Dominic Thorne cieszył się letnią bryzą i chłodem porannego powietrza. Wyczuł czyjąś obecność w pobliżu. Odwrócił się i zobaczył Bellę, której oczy błyszczały, gdy wpatrywała się w jego róże. Wyraz twarzy Dominica Thorne'a zmienił się w gniewny; ruszył w jej stronę, oburzony faktem, że zakłóca jego spokój.
— Zabieraj brudne łapska od moich róż! — Bella drgnęła, spoglądając na swoją dłoń, która wciąż dotykała białej róży.
— Co powiedziałeś? Jaki arogancki! Mogę je zrywać bez twojego pozwolenia! — Bella brutalnie zerwała różę tuż sprzed nosa Dominica Thorne'a i rzuciła nią w niego. Dominic Thorne zacisnął pięść, chwycił za broń i wycelował ją w głowę Belli.
— Chcesz zginąć? — Silas Mercer wyszedł, szukając Dominica Thorne'a. Zobaczył Dominica Thorne'a z dystansu, jak ten celuje z pistoletu do kobiety. Szybko podszedł i powstrzymał Dominica Thorne'a.
— Dominic! — zawołał Silas Mercer, ale Dominic Thorne pociągnął za spust i przygotował się, by strzelić Belli w głowę.
— Jesteś jakimś dziwnym człowiekiem. Zabijesz mnie za różę? — wypluła Bella z niedowierzaniem.
— Dominic, pozwól mi się tym zająć. Wracaj. — Silas Mercer stanął przed Bellą. Mężczyzna opuścił broń i wpatrywał się w Dominica Thorne'a, próbując go uspokoić. Dominic Thorne opuścił pistolet i posłał Silasowi Mercerowi mordercze spojrzenie.
— Skończ z tym. Nie chcę jej więcej widzieć. Powiedz ogrodnikowi, żeby posprzątał bałagan z różami! — Bella sapnęła, słysząc słowa Dominica Thorne'a i patrząc, jak odchodzi.
— Chodź. — Ponaglił Silas Mercer, ale Bella odmówiła.
— Nie chcę. Chcę się zobaczyć z Silasem Mercerem! — Silas Mercer uśmiechnął się blado, patrząc na Bellę.
— Już stoisz przed nim! — Bella zmarszczyła brwi, wpatrując się w Silasa Mercera.
— Och, więc to ty jesteś Silas Mercer? Gdzie mój samochód? — Silas Mercer skinął głową i wyprowadził Bellę z terytorium Dominica Thorne'a.
Oboje dotarli do miejsca, które wyglądało na pokój Silasa Mercera. Weszła służąca, przynosząc napoje dla Silasa Mercera i Belli. Bella milczała, obserwując, podczas gdy Silas Mercer również milczał, przypatrując się jej. Kiedy służąca wyszła, Silas Mercer wyprostował się i uśmiechnął do Belli.
— Przepraszam, że dopiero teraz się z tobą spotykam. Musisz być zdezorientowana tym, dlaczego tu jesteś. — Bella pokiwała głową.
— Oczywiście, nawet wszyscy tutaj są dziwni. Chcę wyjść, oddajcie wszystkie moje rzeczy! — Silas Mercer pokiwał głową ze zrozumieniem.
— Zanim zwrócę ci twoje rzeczy, powiem ci kilka słów. — Bella zmarszczyła brwi.
— Jakich?
— Po tamtym incydencie stałaś się celem dla wrogów Dominica Thorne'a. Jedynym wyjściem jest pozostanie tutaj. Możemy cię zatrudnić. — Bella była zszokowana wyjaśnieniami Silasa Mercera.
— Co masz na myśli? Nie mogę stąd wyjść? Tak to ma wyglądać? — Silas Mercer skinął głową i uśmiechnął się.
— Jesteście szaleni. Mam swoje życie, nie chcę tego!
— To zależy od ciebie. Nie weźmiemy odpowiedzialności za to, co ci się przydarzy. — Bella spojrzała na Silasa Mercera z niepewnością.
— Co mi się przydarzy? — Silas Mercer lekko pokręcił głową.
— W najgorszym razie możesz zginąć!
— Co! Nie bądź śmieszny, to wcale nie jest zabawne!
— Mówię prawdę. — Bella westchnęła z frustracją.
— Chcesz uciec od odpowiedzialności? — Silas Mercer zaśmiał się na słowa Belli.
— Odpowiedzialności za co?
— Zniszczyłeś mój samochód, zabrałeś mi też telefon, moje pieniądze, wszystko, co wtedy miałam! — Silas Mercer skinął głową, rozumiejąc.
— Przesłałem już pieniądze na twoje konto, jeszcze zanim zdałaś sobie z tego sprawę. Zwróciłem równowartość twojego samochodu, i to podwójnie! — Bella zamilkła, nie do końca mu wierząc.
— Kłamiesz!
— Nie! Możesz to sprawdzić! — odpowiedział pewnie Silas Mercer.
— Jak mam to sprawdzić, nie mam nawet przy sobie mojej karty. Och, chwila, skąd masz konto na moje nazwisko? — Silas Mercer uśmiechnął się wymownie.
— To dla nas proste. Znam twój adres, twoją pracę, twoje pełne nazwisko, historię twojego życia — zdobycie tych informacji to dla nas pestka! — Bella parsknęła, zirytowana tym faktem.
— I co z tego? Jesteś dumny z tego, co zrobiłeś? — Silas Mercer wstał, biorąc małą książeczkę ze szczegółami konta Belli.
— Proszę, możesz to zatrzymać. Jest twoje! — Bella otworzyła ją i zobaczyła ilość pieniędzy na koncie. Wpatrywała się z niedowierzaniem w ogromną sumę, którą zrekompensował jej Silas Mercer.
— Mówisz poważnie z tymi wszystkimi pieniędzmi? — Silas Mercer skinął głową, krzyżując nogi i opierając się wygodnie w fotelu.
— Są twoje. Używaj ich. — Bella przez moment milczała, po czym wściekle spojrzała na Silasa Mercera.
— Żartujesz sobie. Nie mogę opuścić tego miejsca, jak niby mam z nich korzystać? Pogrywasz ze mną! — Silas Mercer wzruszył obojętnie ramionami.
— To zależy od ciebie. Jeśli chcesz wyjść, to wyjdź. Ale jeśli chcesz zostać i zarobić dużo pieniędzy, możesz zostać tutaj. — Bella spuściła wzrok, zdezorientowana. Co to za wybór? Dlaczego tak musiało być? Jak miała cieszyć się życiem, jeśli musiała być uwięziona w rezydencji tego dziwnego mężczyzny, a jeśli ją opuści, prawdopodobnie zginie?
— Nie dajesz mi wyboru. Przyjmuję to jako rekompensatę. Czy dostanę dużą pensję, jeśli będę tu pracować? — Silas Mercer z pewnością siebie skinął głową.
— Oczywiście, możesz zapytać służbę, która tu pracuje. Każdy jest opłacany odpowiednio do swojej pracy! — Bella poczuła się skuszona, słysząc to, ale jak mogła cieszyć się życiem, będąc zawsze w tym miejscu?
— Czy mogę czasem stąd wyjść? — Silas Mercer skinął głową, dając przyzwolenie.
— Wszyscy pracujący tutaj mogą wracać do swoich domów, za wyjątkiem pewnych osób. Jeśli potrafisz o siebie zadbać, będziesz mogła to robić! — Bella pokiwała głową na zgodę. Wzięła swoją książeczkę oszczędnościową i opuściła to miejsce. Silas Mercer powiedział jej, że musi spotkać się z Beatrice Halloway i porozmawiać z najstarszą służącą, jeśli chce pracować. Beatrice Halloway pomoże jej, udzielając wskazówek dotyczących pracy.
Tej nocy Bella obudziła się zszokowana, czując, że ktoś trzyma ją za stopy. Otworzyła oczy i zobaczyła ciemnowłosą kobietę o imieniu Odette, a także kobietę zwykle nazywaną Camille Montgomery, które były już w jej pokoju.
— Co wy robicie? — Bella próbowała wstać, ale Camille Montgomery szybko zakryła jej twarz materiałem. Ręce i nogi Belli zostały skrępowane. Szarpała się, ale nie mogła uciec. Jej ciało uniosło się, najwyraźniej niesione przez kogoś innego. Bella była pewna, że to nie Camille Montgomery ani Odette ją niosły. Ktoś inny musiał im pomagać. Po chwili niesienia, w końcu poczuła, że jej ciało zostaje opuszczone i wepchnięte na krzesło. Ktoś zdjął materiał zakrywający jej głowę, sprawiając, że Bella zamrugała, zdezorientowana tym, gdzie się znajduje. Zobaczyła wyraźnie dwie kobiety z wcześniej, stojące przed nią.
— Co wy robicie? Puśćcie mnie! — Camille Montgomery wpatrywała się w nią z obrzydzeniem.
— Nie mogę uwierzyć, że Dominic Thorne wypuścił cię z tamtego ogrodu! — Bella zmarszczyła brwi, próbując przetrawić słowa kobiety.
— Co masz na myśli? — Odette postąpiła do przodu i uderzyła Bellę w twarz.
Plask!
— Szlag by to, ty suko! Co wy robicie! — krzyknęła wściekle Bella, gdy Odette ją spoliczkowała.
— Nienawidzę takich kobiet jak ty. Udajesz, że nienawidzisz Dominica Thorne'a, tylko po to, by zwrócić jego uwagę? Próbujesz go uwieść! — Odette znów krzyknęła, uderzając Bellę po raz kolejny.
— Ty szalona zdziro, myślisz, że obchodzi mnie twój facet? Chcę go wręcz zabić! — Camille Montgomery uderzyła Bellę w twarz, sprawiając, że kącik jej ust zaczął krwawić.
— Jak śmiesz tak mówić, myślisz, że zostaniesz tu królową? — Camille Montgomery znów ją spoliczkowała, powodując, że Bella spadła z krzesła z wciąż związanymi rękami. Bella przeklinała gniewnie, ponieważ nie mogła oddać dwóm puszczalskim kobietom.
— Odpłacę wam się! Myślicie, że się was boję, co! — krzyczała Bella, gdy jej bezsilne ciało leżało na podłodze ze skrępowanymi rękami.
— Zanim się na nas odegrasz, zabiję cię dzisiejszej nocy! — powiedziała Odette, mocno depcząc Bellę po głowie.
— Aaaaa, ty suko, zabiję cię, cholera jasna! — krzyknęła z bólu Bella. Rozległ się dźwięk zbliżających się kroków. Scarlett LeClair, ubrana w seksowne ciuchy, dołączyła do dwóch pozostałych kobiet.
— Scarlett LeClair, co ty tu robisz? — Scarlett LeClair nie odpowiedziała i od razu chwyciła Bellę za włosy, unosząc jej głowę, by zmusić ją do spojrzenia na nią.
— Wiem o tym wszystkim przez tę cholerną kobietę! — Odette i Camille Montgomery spojrzały na Scarlett LeClair ze zdezorientowaniem. Scarlett LeClair brutalnie szarpnęła Bellę do siadu. Spoliczkowała Bellę w twarz, sprawiając, że dziewczyna zachwiała się i znów upadła. Scarlett LeClair uderzyła ją ponownie i robiła to dalej, powodując, że twarz Belli zaczęła krwawić od pierścionków, które miała na sobie Scarlett LeClair.
— Scarlett LeClair, Dominic Thorne nie może czekać! — odezwała się Camille Montgomery do Scarlett LeClair, która wyglądała na skrajnie wściekłą.
— Wyrzucił mnie, nie chce, żeby mu przeszkadzano! — Odette i Camille Montgomery patrzyły z niedowierzaniem, że Dominic Thorne wyrzucił Scarlett LeClair. Scarlett LeClair zawsze była ulubienicą Dominica Thorne'a. Mężczyzna zawsze uwielbiał Scarlett LeClair, ale tym razem wyglądało na to, że musiała pogodzić się z odrzuceniem.
— Czy to prawda? To naprawdę szaleństwo! — Camille Montgomery wpatrywała się w Bellę, teraz bezbronną, z zakrwawioną twarzą. Odette kazała mężczyźnie, który im pomagał, przynieść wodę i wylać ją na Bellę. Bella próbowała odzyskać zmysły, widząc trzy dziwne kobiety. Mężczyzna posadził ją z powrotem. Bella spojrzała na trzy kobiety Dominica Thorne'a z kpiącym uśmiechem. Mimo że jej twarz była zalana krwią od zadrapań, Bella nie ukorzyła się przed nimi.
— Wy szalone kobiety! Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłyście? Musicie czekać, aż ja zabiję jedną z was, zanim wy zabijecie mnie? — krzyknęła Bella, a jej twarz wyrażała gniew. Scarlett LeClair podeszła i pchnęła głowę Belli, sprawiając, że odchyliła się do tyłu.
— Myślisz, że jesteś taka wspaniała? Miałam nadzieję, że Dominic Thorne zabije cię, gdy byłaś w jego ogrodzie. Ale okazuje się, że się myliłam, zlekceważyłam cię. Od dziś dowiesz się, jak to jest żyć w piekle! — Scarlett LeClair popchnęła Bellę do tyłu. Scarlett LeClair zostawiła Bellę z Odie i Camille Montgomery. Obie kobiety znów podeszły do Belli. Odie odeszła kawałek, by wziąć sznur. Tymczasem Camille Montgomery pociągnęła ciało Belli, zmuszając ją do siadu. Odie natychmiast obwiązała sznur wokół szyi Belli, sprawiając, że Bella zaczęła się szarpać, gdy lina zaczęła ją dusić, utrudniając oddychanie. Bella mrugała oczami, a łzy płynęły jej po twarzy, gdy jej oddech zaczął się rwać od zaciskającego się wokół szyi sznura.
— Puszczaj... — Bella z trudem próbowała się poruszyć, ponieważ jej ręce i nogi były związane. Jej twarz robiła się czerwona, a Camille Montgomery wydawała się zadowolona, widząc prawie umierającą Bellę.
— Zobaczymy, jak długo wytrzymasz — szepnęła Odie, jeszcze mocniej zaciskając sznur. Po długim okresie szarpaniny, Odie zmęczyła się i odrzuciła Bellę na bok. Bella natychmiast zachłysnęła się powietrzem, z zamkniętymi ze zmęczenia oczami, czując, że jej życie jest naprawdę tak krótkie. Odie i Camille Montgomery patrzyły na nią, śmiejąc się z satysfakcją, po czym odeszły, zostawiając Bellę leżącą słabo na ziemi.
















