Pierwszy Rozdział
Elea zbliżyła się do swojego samochodu, idąc w jego kierunku, gotowa, by do niego wsiąść. Właśnie gdy go otwierała, ktoś szybko się poruszył, wepchnął ją do środka.
– Hej, co robisz? – Elea odwróciła się, piorunując wzrokiem mężczyznę o uderzająco błękitnych oczach, który wpatrywał się w nią ostro.
– Wsiadaj!
Elea stawiała opór, ale mężczyzna popchnął ją z siłą, powodując, że wpadła do samochodu. Próbowała go wypchnąć, ale była zbyt wolna. Mężczyzna już wsunął się na miejsce kierowcy i szybko uruchomił silnik.
– Wynoś się z mojego samochodu! – krzyknęła Elea, próbując go odepchnąć.
– Aaaarrrgh! – wrzasnęła, gdy zauważyła, że jej ręka jest pokryta krwią po dotknięciu zranionego ramienia mężczyzny.
– Do cholery, wynoś się! – Elea próbowała powstrzymać mężczyznę przed odjechaniem jej samochodem. Mężczyzna, Edward, spojrzał na nią sfrustrowany i odepchnął ją na bok.
– Nie mam czasu! – warknął, a tuż za samochodem rozległy się strzały.
Bang! Bang! Bang!
Łubudu!
Elea zatkała uszy, patrząc, jak pęka lusterko wsteczne. Spojrzała na Edwarda z wściekłością.
– Ty szalony maniak, zrujnowałeś mi samochód! – krzyknęła wściekle.
– Dziewczyno, nie mam czasu na tę kłótnię! – Edward wcisnął pedał gazu, pędząc przez miasto. Nagły ruch sprawił, że Elea poleciała do przodu.
– Ała! – jęknęła, chwytając się za głowę po uderzeniu w deskę rozdzielczą. Zanim zdążyła złapać oddech, brutalna jazda Edwarda znowu rzuciła ją na bok. Kule trafiły w tylną szybę jej samochodu.
– Aaaarrrgh! Przestań niszczyć mój samochód, ty idioto! Powiedz im, żeby przestali strzelać! – krzyczała obok Edwarda.
– Zapnij pasy, jeśli chcesz przeżyć! – rozkazał Edward. Elea szybko szukała swojego pasa bezpieczeństwa, podczas gdy mężczyzna obok niej opuścił szybę i oddał strzały w kierunku ścigającego ich pojazdu. Jego strzały chybiły. Ścigający samochód dogonił ich, taranując jej auto. Dźwięk skrobania metalu i widok iskier sprawiły, że Elea zatkała uszy, przeklinając w duchu Edwarda za zrujnowanie jej samochodu.
Wrrrrum! Wrrrrum!
Pisk!
Bang! Bang! Bang!
– Gdzie masz telefon? – krzyknął Edward, stabilizując się przed ruchem.
– Co? – Elea spojrzała na jego wyciągniętą rękę zdezorientowana.
– Twój telefon!
Elea przeszukała swoją torbę, szybko mu go podając. Używając jednej ręki, Edward krótko zadzwonił, po czym się rozłączył.
Z boku Elea zobaczyła, jak wróg Edwarda celuje bronią. Edward szybko ją złapał i pociągnął w dół, gdy doszło do wymiany strzałów.
– Na Matkę Boską Częstochowską, zabiję cię! Zniszczyłeś wszystko, co mam, i prawie mnie zabiłeś! – krzyknęła Elea wściekle.
Ich pozycja została osaczona, gdy otoczyło ich kilka samochodów. Jasne światła z tyłu oświetliły ich pojazd. Elea odwróciła się, widząc helikopter podążający za nimi.
– O Boże, to jest szalone. Jeszcze chcę żyć! – wymamrotała, zatkając uszy i przygotowując się na najgorsze. Helikopter nie strzelał do nich, ale do ścigających ich samochodów. Elea patrzyła z niedowierzaniem, jak Edward odjeżdża, zostawiając za sobą chaos.
– Nie pozwolę ci odejść, dopóki nie wymienisz mojego samochodu! – Elea wycelowała palcem w jego twarz. Edward uśmiechnął się szyderczo, lekko unosząc kąciki ust, drwiąc z jej wściekłości.
– Jesteś głucha? Kupiłam ten samochód miesiąc temu za roczną pensję. Zabiję cię, jeśli spróbujesz od tego uciec!
– Jestem absolutnie przerażony – odpowiedział Edward sarkastycznie, skupiając się na drodze i zostawiając za sobą pozostałe samochody wroga.
– Ty draniu! – syknęła Elea.
Edward w końcu zatrzymał samochód w bezpiecznej odległości od ścigających ich i szybko wysiadł. Elea poszła za nim, wciąż wściekła.
– Dokąd idziesz?
– Kupić samochód – powiedział Edward nonszalancko, odchodząc.
– Myślisz, że to żart? – krzyknęła Elea, stojąc przy drzwiach samochodu. Edward zignorował ją, oglądając ranę postrzałową na ramieniu, czekając na przybycie Gerry’ego.
Odwrócił się, by spojrzeć na Eleę, która wciąż krzyczała. – Ty… – Jego słowa ucichły, gdy zauważył samochód zatrzymujący się za Eleą.
Edward pobiegł w jej kierunku, ale z samochodu wysiadł mężczyzna i wycelował w nich pistolet.
Bang! Bang!
Edward uniknął kul, ale Elea została trafiona w brzuch. Upadła obok samochodu, gdy Edward przykucnął za nim, bez amunicji.
W oddali rozległa się eksplozja samochodu.
Bum!
Gerry przybył helikopterem, niszcząc pojazd wroga i ratując Edwarda. Gerry zszedł na dół, pomagając Edwardowi wstać, zanim podeszli do Elei, która leżała na ziemi, a z jej rany sączyła się krew.
Gerry spojrzał na dziewczynę, ledwo przytomną, i zapytał Edwarda: – Kim ona jest?
Edward przykucnął obok Elei, której oddech był płytki. – Zabierz ją z nami – rozkazał, wsiadając do helikoptera. Gerry zawahał się, ale poszedł za nim, wnosząc nieprzytomną Eleę na pokład.
***
– Tato! – Elea obudziła się z nagłym szarpnięciem, serce jej waliło. To był koszmar, ten sam, który nawiedzał ją od lat: jej ojciec leżący na podłodze, krew wylewająca się z jego głowy.
Potarła twarz, skanując nieznany pokój. Jej ręka musnęła linię kroplówki przymocowaną do jej ramienia.
Drzwi zaskrzypiały i weszła kobieta z przyborami do sprzątania.
– Obudziłaś się! Zawołam do ciebie Esme – powiedziała kobieta uprzejmie.
Zdezorientowana Elea zmarszczyła brwi. Kim była Esme? Gdzie ona była? Chwilę później weszła starsza kobieta, zbliżając się do Elei.
– Wezwałam lekarza. Bądź cierpliwa – powiedziała Esme ciepło, ale pytania Elei zaczęły się mnożyć.
– Gdzie jestem?
– Jesteś w rezydencji pana Edwarda – wyjaśniła Esme.
Edward. To imię wywołało w Elei dreszcz rozpoznania, ale reszta jej pytań pozostała bez odpowiedzi.
– Kim jest Edward? Nie znam go. Dlaczego tu jestem? – Esme uśmiechnęła się, gdy do pokoju wszedł lekarz. Elea milczała, czekając, aż lekarz ją zbada. Po wyjściu lekarza Esme została w pokoju. Weszły trzy piękne kobiety, wprawiając Eleę w jeszcze większe zakłopotanie co do tego, gdzie jest i dlaczego nie pamięta, co jej się stało.
– Esme, jak ona się czuje? – Esme odwróciła się, by spojrzeć na Carroline, blondynkę zbliżającą się do niej.
– Wciąż jest w trakcie leczenia. Trzymajcie się od niej z daleka. – Elea obserwowała trzy kobiety – jedną blondynkę i dwie brunetki – każda o nieskazitelnych rysach. Elea nie mogła zrozumieć, gdzie jest.
– Dlaczego tu jestem? Kim jesteście? – Młoda brunetka zbliżyła się do Elei.
– Jesteś kochanką Edwarda?
– Dena, już ci mówiłam, żeby jej nie przeszkadzać! – Carroline również zbliżyła się do Elei.
– Esme, chcemy ją tylko poznać!
– Gerry powiedział, że ona jest tylko zwykłą służącą. Dlaczego wszystkie jesteście takie podejrzliwe? Nikt was nie zastąpi!
– Przyszła z Edwardem, Esme. Nie możemy po prostu milczeć! – Esme westchnęła, patrząc na trzy kobiety, które były związane z Edwardem.
– Wynoście się. Ona musi odpocząć. – Jedna z kobiet po prostu wpatrywała się w Eleę badawczym wzrokiem. Elei to się nie podobało. Trzy kobiety wyszły, a za nimi Esme.
– Esme! – zawołała Elea do Esme, gdy starsza kobieta miała już wyjść. Esme znowu do niej podeszła.
– Co się stało?
– Dlaczego tu jestem? Chcę iść do domu!
– Porozmawiam z Gerrym. – Elea westchnęła, zastanawiając się, dlaczego ci ludzie są tacy dziwni.
– Gdzie są moje rzeczy?
– Przyniosę ci je! – Elea była niezadowolona z odpowiedzi Esme.
– Na razie odpocznij. Służąca przyniesie ci jedzenie wkrótce. – Elea milczała, kładąc się z powrotem i czekając, aż ktoś przyniesie jej rzeczy.
Esme miała rację – służąca o imieniu Maria przyszła z jej jedzeniem. Od Marii Elea przypomniała sobie, że została postrzelona przez nieznanego mężczyznę, który ją wtedy przyprowadził. Maria poinformowała również Eleę, że była w śpiączce przez tydzień. Po przebudzeniu Elea szybko doszła do siebie, ale nudziła się, przebywając w swoim pokoju. Chociaż mogła już chodzić, nie spotkała jeszcze Edwarda ani Gerry’ego, o których wspomniała Esme. Wciąż nie pozwalano jej wyjść.
– Mario. – Maria weszła do pokoju Elei, ponieważ te dwie zbliżyły się do siebie, odkąd Maria często pomagała sprzątać jej pokój. Maria była przyjazną służącą, która tam pracowała.
– Elea, właśnie widziałam, jak pan Edward wrócił. – Elea spojrzała na Marię podekscytowana.
– Naprawdę? Czy mogę go zobaczyć? – Maria zawahała się.
– Nie sądzę, żebyś mogła!
– Co? Dlaczego nie? – Maria westchnęła, patrząc na Eleę.
– Wiesz, nie jest łatwo spotkać pana Edwarda, nawet dla nas, którzy pracujemy w rezydencji. Dlaczego chcesz go spotkać?
– Oczywiście, chcę go poprosić, żeby mnie wypuścił i zrekompensował mi straty!
– Jakie straty?
– Zniszczył mój samochód i prawie zginęłam przez niego! – Maria westchnęła na słowa Elei.
– Wiesz, w takiej sprawie nie musisz spotykać się z panem Edwardem. Porozmawiaj po prostu z Gerrym. – Elea zmarszczyła brwi na sugestię Marii.
– Wiem. Esme powiedziała to samo. Ale kim jest Gerry? Gdzie mogę go spotkać?
– Jest prawą ręką pana Edwarda. Zajmuje się wszystkimi problemami. Nie było ich w pobliżu, ale teraz wrócili. Porozmawiaj po prostu z Esme – ona porozmawia z Gerrym za ciebie! – Elea westchnęła, zastanawiając się, dlaczego tak trudno spotkać Edwarda. Czy był jakimś bogiem? Wszyscy wydawali się go tak bardzo szanować.
– Kim jest pan Edward? – Maria spojrzała na Eleę dziwnie.
– Nie znasz go?
– Nie. Kim on jest? Czy jest bogiem? Dlaczego wszyscy go tak szanujecie? – Maria uśmiechnęła się na pytania Elei.
– Pan Edward jest bogatym człowiekiem. Posiada kilka dużych firm w tym kraju i za granicą. Nie martw się – nie ucieknie od zrekompensowania ci. To niemożliwe! – Elea skinęła głową ze zrozumieniem.
– Czy mogę porozmawiać z Gerrym dzisiaj? – Maria wydawała się myśleć.
– Pomogę ci. Porozmawiam z Esme! – Elea skinęła głową, uśmiechając się.
Po rozmowie z Marią i czekaniu w swoim pokoju Elea znudziła się, ponieważ Maria nie wróciła. Wyszła ze swojego pokoju i powędrowała, szukając Gerry’ego. Była przekonana, że to mężczyzna, którego spotkała z Edwardem przed omdleniem. Jej wspomnienie o nim było słabe, ale wciąż obecne. Elea zatrzymała się, gdy napotkała jedną z pięknych kobiet, które wcześniej weszły do jej pokoju. To była kobieta, która po prostu wpatrywała się w nią oceniającym wzrokiem.
– Zgubiłaś się? – Elea zatrzymała się tuż przed kobietą.
– Chcę spotkać Gerry’ego! – Kobieta uśmiechnęła się do Elei.
– Mogę ci pomóc znaleźć Gerry’ego! – Elea uśmiechnęła się radośnie. Z wahającym się spojrzeniem zebrała się na odwagę, by poprosić o pomoc.
– Naprawdę?
– Tak. Jak mogę ci pomóc? – Elea szybko skinęła głową.
– Tak, gdzie mogę go znaleźć? – Kobieta uśmiechnęła się uroczo.
– Musisz po prostu przejść tam i wejść do tego budynku! – Kobieta wskazała na budynek oddalony od miejsca, w którym stały. Elea zrozumiała i uśmiechnęła się.
– Czy Gerry tam jest? – Kobieta skinęła głową, uśmiechając się. Elea była zachwycona.
– Dziękuję ci. Och, jestem Elea! – Elea wyciągnęła rękę, którą kobieta ciepło przyjęła.
– Róża! (Rose) – Elea skinęła głową, zachwycona odpowiedzią Róży.
– Dobrze, Różo, jestem bardzo wdzięczna za twoją pomoc! – Róża uśmiechnęła się i skinęła głową.
Elea poszła w kierunku budynku wskazanego przez Różę. Dotarła do budynku i podeszła do drzwi łączących. Elea nie mogła zrozumieć, dlaczego rezydencja jest tak rozległa. Weszła na dziedziniec i została powitana przez ogród z białymi posągami koni zwróconymi do siebie, fontanną i basenem. Ogród otoczony był białymi różami, które zapierały dech w piersiach. Elea była zdumiona obfitością kwitnących tam białych róż. Podeszła do ogrodu i dotknęła białych róż. Schyliła się, by powąchać pączkującą różę, na chwilę zapominając o celu swojej obecności – znalezieniu Gerry’ego. Spoglądając wstecz, Elea zdała sobie sprawę, że zabłądziła za daleko. Ta część rezydencji wydawała się oddzielona od obszaru, w którym przebywała z Marią i innymi służącymi. W jej umysł zaczęły wkradać się wątpliwości co do pomocy Róży.
Kiedy Elea się odwróciła, przestraszyła się, widząc kogoś tam stojącego, wpatrującego się w nią chłodno.
– Trzymaj swoje brudne ręce z dala od moich róż! – Elea zmarszczyła brwi, patrząc na swoją rękę, zanim zadrwiła z Edwarda.






