.”
Łzy spływają mi po twarzy, gdy brutalnie dociera do mnie rzeczywistość mojego losu. Alfa Alistair przekazuje swoje okrucieństwo własnemu synowi. Ale ja wiem swoje. Nigdy nie przestanie mnie ranić.
Julian sięga w moją stronę i łapie mnie mocno za kark. Siłą zmusza mnie do ukłonu i warczy nisko: „Powinnaś być wdzięczna, że ojciec cię stąd nie wygnał. Gdybyś była wyrzutkiem, upewniłbym się, że nigdy nie dotrzesz do granic terytorium.”
Z mojego gardła wyrywa się cichy pisk. Jestem tak przerażona, że zaraz chyba zemdleję. Czuję, jak krawędzie mojego pola widzenia zalewa czerń, a serce bije jak oszalałe.
Julian zwraca się do ojca. „Nie martw się, Alfo. Ja się tym zajmę.”
















