Ciernie białej róży

Ciernie białej róży

Autor: Katty&Cutie

6. Dominic Thorne i Bella
Autor: Katty&Cutie
15 cze 2026
Rozdział 6 Huk! Silas Mercer strzelił mężczyźnie prosto w głowę i było po wszystkim. Ciemnoskóry mężczyzna osunął się bez życia, zabity przez Silasa Mercera. Bella patrzyła z niedowierzaniem, jak z wielką łatwością Silas Mercer odebrał komuś życie. — Jesteś nieobliczalny! — Witaj w moim szalonym świecie! — Bella wciąż w szoku wpatrywała się w martwego człowieka leżącego przed nią. — Co on takiego zrobił, że go zabiłeś? — krzyknęła Bella do Silasa Mercera, który właśnie odchodził. — Zakłócił spokój w rezydencji Thorne’a! — Bella podeszła bliżej, a jej złość narastała. — Ten szaleniec nawet nie postawił stopy na tym terenie! Dlaczego miałby go zakłócać? — Silas Mercer spojrzał na Bellę z powagą. — Zapomniałaś? To rezydencja Thorne’a. On może zrobić wszystko, co zechce, jeśli ktoś go zdenerwuje! — Bella zaśmiała się gorzko na te słowa. — Człowiek, który tylko siedzi cicho, wpatrując się w pole róż jak tchórz, chowając się za plecami swojej prawej ręki? Powiedz temu słabeuszowi, że odpłacę mu za ten ból! — Silas Mercer uśmiechnął się drwiąco, patrząc na Bellę. — Nie znasz go. Gdybyś znała, bałabyś się go, widząc choćby jego cień! — Bella wyśmiała tę uwagę. — Tak, jasne. Jego też mogę zabić! — wrzasnęła wściekle. — Beatrice Halloway, zaprowadź ją do pokoju! — rozkazał Silas Mercer, po czym odszedł. — Ty draniu! Słuchaj uważnie – nie będziesz miał lekkiego życia, jeśli będziesz zabijać niewinnych ludzi według własnego widzimisię! — krzyknęła Bella z frustracją, patrząc, jak Silas odchodzi, nie odpowiadając na jej słowa. — Puść mnie, Beatrice Halloway! — Bella szarpnęła się, gdy Beatrice próbowała ją powstrzymać. — Chcesz zginąć? — Tak! — odpowiedziała szybko Bella, a jej twarz płonęła gniewem. — Nie znasz Dominica Thorne’a. Nie prowokuj jego gniewu! — Bella westchnęła głęboko, patrząc na Beatrice Halloway. — Kim on jest? Widziałam dzisiaj okrucieństwo – co on mógłby zrobić bardziej brutalnego niż Silas Mercer? — Beatrice Halloway westchnęła ciężko, po czym chwyciła Bellę za rękę. — Pewnego dnia się dowiesz. A teraz chodź ze mną. Za dużo gadasz! — Bella niechętnie poszła za Beatrice po zakończeniu swojej tyrady. Po powrocie do pokoju Bella położyła się na łóżku, wpatrując się w sufit i rozmyślając o swojej obecnej sytuacji. Dlaczego wciąż tu była? Czy nie mogła po prostu wyjść? Ale słowa Silasa Mercera niemal doprowadzały ją do szaleństwa. Czy to prawda, że ją namierzali? Czy groziłoby jej niebezpieczeństwo, gdyby opuściła rezydencję Thorne’a? Prawda była jednak taka, że w rezydencji też nic nie mogła zrobić, a o szczęściu nie było mowy. Gdzie mogłaby znaleźć szczęście, gdyby tu została? Bella zamknęła oczy i usiadła. Dźwięk pukania do drzwi sprawił, że spojrzała w ich stronę. — Proszę, otwarte! — weszła Elena Rossi, patrząc na Bellę z radosnym wyrazem twarzy. Kręconowłosa kobieta podbiegła do Belli. — Jesteś wolna? — Bella szybko skinęła głową. — W końcu! Ale wciąż tego wszystkiego nie rozumiem. — Elena Rossi usiadła naprzeciwko Belli zdezorientowana. — O co chodzi? Co cię tak dziwi? — Bella potarła podbródek w zamyśleniu. — Skąd wiedzieli, że tamten człowiek naprawdę zabił ogrodnika Dominica Thorne’a? — Elena Rossi wzruszyła ramionami, nie mając pojęcia. — Nie wiem. Wiem tylko, że Beatrice Halloway ma kilku podwładnych, którzy nas monitorują – powinnaś o tym wiedzieć. Beatrice nie siedzi bezczynnie. Może już wcześniej go podejrzewali. Zwłaszcza że zanim go złapali, ktoś rozpuścił plotki, że jesteś niewinna! — Bella zmarszczyła brwi, zaintrygowana. — Kto? Kto tak powiedział? Wiesz, kto to był? — Bella spojrzała z ciekawością. — Nie wiem, kto rozpuścił tę plotkę. Może to jakaś dobroduszna osoba, która przypadkiem coś wie. — Bella skinęła głową w zamyśleniu. — Ale jestem wdzięczna, bo dzięki tej osobie mogłam wyjść z tego przeklętego więzienia. — Elena Rossi energicznie przytaknęła. — Zamierzasz znowu pracować? — Bella powoli skinęła głową. — Tak, jak zwykle, ale tym razem będę bardziej ostrożna! — Elena Rossi przytaknęła z przekonaniem. — To prawda. Bądź ostrożna. Ostrzegałam cię, jest tu wielu ludzi noszących maski. Wydają się obojętni, ale wbiją ci nóż w plecy! — Bella ciężko wydusiła powietrze. — Czy mogę stąd odejść? — Elena Rossi zmarszczyła brwi, patrząc na Bellę. — Dlaczego? Chcesz iść? — Chcę żyć tak, jak wcześniej, a nie w ten sposób. Silas Mercer zrekompensował już szkody; mogę opuścić to miejsce! — To zależy od ciebie. Możesz o to zapytać Beatrice Halloway! — Naprawdę? Dobrze, zapytam ją później. Dziękuję, że jesteś moją lojalną przyjaciółką. — Elena Rossi uśmiechnęła się słodko. — Wierzę, że nie zrobiłabyś czegoś takiego. Jestem pewna, że jesteś niewinna! — Bella mocno przytuliła Elenę, uśmiechając się szczerze. Tej nocy, po kolacji, Bella zamierzała spotkać się z Beatrice Halloway, aby porozmawiać o swoim odejściu. Szła w stronę pokoju Beatrice, gdy z oddali zauważyła Scarlett LeClair idącą w stronę budynku Dominica Thorne’a w seksownej sukience. Bella zmarszczyła brwi, myśląc o śledzeniu Scarlett, by zobaczyć Dominica. Porzuciła plan spotkania z Beatrice i cicho podążyła za Scarlett z bezpiecznej odległości. Bella śledziła Scarlett, aż zorientowała się, że ta idzie nieznaną trasą. Okazało się, że to skrót prowadzący bezpośrednio do pokoju Dominica Thorne’a, strzeżony tylko przez jedną osobę przy wejściu. Bella jedynie odprowadziła Scarlett wzrokiem, bo sama nie mogła jeszcze wejść. Postanowiła zrobić to jutro. Musiała spotkać się z Dominikiem Thornem i poprosić go, by pozwolił jej opuścić rezydencję. Bella wróciła do pierwotnego planu i poszła do pokoju Beatrice Halloway. Zapukała, a Beatrice po chwili zaprosiła ją do środka. — O co chodzi? — Beatrice, ubrana już w koszulę nocną zamiast munduru, gestem zaprosiła Bellę. — Beatrice, przepraszam, że przeszkadzam. Chciałabym chwilę porozmawiać. — Beatrice skinęła głową i wskazała Belli miejsce do siedzenia. — O czym? Czy to coś ważnego? — Bella wzięła głęboki oddech. — Beatrice, chcę zrezygnować. Chcę opuścić tę posiadłość. Czy to dozwolone? — Beatrice spojrzała na Bellę poważnie, po czym westchnęła. — Co się stało? Pensja jest za niska? — Bella szybko machnęła rękami. — Nie, nie, to nie to. Po prostu chcę cieszyć się życiem i podróżować tak, jak kiedyś! — Beatrice skinęła głową ze zrozumieniem. — Czy nie rozmawiałaś już o tym z Silasem Mercerem? — Bella przytaknęła słabo. — Tak, rozmawiałam. Powiedział mi coś dziwnego i nie sądzę, żeby mówił poważnie! — Beatrice zmarszczyła brwi. — Jesteś pewna? Silas Mercer nigdy nie żartuje w błahych sprawach. — Bella szybko pokiwała głową. — Jestem pewna. Chcę stąd wyjechać. Czuję, że tu nie pasuję! — Beatrice pokiwała głową. — Dobrze, omówię to z Silasem Mercerem. — Bella zwiesiła głowę z rozpaczą. — Dlaczego czekać na decyzję Silasa? Dlaczego nie możesz zdecydować sama? — Beatrice spojrzała na nią surowo. — To nie jest moja posiadłość. Ostatnie słowo należy do Dominica Thorne’a! — Bella zacisnęła pięści, czując, że spotkanie z Dominikiem było rzeczywiście słuszną decyzją. Po rozmowie z Beatrice, Bella wracała do swojego pokoju. Zatrzymała się w korytarzu, wpatrując się w czyste nocne niebo. Jeśli musiała czekać na decyzję Silasa, on prawdopodobnie znowu przypomniałby jej swoje dziwne słowa. Bella szła ze spuszczoną głową, lekko kopiąc stopami, aż dźwięk obcasów sprawił, że podniosła wzrok. Zobaczyła zbliżające się Odette i Camille Montgomery. Bella nie chciała znowu zadawać się z tymi wariatkami. Natychmiast spuściła głowę, unikając konfrontacji z kochankami Dominica Thorne’a. Odette i Camille minęły ją, ale po kilku krokach Odette się zatrzymała, co zmusiło również Camille do zatrzymania się. — Co się stało? — Czekaj, chodź no tutaj. — Odette zawołała stojącą nieopodal służącą. Bella odwróciła się i ze spuszczoną głową podeszła do nich. — Chyba cię znam. — Odette uniosła podbródek Belli palcem, śmiejąc się drwiąco wraz z Camille. — O, to ty, ta bezwstydna kobieta? — Odette skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechnęła się kpiąco do Belli. Camille pchnęła Bellę w ramię, lekko ją odpychając. — Jakim cudem wyszłaś żywa z tego lochu? Naprawdę niesamowite. — Bella milczała, odmawiając odpowiedzi i nie pozwalając sobie na ponowne stanie się ofiarą. — Mowa ci odebrała? Czy od zamknięcia pod ziemią stałaś się niema? — Odette pchnęła głowę Belli, sprawiając, że ta cofnęła się o krok. Bella zamknęła oczy, zagryzając wargi z frustracji. Nie chodziło o to, że nie potrafiła oddać, ale musiała grać ostrożnie, tak jak radziła Elena Rossi. — Przepraszam! — Bella ukłoniła się im nisko. Odette i Camille zmarszczyły brwi, patrząc na nią. — Nie ma z tobą żadnej zabawy. Myślę, że Beatrice miała rację; nie stanowisz dla nas zagrożenia. Dobra, przeszłaś ten test. Wygląda na to, że dla Dominica Thorne’a jesteś naprawdę nikim. Tylko marnujemy czas. — Camille prychnęła na Bellę, po czym pociągnęła Odette i odeszły, zostawiając Bellę samą. Bella odetchnęła ciężko i posłała im wściekłe spojrzenie. — Ech, gdyby nie ich wpływy, nie bałabym się stawić czoła takim zdzirom! — mruknęła Bella, po czym kontynuowała drogę do pokoju. Miała nadzieję, że jutro przyniesie dobre wieści, na które liczyła.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 94

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

94 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

6. Dominic Thorne i Bella – Ciernie białej róży | Czytaj powieści online na beletrystyka