Ciernie białej róży

Ciernie białej róży

Autor: Katty&Cutie

3. Dominic Thorne i Bella
Autor: Katty&Cutie
15 cze 2026
Bella obudziła się ze snu, czując, że jej ciało jest całkowicie rozbite. Odwróciła się i zobaczyła, że znajduje się już we własnym pokoju. Była pod opieką medyczną i wyglądało na to, że musi leżeć w łóżku, by jej ciało się zregenerowało. Dźwięk otwieranych drzwi zasygnalizował, że do pokoju Belli weszła Elena Rossi. Dziewczyna wydawała się szczęśliwa, widząc, że Bella wybudziła się ze snu. — Obudziłaś się? — Bella pokiwała głową. — Chce mi się pić, daj mi trochę wody. — Bella poprosiła Elenę Rossi o wodę. Dziewczyna pomogła Belli napić się w pozycji leżącej. — Jak się czujesz? — Bella westchnęła ciężko. — Umieram! — Elena Rossi roześmiała się, słysząc to. — Masz szczęście, że cię nie skrzywdziły! — Bella spojrzała na Elenę Rossi w szoku. Nie skrzywdziły? Jak mogła tak mówić? Jej twarz była pełna zadrapań od pierścionka Scarlett LeClair, a połową twarzy uderzyła w podłogę, co spowodowało rany. Jej szyja była posiniaczona od sznura. — Poważnie, jestem wręcz ciężko ranna, spójrz. Czy muszę najpierw umrzeć, żebyś powiedziała, że to boli? — Elena Rossi zaśmiała się, słysząc to, po czym uśmiechnęła się do Belli. — Wiesz, przed tobą była tu dziewczyna, którą Dominic Thorne przywiózł z długiej podróży, gdy robił interesy. Ta kobieta była piękna, dobra, Dominic Thorne ją lubił, każdej nocy Dominic Thorne zostawał z nią. Scarlett LeClair, Camille Montgomery, Odie, wszystkie poszły w odstawkę. Pewnego dnia ta kobieta została znaleziona martwa w magazynie. Wiedziałyśmy, że winowajczynią musi być jedna z tych trzech kobiet, Dominic Thorne mógł je ukarać. Ale Dominic Thorne tego nie zrobił, ponieważ poprosiły Beatrice Halloway o pomoc! — Bella zmarszczyła brwi. — Beatrice Halloway? Dlaczego Beatrice Halloway? — Elena Rossi uśmiechnęła się. — Beatrice Halloway jest najstarszą służącą tutaj, Dominic Thorne ją szanuje. Dominic Thorne od małego nie miał matki, może zależy mu na Beatrice Halloway, bo brakuje mu figury matki! — Bella zamilkła; ona również nie miała matki w swoim życiu. — Naprawdę? Ale zaraz, chcę cię o coś zapytać. — O co? — Dlaczego mówią, że to szczęście, że przeżyłam spotkanie z Dominikiem Thorne'em, dlatego że weszłam do jego ogrodu? — Elena Rossi zdawała się zamyślić. — Jestem tu nową służącą, pracuję tu dopiero od roku, ale słyszałam, że każdy, kto odważy się wejść lub zbliżyć do tamtejszych roślin, zginie. Dominic Thorne nie lubi, gdy dotyka się jego rzeczy. Ten człowiek jest przerażający! — Czy kiedykolwiek widziałaś Dominica Thorne'a? — Elena Rossi delikatnie pokręciła głową. — Nie, nigdy go nie widziałam, to służący stąd mi o tym opowiedzieli. — Bella westchnęła głęboko. — To dlaczego myślisz, że jest straszny? Ja widzę, że to samotny człowiek! — Elena Rossi była zaskoczona słowami Belli. — Jak możesz tak mówić? — Bella zamilkła. — Nie wiem, ale tak właśnie czuję. — Widziałaś go? — Oczywiście, wczoraj się z nim kłóciłam! — Elena Rossi zakryła usta z szoku. — I co potem? — I co potem? Zażądałam, żeby zrekompensował mi wszystkie moje rzeczy! — powiedziała Bella z żarliwością, po czym skrzywiła się z bólu, ponieważ kącik jej ust był zraniony. — Jesteś szalona! Nie boisz się, że Dominic Thorne cię zabije? — Bella westchnęła w milczeniu. Bardziej bała się życia w biedzie pośród swojej samotności. — Nie, wolałabym umrzeć, niż żyć sama i w niedostatku! — Elena Rossi pokręciła głową, patrząc na Bellę. — Dobrze, zawołam Beatrice Halloway, żeby mogła obejrzeć twoje rany! — Czekaj. — Co? — Kto mnie tu przyniósł? — Elena Rossi westchnęła. — Służący, który zazwyczaj przynosi zapasy z magazynu. Zemdlałaś tam z twarzą zalaną krwią. — Bella skinęła głową ze zrozumieniem. — Nie zapytałaś, kto mi to zrobił? — Elena Rossi pokręciła głową. — Nie, bo już wiem. To były tamte kobiety, prawda? — Bella szybko przytaknęła. — Zgadza się, dlaczego wy wszyscy milczycie? — Elena Rossi westchnęła, patrząc na Bellę. — Więc co powinnyśmy zrobić? — Powinnaś zgłosić to na policję! — Elena Rossi roześmiała się na słowa Belli. — Jesteś szalona, każdy, kto tu umiera, kończy po prostu zakopany w ziemi. Nikt nie będzie cię szukał, ani nawet po tobie płakał. — Bella była zszokowana, słysząc to. — Czy ja dobrze słyszę, to jakieś szaleństwo? Jeśli tam umrę, po prostu mnie zakopiecie i o mnie zapomnicie? — Elena Rossi skinęła głową. — Tak, tak właśnie jest. — Bella nie mogła wydusić już ani słowa. — Mam nadzieję, że przetrwasz tu dłużej, lubię z tobą rozmawiać! — Bella patrzyła na Elenę Rossi z niedowierzaniem. Jak mogło istnieć takie miejsce, które znajdowało się poza zasięgiem prawa państwowego? — Czy Beatrice Halloway nie porozmawia z Silasem Mercerem albo Dominikiem Thorne'em? — Elena Rossi roześmiała się na te słowa. — Kim ty jesteś? Oni nie będą się tobą przejmować, Dominic Thorne nigdy nie przejmuje się życiem innych ludzi. Nawet gdy chodziło o Scarlett LeClair, Odie i Camille Montgomery. Nie obchodziło go to, każdy, kto zginie, zostanie pochowany i na tym koniec! — Bella naprawdę czuła, że oszaleje, jeśli to wszystko było prawdą. — Więc jak mam się odegrać na tamtych kobietach? — Elena Rossi wzruszyła ramionami. — One nie przestaną, nawet jeśli Beatrice Halloway je powstrzyma, to nie jest koniec, Isabello, będą to powtarzać, aż nie będziesz mogła tego znieść i wybierzesz śmierć! — Bella czuła, że jej życie tam było bezwartościowe. — Dlaczego Beatrice Halloway nie może pomóc? — One nie boją się Beatrice Halloway. — A więc? Kogo się boją? — Dominica Thorne'a, przestaną tylko wtedy, gdy Dominic Thorne z nimi porozmawia. — Bella westchnęła ciężko. Nigdy nie przypuszczała, że jeśli opuści Posiadłość, skończy martwa na zewnątrz z powodu wrogów Dominica Thorne'a. Ale umrze powoli również, jeśli zostanie w Posiadłości. — Dasz radę, jeśli zależy ci na bezpieczeństwie. Po prostu spełniaj wszystkie zachcianki tamtych kobiet. — Bella parsknęła na myśl o byciu posłuszną zachciankom tamtych kobiet. Poważnie, nigdy nie była nikomu posłuszna. Zwłaszcza komuś, kto naprawdę chciał zrobić z niej uległego psa. *** Kilka dni później Bella zaczęła dochodzić do siebie i rzuciła się w wir pracy. Beatrice Halloway pomogła jej znaleźć stanowisko i pracę, którą Bella mogłaby wykonywać. Bella skończyła jako służąca w pralni. Przydzielono jej pranie wszystkich rzeczy tamtych dziwnych kobiet oraz rzeczy Dominica Thorne'a. Mimo że cały sprzęt pralniczy, z którego korzystała, był nowoczesny, Bella wciąż musiała zajmować się obrzydliwymi ubraniami kochanek Dominica Thorne'a. Bella nie była sama; do pralni przydzielono trzy kobiety. Bella właśnie skończyła pracę i poczuła, że burczy jej w brzuchu. Ruszyła w stronę kuchni, by znaleźć Elenę Rossi lub Beatrice Halloway. Zazwyczaj Bella jadła w swoim pokoju, ponieważ wciąż była chora. Tym razem musiała znaleźć miejsce, gdzie mogłaby zdobyć jedzenie, by napełnić żołądek. Elena Rossi szła niedaleko miejsca, do którego zmierzała Bella. Bella szybko podbiegła truchtem za Eleną Rossi, która ją mijała. — Elena Rossi. — Elena Rossi odwróciła się, gdy Bella ją zawołała. Dziewczyna, wciąż z kilkoma bandażami na twarzy, uśmiechała się radośnie. — Bello, co się stało? — Elena Rossi, jestem taka głodna, gdzie znajdę jakieś jedzenie? — Elena Rossi uśmiechnęła się, chwyciła Bellę za rękę i poprowadziła w stronę kuchni. — Chodź, pokażę ci. — Bella szybko przytaknęła i szła z nią trzymając się za ręce. Bella jadła z zapałem, gdy podano jej różnorodne potrawy. — Czy tutaj codziennie mają tyle jedzenia? — Elena Rossi skinęła głową. — Tak, tutaj jest specjalny szef kuchni gotujący dla pana Dominica Thorne'a i drugi dla służby. — Bella przytaknęła, rozumiejąc. Mimo twarzy wciąż pokrytej bandażami na ranach, Bella nie czuła wstydu, nawet gdy od czasu do czasu spotykała tam męską służbę. — Znasz zasady panujące w Posiadłości? — Bella szybko pokiwała głową, przeżuwając. — Tak, Beatrice Halloway wszystko mi wyjaśniła. — Musisz tu uważać. Kiedy nie rozumiesz tutejszej sytuacji, może ci się wydawać, że każdy jest tu dobrym człowiekiem. — Bella przestała jeść i spojrzała na Elenę Rossi. — Są złymi ludźmi? — Elena Rossi pochyliła się i wyszeptała. — Niektórzy służący mają specjalne zadania, polegające na obserwowaniu. Czasem bywają tu szpiedzy z zewnątrz, szukający słabości Dominica Thorne'a! — Bella zamrugała oczami, brzmiało to przerażająco. — Kogo masz na myśli? Kim są ci szpiedzy? — Elena Rossi wzruszyła ramionami w niewiedzy. — Ja też nie wiem, ale musisz zawsze uważać, poruszając się po tej posiadłości, ponieważ każda praca jest obserwowana, może wydają się nie obchodzić, ale mogą cię zniszczyć! — wyszeptała Elena Rossi, sprawiając, że Bella rozejrzała się dookoła. — Dlaczego tu jest tak strasznie! — Elena Rossi uśmiechnęła się. — Tak, jest strasznie, ale praca tutaj dobrze płaci. Pracuję tu jako służąca, ale na zewnątrz mogę żyć swobodnie! — Bella patrzyła na Elenę Rossi z niedowierzaniem, ale Elena Rossi uśmiechała się i potakiwała, słuchając. Beatrice Halloway nie wyjaśniła, jaką pensję otrzyma Bella, ale Bella wierzyła słowom Eleny Rossi, że będzie miała dużo pieniędzy, jeśli tam zostanie. *** Bella była bardzo najedzona i śpiąca po skończeniu swojej pracy. Ruszyła w stronę swojego pokoju i rozstała się z Elenę Rossi. Szła, kiwając głową ze zmęczenia. Bella była piękną dziewczyną, wysoką i smukłą. Jej skóra nie była zbyt blada, włosy były długie i czarne, a rzęsy trzepotały. Kształt jej ciała był proporcjonalny, i pięknie się rozwinęła we wszystkich odpowiednich krągłościach. Była prawie idealna, ale Bella nie zdawała sobie z tego sprawy. Dziewczyna, ubierająca się skromnie, ukrywała piękno, które posiadała. Bella szła zmęczonym krokiem, a gdy podniosła głowę, zobaczyła kogoś szybko wchodzącego do magazynu na końcu korytarza, poruszającego się podejrzanie. Bella zmarszczyła brwi, jako że magazyn znajdował się w innym korytarzu niż jej pokój. Bella musiałaby skręcić, gdyby chciała wrócić do swojego pokoju. Ale ta osoba szła prosto, śpiesząc się, i zniknęła z jej pola widzenia. Bella nabrała podejrzeń i podążyła za szybkimi krokami mężczyzny, tak jakby coś ukrywał. Dziewczyna szła w stronę magazynu i zatrzymała się przed magazynem na żywność. Bella wahała się, czy wejść do środka; przycisnęła ucho do drzwi, ale nic nie usłyszała. Bella zebrała się na odwagę i weszła do środka, otwierając niezamknięte drzwi magazynu. Bella postąpiła krok, idąc głębiej, usłyszała czyjeś stękanie i przyspieszyła kroku, dopóki nie znalazła mężczyzny, którego widziała wcześniej, już wiszącego pod sufitem i szarpiącego się w próbie odwiązania sznura wokół własnej szyi. — Aaaaaaaa! — krzyknęła Bella, wpatrując się w mężczyznę prężącego ciało, próbującego złapać oddech, ale duszącego się od sznura. Bella wpadła w panikę i podeszła do liny, która go krępowała, a która była przywiązana do niewielkiego słupa. Szybko chwyciła linę, próbując pomóc mężczyźnie, by nie umarł. Gdy Bella próbowała rozwiązać węzeł na słupie, weszło dwóch służących, niosących kosze na jedzenie. Zamarli z przerażenia widząc Bellę, która sprawiała wrażenie, jakby próbowała zabić wiszącego tam mężczyznę. — Aaaaaaa! — krzyknęli widząc, jak Bella ciągnie linę. — Szybko, pomóżcie mi! — krzyczała Bella, mocując się z grubym sznurem i trudnym węzłem. — Co ty robisz? Zabijasz go? — Zapytał jeden ze służących, zatrzymując ruch Belli i wpatrując się w martwego mężczyznę, którego oczy wciąż były otwarte. Bella była oszołomiona i spojrzała na dwóch służących. — Nie! Ja nie... — Bella zamarła. Była zszokowana wszystkim, co zrobiła. — Zabiłaś go? — Nie! — Szybko, zameldujcie Beatrice Halloway! — powiedział jeden ze służących, po czym drugi wybiegł z magazynu. — Nie zabiłam go, próbowałam pomóc mu uwolnić się ze sznura! — Nie podchodź! Zostań tam. — Bella zatrzymała się, próbując podejść do służącego. — Ale ja go nie zabiłam, uwierz mi! — Bella wyglądała na spanikowaną, wpatrując się w mężczyznę, po czym zamilkła, ocierając twarz. Opadła na ziemię, wpatrując się w martwego mężczyznę wiszącego w magazynie. Przybyła Beatrice Halloway, a za nią kilku męskich służących. Beatrice Halloway podeszła do Belli, wpatrując się w wiszącego tam martwego mężczyznę. — Co ty robisz? — Bella spojrzała na Beatrice Halloway z wyrazem zdezorientowania na twarzy. Bella odwróciła się i zobaczyła, że do magazynu wchodzi Elena Rossi, wpatrując się w Bellę oczami, z których nic nie dało się wyczytać. — Beatrice Halloway, ja tego nie zrobiłam? — Beatrice Halloway milczała, nie mogąc wydusić słowa, gdy patrzyła na młodego mężczyznę wiszącego na sznurze. — Jak do tego doszło? — Beatrice Halloway, śledziłam go, gdy zobaczyłam, że idzie podejrzanie w kierunku magazynu. Szłam powoli, patrząc, jak tu wchodzi. Ale kiedy weszłam do środka, on już tam wisiał! — Ona kłamie! — służący, który przybył wcześniej, przerwał słowa Belli. — Widziałem, jak ciągnęła sznur, żeby go zabić. — Elena Rossi zamknęła usta, usłyszawszy to. — Beatrice Halloway, to nieporozumienie, próbowałam odwiązać linę, żeby go uratować, ale byłam za późno, weszli i zobaczyli, jak to robię! — Beatrice Halloway milczała, zamykając oczy w zdezorientowaniu. — Proszę, porozmawiaj z Silasem Mercerem, powiedz mu, żeby przyszedł i się ze mną spotkał! — mężczyzna stojący obok Beatrice Halloway przytaknął i odszedł od nich. Beatrice Halloway wpatrywała się w Bellę, po czym podeszła, by przyjrzeć się magazynowi. — Szybko, zdejmijcie go! — rozkazała Beatrice Halloway drugiemu męskiemu służącemu. Beatrice Halloway odeszła z magazynu, po czym spojrzała na Bellę stojącą w drzwiach. — Zabierzcie ją do mojego pokoju! — Beatrice Halloway poleciła Elenie Rossi i pozostałym służącym, by zabrali Bellę ze sobą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 94

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

94 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki