Pierwszy Rozdział
Bella zbliżyła się do swojego samochodu, podchodząc do niego, gotowa by wsiąść. Właśnie gdy go odblokowała, ktoś poruszył się błyskawicznie, wpychając ją do środka.
— Hej, co ty robisz? — Bella odwróciła się, piorunując wzrokiem mężczyznę o uderzająco niebieskich oczach, który wpatrywał się w nią ostro.
— Wsiadaj!
Bella stawiała opór, ale mężczyzna popchnął ją z siłą, sprawiając, że wpadła do samochodu. Próbowała go wypchnąć, ale była zbyt wolna. Mężczyzna zdążył już wślizgnąć się na siedzenie kierowcy i szybko uruchomił silnik.
— Wysiadaj z mojego samochodu! — krzyknęła Bella, próbując go odepchnąć.
— Aaaaa! — wrzasnęła, gdy zauważyła, że jej dłoń jest cała we krwi po dotknięciu rannego ramienia mężczyzny.
— Cholera, wysiadaj! — Bella próbowała powstrzymać mężczyznę przed prowadzeniem jej auta. Mężczyzna, Dominic Thorne, spojrzał na nią z frustracją i odepchnął ją na bok.
— Nie mam czasu! — warknął, w chwili gdy za samochodem rozległy się strzały.
Bang! Bang! Bang!
Trach!
Bella zakryła uszy, patrząc, jak lusterko wsteczne rozpryskuje się w drobny mak. Spojrzała na Dominica Thorne'a z furią.
— Ty pieprzony maniaku, zniszczyłeś mi samochód! — wrzasnęła wściekle.
— Dziewczyno, nie mam czasu na tę kłótnię! — Dominic Thorne wcisnął pedał gazu, pędząc przez miasto. Nagły ruch sprawił, że Bella poleciała do przodu.
— Ałć! — pisnęła, chwytając się za głowę, po tym jak uderzyła w deskę rozdzielczą. Zanim zdążyła złapać tchu, brutalna jazda Dominica Thorne'a znów rzuciła nią na bok. Kule uderzyły w tylną szybę jej samochodu.
— Aaaaa! Przestań niszczyć mój samochód, ty dupku! Powiedz im, żeby przestali strzelać! — krzyczała, siedząc obok Dominica Thorne'a.
— Zapnij pasy, jeśli chcesz przeżyć! — rozkazał Dominic Thorne. Bella gorączkowo zaczęła szukać pasa bezpieczeństwa, podczas gdy mężczyzna obok niej opuścił szybę i odpowiedział ogniem do ścigającego ich pojazdu. Jego strzały chybiły. Ścigający ich samochód dogonił ich, uderzając w jej auto. Dźwięk zgrzytającego metalu i widok iskier sprawiły, że Bella zatkała uszy, w duchu przeklinając Dominica Thorne'a za zrujnowanie jej samochodu.
Wrrrum! Wrrrum!
Pisk!
Bang! Bang! Bang!
— Gdzie twój telefon? — krzyknął Dominic Thorne, zapierając się, by utrzymać równowagę.
— Co? — Bella spojrzała na jego wyciągniętą dłoń zdezorientowana.
— Twój telefon!
Bella pospiesznie przeszukała torebkę i szybko mu go podała. Używając jednej ręki, Dominic Thorne wykonał krótki telefon, po czym się rozłączył.
Ze swojej strony Bella zobaczyła, jak wróg Dominica Thorne'a celuje z broni. Dominic Thorne błyskawicznie ją złapał i pociągnął w dół, gdy wywiązała się wymiana ognia.
— Na miłość boską, zabiję cię! Zniszczyłeś wszystko, co mam i omal mnie nie zabiłeś! — krzyknęła gniewnie Bella.
Ich pozycja została przygwożdżona, gdy otoczyło ich kilka samochodów. Jasne światła z tyłu oświetliły ich pojazd. Bella odwróciła się i zobaczyła podążający za nimi helikopter.
— O Boże, to jakieś szaleństwo. Ja wciąż chcę żyć! — mruknęła, zakrywając uszy i przygotowując się na najgorsze. Helikopter nie strzelał jednak do nich, ale do ścigających ich samochodów. Bella patrzyła z niedowierzaniem, jak Dominic Thorne odjeżdża z piskiem opon, zostawiając chaos w tyle.
— Nie odpuszczę ci, dopóki nie odkupisz mi samochodu! — Bella dźgnęła palcem w stronę jego twarzy. Dominic Thorne uśmiechnął się złośliwie, a delikatne wykrzywienie jego ust kpiło z jej wściekłości.
— Głuchy jesteś? Kupiłam ten samochód zaledwie miesiąc temu za moje roczne zarobki. Zabiję cię, jeśli spróbujesz od tego uciec!
— Jestem absolutnie przerażony — odparł sarkastycznie Dominic Thorne, skupiając się na drodze i zostawiając za sobą pozostałe samochody wroga.
— Ty skurwielu! — syknęła Bella.
Dominic Thorne w końcu zatrzymał samochód w bezpiecznej odległości od pościgu i szybko wysiadł. Bella podążyła za nim, wciąż kipiąc ze złości.
— Dokąd idziesz?
— Kupić samochód — powiedział obojętnie Dominic Thorne, odchodząc.
— Myślisz, że to jakiś żart? — krzyknęła Bella, stojąc przy drzwiach samochodu. Dominic Thorne zignorował ją, oglądając ranę postrzałową na swoim ramieniu, czekając na przybycie Silasa Mercera.
Odwrócił się, by spojrzeć na Bellę, która wciąż krzyczała. — Ty... — Jego słowa ucichły, gdy zauważył samochód podjeżdżający za plecami Belli.
Dominic Thorne rzucił się biegiem w jej stronę, ale z samochodu wysiadł mężczyzna i wycelował w nich broń.
Bang! Bang!
Dominic Thorne uniknął kul, ale Bella została trafiona w brzuch. Osunęła się na ziemię obok samochodu, podczas gdy Dominic Thorne kucnął za nim, bez amunicji.
W oddali rozległ się ryk eksplodującego samochodu.
Bum!
Silas Mercer przybył helikopterem, niszcząc pojazd wroga i ratując Dominica Thorne'a. Silas Mercer opuścił się na ziemię, pomagając Dominicowi Thorne'owi wstać, zanim podeszli do Belli, która leżała na ziemi, a z jej rany zbierała się kałuża krwi.
Silas Mercer spojrzał na dziewczynę, zaledwie przytomną, i zapytał Dominica Thorne'a: — Kto to jest?
Dominic Thorne kucnął obok Belli; jej oddech był płytki. — Zabierz ją z nami — rozkazał, wsiadając do helikoptera. Silas Mercer zawahał się, ale poszedł w jego ślady, wnosząc nieprzytomną Bellę na pokład.
***
— Tato! — Bella obudziła się z krzykiem, a jej serce waliło jak młotem. To był koszmar, ten sam, który prześladował ją od lat: jej ojciec leżący na podłodze, krew wylewająca się z jego głowy.
Potarła twarz, omiatając wzrokiem nieznany pokój. Jej dłoń otarła się o rurkę kroplówki podłączoną do ramienia.
Drzwi skrzypnęły i do środka weszła kobieta ze środkami czystości.
— Obudziłaś się! Zawołam do ciebie Beatrice Halloway — powiedziała uprzejmie kobieta.
Zdezorientowana Bella zmarszczyła brwi. Kim była Beatrice Halloway? Gdzie ona jest? Kilka chwil później do środka weszła starsza kobieta i zbliżyła się do Belli.
— Wezwałam lekarza. Bądź cierpliwa — powiedziała ciepło Beatrice Halloway, ale z Belli wylał się potok pytań.
— Gdzie ja jestem?
— Jesteś w posiadłości pana Thorne'a — wyjaśniła Beatrice Halloway.
Dominic Thorne. To nazwisko wywołało u Belli wstrząs rozpoznania, ale reszta jej pytań pozostała bez odpowiedzi.
— Kim jest Dominic Thorne? Nie znam go. Dlaczego tu jestem? — Beatrice Halloway uśmiechnęła się akurat w momencie, gdy do pokoju wszedł lekarz. Bella milczała, czekając, aż lekarz ją zbada. Gdy doktor wyszedł, Beatrice Halloway została w pokoju. Do środka weszły trzy piękne kobiety, sprawiając, że Bella była jeszcze bardziej zdezorientowana co do tego, gdzie się znajduje i dlaczego nie potrafi przypomnieć sobie, co jej się przydarzyło.
— Beatrice Halloway, jak ona się miewa? — Beatrice Halloway odwróciła się, by spojrzeć na zbliżającą się do niej blondynkę, Camille Montgomery.
— Wciąż jest w trakcie leczenia. Trzymajcie się od niej z daleka. — Bella obserwowała trzy kobiety — jedną blondynkę i dwie ciemnowłose — z których każda miała nieskazitelne rysy twarzy. Bella nie potrafiła zrozumieć, gdzie się znajduje.
— Dlaczego tu jestem? Kim wy jesteście? — Młoda, ciemnowłosa kobieta podeszła do Belli.
— Jesteś kochanką Dominica Thorne'a?
— Odie, mówiłam ci już, żebyś jej nie przeszkadzała! — Camille Montgomery również podeszła do Belli.
— Beatrice Halloway, my tylko chcemy ją poznać!
— Silas Mercer powiedział, że ona jest zaledwie zwykłą służącą. Dlaczego wszystkie jesteście tak podejrzliwe? Nikt was nie zastąpi!
— Ona przyjechała z Dominikiem Thorne'em, Beatrice Halloway. Nie możemy tak po prostu siedzieć cicho! — Beatrice Halloway westchnęła, patrząc na trzy kobiety, które były powiązane z Dominikiem Thorne'em.
— Wyjdźcie. Ona potrzebuje odpoczynku. — Jedna z kobiet tylko wpatrywała się w Bellę badawczym wzrokiem. Belli się to nie spodobało. Trzy kobiety wyszły, a za nimi podążyła Beatrice Halloway.
— Beatrice Halloway! — Bella zawołała Beatrice Halloway, gdy starsza kobieta miała już wyjść. Beatrice Halloway znów do niej podeszła.
— O co chodzi?
— Dlaczego tu jestem? Chcę iść do domu!
— Porozmawiam z Silasem Mercerem. — Bella westchnęła, zastanawiając się, dlaczego ci ludzie są tacy dziwni.
— Gdzie są moje rzeczy?
— Przyniosę ci je! — Bella była niezadowolona z odpowiedzi Beatrice Halloway.
— Na razie odpoczywaj. Służąca niedługo przyniesie ci jedzenie. — Bella milczała, kładąc się z powrotem i czekając, aż ktoś przyniesie jej rzeczy.
Beatrice Halloway miała rację — służąca o imieniu Elena Rossi przyszła z jej jedzeniem. Od Eleny Rossi Bella przypomniała sobie, że została postrzelona przez nieznanego mężczyznę, który w tamtym czasie ją zabrał. Elena Rossi poinformowała również Bellę, że leżała w śpiączce przez tydzień. Po przebudzeniu Bella szybko wracała do zdrowia, ale zaczynało ją nudzić przebywanie w pokoju. Chociaż mogła znów chodzić, wciąż nie spotkała Dominica Thorne'a ani Silasa Mercera, o których wspominała Beatrice Halloway. Nadal nie wolno jej było wychodzić.
— Elena Rossi. — Elena Rossi weszła do pokoju Belli, jako że obie zdążyły się zaprzyjaźnić, ponieważ Elena Rossi często pomagała sprzątać jej pokój. Elena Rossi była przyjazną służącą pracującą w tym miejscu.
— Bello, właśnie widziałam, że pan Thorne wrócił. — Bella spojrzała na Elenę Rossi z ekscytacją.
— Naprawdę? Mogę się z nim zobaczyć? — Elena Rossi zawahała się.
— Nie sądzę, żebyś mogła!
— Co? Dlaczego nie? — Elena Rossi westchnęła, patrząc na Bellę.
— Wiesz, niełatwo jest spotkać się z panem Thorne'em, nawet dla nas, którzy pracują w Posiadłości. Dlaczego chcesz się z nim spotkać?
— Oczywiście dlatego, że chcę zażądać, by mnie wypuścił i zrekompensował moje straty!
— Jakie straty?
— Zniszczył mój samochód i przez niego omal nie zginęłam! — Elena Rossi westchnęła na słowa Belli.
— Wiesz, w takiej sprawie nie musisz spotykać się z panem Thorne'em. Po prostu porozmawiaj z Silasem Mercerem. — Bella zmarszczyła brwi na sugestię Eleny Rossi.
— Wiem. Beatrice Halloway powiedziała to samo. Ale kim jest Silas Mercer? Gdzie mogę się z nim zobaczyć?
— Jest prawą ręką pana Thorne'a. Rozwiązuje wszystkie problemy. Nie było ich tutaj, ale teraz wrócili. Po prostu porozmawiaj z Beatrice Halloway — ona porozmawia z Silasem Mercerem w twoim imieniu! — Bella westchnęła, zastanawiając się, dlaczego z Dominikiem Thorne'em tak trudno się spotkać. Czy był jakimś bogiem? Wszyscy zdawali się darzyć go tak wielkim szacunkiem.
— Kim jest pan Thorne? — Elena Rossi spojrzała na Bellę dziwnie.
— Nie znasz go?
— Nie. Kim on jest? Jest bogiem? Dlaczego wy wszyscy tak bardzo go szanujecie? — Elena Rossi uśmiechnęła się na pytania Belli.
— Pan Thorne to bogaty człowiek. Jest właścicielem kilku dużych firm w tym kraju i za granicą. Nie martw się — nie ucieknie od wypłacenia ci odszkodowania. To niemożliwe! — Bella pokiwała głową ze zrozumieniem.
— Czy mogę dziś porozmawiać z Silasem Mercerem? — Elena Rossi zdawała się zamyślić.
— Pomogę ci. Porozmawiam z Beatrice Halloway! — Bella pokiwała głową, uśmiechając się.
Po rozmowie z Eleną Rossi i czekaniu w swoim pokoju, Bella znudziła się, ponieważ Elena Rossi nie wracała. Wyszła z pokoju i zaczęła błądzić po korytarzach, szukając Silasa Mercera. Była przekonana, że to ten mężczyzna, którego spotkała z Dominikiem Thorne'em, zanim zemdlała. Jej wspomnienie o nim było mgliste, ale wciąż obecne. Bella zatrzymała się, gdy natknęła się na jedną z pięknych kobiet, które wcześniej weszły do jej pokoju. Była to ta sama kobieta, która po prostu wpatrywała się w nią oceniającym wzrokiem.
— Zgubiłaś się? — Bella zatrzymała się tuż przed kobietą.
— Chcę się spotkać z Silasem Mercerem! — Kobieta uśmiechnęła się do Belli.
— Mogę ci pomóc znaleźć Silasa Mercera! — Bella uśmiechnęła się radośnie. Z wahaniem na twarzy zebrała się na odwagę, by prosić o pomoc.
— Naprawdę?
— Tak. Jak mogę ci pomóc? — Bella szybko pokiwała głową.
— Tak, gdzie mogę go znaleźć? — Kobieta uśmiechnęła się uroczo.
— Wystarczy, że tam pójdziesz i wejdziesz do tamtego budynku! — Kobieta wskazała na budynek daleko od miejsca, w którym stały. Bella zrozumiała i uśmiechnęła się.
— Czy Silas Mercer tam jest? — Kobieta pokiwała głową z uśmiechem. Bella była wniebowzięta.
— Dziękuję. Och, jestem Bella! — Bella wyciągnęła dłoń, którą kobieta ciepło przyjęła.
— Scarlett LeClair! — Bella pokiwała głową, zachwycona reakcją Scarlett LeClair.
— W porządku, Scarlett LeClair, jestem bardzo wdzięczna za twoją pomoc! — Scarlett LeClair uśmiechnęła się i pokiwała głową.
Bella ruszyła w stronę budynku, który wskazała Scarlett LeClair. Dotarła do niego i podeszła do drzwi łączących. Bella nie mogła zrozumieć, dlaczego Posiadłość była tak rozległa. Weszła na dziedziniec i powitał ją ogród ze zwróconymi ku sobie posągami białych koni, fontanną i basenem. Ogród otoczony był białymi różami, które zapierały dech w piersiach swoim pięknem. Bella była zachwycona obfitością kwitnących tam białych róż. Zbliżyła się do ogrodu i dotknęła białych róż. Schyliła się, by powąchać pąk róży, na moment zapominając, w jakim celu się tam znalazła — by odnaleźć Silasa Mercera. Oglądając się za siebie, Bella zdała sobie sprawę, że odeszła zbyt daleko. Ta część Posiadłości wydawała się oddzielona od obszaru, w którym przebywała razem z Eleną Rossi i resztą służby. Wątpliwości co do pomocy Scarlett LeClair zaczęły wkradać się do jej umysłu.
Gdy Bella się odwróciła, podskoczyła z zaskoczenia na widok kogoś stojącego przed nią i wpatrującego się w nią chłodno.
— Zabieraj brudne łapska od moich róż! — Bella zmarszczyła brwi, patrząc na swoją dłoń, po czym uśmiechnęła się drwiąco do Dominica Thorne'a.
