Ciernie białej róży

Ciernie białej róży

Autor: Katty&Cutie

5. Dominic Thorne i Bella
Autor: Katty&Cutie
15 cze 2026
Dominic Thorne był już od wczesnego poranka elegancko ubrany w garnitur. Ruszył w stronę stołu w jadalni, gotowy na swój pierwszy posiłek tego dnia. Mężczyzna, z poważnym wyrazem twarzy, wydawał się w pełni skupiony, wpatrując się w iPada w dłoni. Dominic Thorne zaraz miał wyjść do biura, by dokończyć tam swoją pracę. Beatrice Halloway podeszła do Dominica Thorne'a, który siedział przy stole, i zerknęła na służącą niosącą dla niego jedzenie. Dała służącej subtelny znak, nakazując, by położyła posiłek przed Dominikiem Thorne'em. Służąca natychmiast postawiła na stole kilka dań i szklankę soku. — Beatrice Halloway, kawy! — głos Dominica Thorne'a przerwał ciszę. Beatrice Halloway westchnęła, patrząc na niego, jak wciąż był pochłonięty iPadem. — Nic jeszcze nie jadłeś, Dominic. — Dominic Thorne przerwał i podniósł wzrok na Beatrice Halloway stojącą przed nim. — Nie chcę soku. Przynieś mi kawę! — Beatrice Halloway skinęła głową i dała znać służącej stojącej obok, by przygotowała to, o co prosił Dominic Thorne. — Nie pij za dużo kawy przed jedzeniem. Czy chcesz tak dalej żyć? — Dominic Thorne posłał jej ostre spojrzenie. — Nie musisz się o to martwić, Beatrice Halloway! — odpowiedział Dominic Thorne, nie zaszczycając jej ponownym spojrzeniem. — Chcę tylko, żebyś żył długo! — głos Beatrice Halloway złagodniał, ale Dominic Thorne nie odpowiedział. Milczał, skupiony na iPadzie. Beatrice Halloway westchnęła i została na miejscu, czekając, aż Dominic Thorne skończy śniadanie. Służąca wróciła z kawą, o którą prosił Dominic Thorne. Beatrice Halloway położyła ją tuż obok jego dłoni. Mężczyzna wciąż milczał, zajęty swoją pracą. Po wzięciu kilku łyków kawy i zjedzeniu kilku kęsów leżącego przed nim ciasta, wstał i przygotował się do wyjścia. — Już wychodzisz? — Dominic Thorne odwrócił się do Beatrice Halloway. — Tak, w czym problem? — Beatrice Halloway podeszła do niego z poważną miną. — A co z tą kobietą? — Dominic Thorne zmarszczył brwi słysząc to pytanie. — Którą kobietą? O kim mówisz? — wyglądał na zdezorientowanego. — O kobiecie, którą tu przywiozłeś, a która teraz jest więźniem! — Dominic Thorne skinął głową, nagle rozumiejąc. — Och, o tej kobiecie. Silas Mercer się nią zajmie. — Beatrice Halloway nie wydawała się zadowolona z jego odpowiedzi. — Ale Silasa Mercera tutaj nie ma. — Dominic Thorne znów przytaknął. — Po prostu ją zostaw. Poczekaj, aż Silas Mercer wróci. Jeśli nie przetrwa, to będzie jej kara! — Beatrice Halloway wypuściła z siebie cicho powietrze. — Ale, Dominic... jesteś pewien, że ona jest szpiegiem? Silas Mercer obiecał odkryć prawdę. Jeśli się mylimy, oznacza to, że ukaraliśmy niewinną osobę. — Oczy Dominica Thorne'a zwęziły się z irytacją. — Nie wydawaj się słaba, Beatrice Halloway. Nigdy nikogo nie broniłaś, chyba że prosiłem cię o opinię. Niech tam zgnije. Nie dawajcie jej jedzenia! — Beatrice Halloway zamilkła, gdy Dominic Thorne opuścił Posiadłość, zostawiając ją w tyle. Mogła tylko patrzeć, jak odchodzi, i mieć nadzieję na rychły powrót Silasa Mercera. ** Dominic Thorne dotarł do swojego biura i wszedł do gabinetu; przywitała go piękna sekretarka, która pracowała z nim od lat. Dominic Thorne obrzucił kobietę przelotnym spojrzeniem, po czym usiadł za biurkiem. — Jaki jest mój plan na dziś? — Jego sekretarka podeszła i stanęła obok biurka. — Chcesz, żeby to poszło szybko, czy wolisz, żeby zajęło trochę czasu? — zapytała uwodzicielsko Nathalie Dubois, przesuwając dłonią po swoim udzie, próbując go sprowokować. Dominic Thorne odwrócił głowę, wyraźnie zirytowany. — Rób to, co należy do twoich obowiązków! — Jego ton był ostry, a jego cierpliwość widocznie dobiegała końca. — Dominic, daj spokój... — Nathalie Dubois wydęła wargi, sfrustrowana jego odrzuceniem. Podeszła bliżej, przesuwając dłonią po jego szerokiej piersi i bawiąc się krawatem. — Przecież widzisz, że właśnie pracuję! — Dominic Thorne zdecydowanie odepchnął jej dłoń, co sprawiło, że lekko się zachwiała. — Trzymaj się z daleka. Nie obrzydzaj mnie! — Nathalie Dubois zamarła w bezruchu, zszokowana jego ostrymi słowami. — Dominic... — Spróbowała do niego ponownie podejść, ale Dominic Thorne wstał, popchnął ją na ścianę i chwycił za gardło. Nathalie Dubois zachłysnęła się powietrzem i zaczęła się szarpać, drapiąc jego dłonie, byle tylko poluzował uścisk. — Dominic... puść... — błagała dławiącym się głosem. — Wystawiasz moją cierpliwość na próbę. Nie przekraczaj granicy! — głos Dominica Thorne'a był chłodny i pełen groźby. Nathalie Dubois zamknęła oczy; jej twarz poczerwieniała, a po policzkach płynęły łzy. Ledwo mogła oddychać i rozpaczliwie próbowała odciągnąć jego rękę. — Puść... mnie... — wyszeptała słabo, a jej głos był ledwo słyszalny. Dominic Thorne wreszcie ją puścił, a ona osunęła się na podłogę, kaszląc i walcząc o oddech. Rozluźnił krawat, wyraźnie zdenerwowany. — Wynoś się. I nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! — Nathalie Dubois chwiejnie podniosła się z podłogi i opuściła biuro niepewnym krokiem. Dominic Thorne podniósł telefon, widząc imię Silasa Mercera na ekranie. Odebrał połączenie i usiadł z powrotem w fotelu. ** Silas Mercer powrócił do Posiadłości po tym, jak przebywał za granicą przez prawie tydzień. Beatrice Halloway od razu po jego powrocie podeszła do niego. — Wróciłeś? — Zbliżyła się do niego, po tym jak zaczekała, aż odświeży się u siebie w pokoju. — O co chodzi? — Silas Mercer zaprosił Beatrice Halloway, by usiadła razem z nim. — Dlaczego tak długo cię nie było? — Wzruszył ramionami z uśmiechem na twarzy. — To zadanie było dość skomplikowane. Potrzebowałem czasu, by je skończyć. — Beatrice Halloway skinęła głową ze zrozumieniem. — Zapomniałeś o tej dziewczynie? — Silas Mercer zmarszczył brwi na to pytanie. — Dziewczynie? Och, o kobiecie, która zabiła ogrodnika Dominica Thorne'a? — Beatrice Halloway przytaknęła. — No i? Znalazłeś jakieś wskazówki? — Beatrice Halloway westchnęła. — Dominic Thorne rozkazał mi zostawić ją tam bez jedzenia. Nie wiem, co się z nią teraz dzieje. Czekałam na ciebie. Próbowałam porozmawiać z Dominikiem Thorne'em, ale on chce jej śmierci! — Silas Mercer uśmiechnął się blado. — W porządku, sprawdzę jej stan i zbadam to, co się wtedy stało. — Beatrice Halloway przysunęła się bliżej i szepnęła mu: — Słyszałam szepty w kuchni, że to nie Bella go zabiła. Widziano, jak ktoś inny wchodził na ten teren. — Brwi Silasa Mercera ściągnęły się. — Kto ci to powiedział, Beatrice Halloway? — Pochyliła się jeszcze bliżej. — Podzieliła się tym ze mną jedna z moich asystentek. Nie możemy tego zignorować, Silasie Mercerze. To niesprawiedliwe, jeśli dziewczyna jest niewinna! — Silas Mercer pogładził z namysłem podbródek. — Jesteś pewna, Beatrice Halloway? Nie możemy tak po prostu w to wierzyć bez dowodu. Wezwij swoją asystentkę, by podała dokładne informacje, i przydziel kogoś, żeby to zbadał! — Beatrice Halloway przytaknęła. — A co z tą dziewczyną? — Silas Mercer uśmiechnął się na jej pytanie. — Dobrze, przyjrzę się temu. Nigdy nie widziałem, żebyś tak bardzo się kimś przejmowała. O co chodzi? — Silas Mercer podejrzliwie spojrzał na Beatrice Halloway. Beatrice Halloway nie odpowiedziała i natychmiast wyszła, zostawiając Silasa Mercera samego. Tak jak poprosił Silas Mercer, poszła odwiedzić Bellę w lochach. Dziewczyna wyglądała na kompletnie wyniszczoną po tygodniu spędzonym w celi. Bella była słaba i krucha, a spożywała jedynie chleb i wodę przynoszone przez Elenę Rossi. Jej przyjaciółka nie odwiedzała jej codziennie, ale to wystarczyło, by choć trochę załagodzić głód. Silas Mercer otworzył drzwi celi i podszedł do Belli. Dziewczyna, zaledwie przytomna, spojrzała na Silasa Mercera, gdy się zbliżał. Bella próbowała usiąść, by spojrzeć mu w twarz. — Ty... skurwielu. Przyszedłeś tu tylko po to, żeby popatrzeć, jak umieram? — Silas Mercer uśmiechnął się do Belli. Mimo kruchości dziewczyna przed nim pozostała niepokorna. — Wyprowadzić ją! — rozkazał Silas Mercer swoim ludziom. Dwóch mężczyzn wyniosło Bellę z celi. Bella próbowała stawiać opór z całych sił, ale z dawnej krzepy nie zostało już nic. Szła ociężale, jej usta i twarz były blade. Zamknęła oczy, gdy po raz pierwszy od wielu dni uderzyło w nią światło słoneczne. Z łapczywością wdychała świeże powietrze, czując, jak wraca do niej resztka sił. Dwóch strażników wprowadziło Bellę do pokoju, którego nie rozpoznawała. W środku stało małe łóżko, a przestrzeń miała zaledwie trzy na trzy metry. Usiadła na skraju łóżka, a głowa luźno jej zwisała. Mimo że ten pokój był ogromną poprawą w stosunku do jej poprzedniego zamknięcia, wciąż był to tylko inna klatka. Do pokoju weszła służąca, niosąc jej ubranie na zmianę. — Umyj się i przebierz się w to! — powiedziała kobieta, kładąc ubrania na szafce nocnej. Bella tylko patrzyła na nią, nie odpowiadając. Służąca wyszła, zamykając za sobą drzwi na klucz. Bella podeszła do ubrań, a następnie ruszyła w stronę małych drzwi, co do których zakładała, że prowadzą do łazienki. Szybko się umyła, choć z głodu okropnie burczało jej w brzuchu. Wiedziała, że musi pozostać silna, w obronie przed szaleńcem, który jej to wyrządził. Gdy wyszła z łazienki, zastała czekającą na nią tacę z jedzeniem. Rzuciła się ku niej i zaczęła pożerać posiłek z niesamowitym apetytem, siadając i pochłaniając jedzenie, jakby nie jadła od dni. Po skończeniu posiłku, Bella poczuła senność i właśnie miała się położyć, kiedy powstrzymał ją dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju weszła Beatrice Halloway, a na jej widok wyraz twarzy Belli wykrzywił się w grymasie. — Skończyłaś? — Bella piorunowała Beatrice Halloway wzrokiem. — Co teraz? Przyszłaś tu wrzucić mnie z powrotem do tego więziennego piekła? Dlaczego nie możecie mnie po prostu od razu zabić? — Beatrice Halloway westchnęła na słowa Belli. — Chodź ze mną! — powiedziała stanowczo Beatrice Halloway. Bella ani drgnęła, nawet gdy Beatrice Halloway ruszyła do drzwi. Widząc, że Bella wciąż siedzi, Beatrice Halloway ponownie weszła do pokoju. — Nie idę! — warknęła Bella. Beatrice Halloway podeszła do niej, a złość malowała się na jej twarzy. — Chodź ze mną. Pokażę ci, co tu się dzieje! — Bella zmarszczyła brwi zdezorientowana, ale wstała i z niechęcią podążyła za Beatrice Halloway. Poszły na tyły Posiadłości, gdzie zebrali się Silas Mercer i kilku strażników. Obserwowało to także kilkoro służących. Bella wciąż nie rozumiała, co takiego Beatrice Halloway chciała, by zobaczyła. — O co tu chodzi? — Znasz go? — zapytała Beatrice Halloway, wskazując na mężczyznę o ciemnej karnacji, z ciałem pokrytym poważnymi obrażeniami. — Nie, nie znam go! — odparła stanowczo Bella. Podszedł do nich Silas Mercer. — Czy wy dwoje ze sobą współpracujecie? — zapytał. Oczy Belli rozszerzyły się szeroko i instynktownie uniosła rękę, by uderzyć Silasa Mercera, ale ten złapał ją z łatwością. — Za kogo wy się uważacie? Nie jestem morderczynią, ty skurwielu! Silas Mercer uśmiechnął się złośliwie i odwrócił w stronę klęczącego przed nimi mężczyzny. — Po pewnych perswazjach, przyznał się do zabicia tego człowieka w magazynie. Ale odmawia wyjawienia, kto go wynajął. Bella zmarszczyła brwi, wpatrując się wściekle w Silasa Mercera. — Więc myślisz, że wiem, kto go wynajął? Albo że sama to zrobiłam? — Znasz odpowiedź! — upierał się Silas Mercer. — Ty jesteś szalony! Ile razy mam powtarzać, że nie jestem zabójczynią? Dlaczego jesteś taki głupi i łatwowierny? Twarz Silasa Mercera pociemniała na widok jej buntu. Wyciągnął broń i strzelił w nogę mężczyzny. Głośny huk wystrzału sprawił, że Bella zamknęła oczy i zakryła uszy. Krzyk z bólu mężczyzny przyprawił ją o dreszcze. — Co ty robisz? — zażądała odpowiedzi przerażona Bella. Silas Mercer uśmiechnął się złośliwie. — Powiedz mi, jeśli wiesz o tym cokolwiek! Bella przewróciła oczami w skrajnej irytacji. — Na twoje nieszczęście, nie wiem o tym kompletnie nic! — odgryzła się. Niewzruszony jej odpowiedzią, Silas Mercer oddał kolejny strzał w nogę mężczyzny. Bella znów zacisnęła powieki, a wściekłość wypłynęła na powierzchnię jej istnienia. — Czy ty zawsze się tak zachowujesz? Myślisz, że ludzkie życie jest bez wartości? Silas Mercer zachichotał na jej słowa. — Dlaczego tak się o to martwisz? — Bo jedyne, co tu widzę, to szaleństwo! — krzyknęła Bella, a jej głos drżał od emocji. Bang!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 94

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

94 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

5. Dominic Thorne i Bella – Ciernie białej róży | Czytaj powieści online na beletrystyka