Perspektywa Roxanne
„Idź do domu, w tym tygodniu zrobiłaś zdecydowanie za dużo nadgodzin. Połóż się wcześnie i zrób wczesną niespodziankę temu swojemu chłopakowi”. Mój szef niemal wypchnął mnie za drzwi, a na jego twarzy malował się szelmowski uśmiech.
„Dobra, dobra, już idę. Idę”. Wsiadłam na motocykl i odpaliłam silnik. To miała być wspaniała noc.
Mój chłopak miał dzisiaj urodziny, a jako wyjątkowy prezent zamierzałam podarować mu moją kartę cnoty. Kupiłam nową bieliznę, czarną, koronkową i prześwitującą, oraz ogoliłam wzgórek łonowy, zostawiając jedynie pasek przypominający strzałkę wskazującą w dół, prosto na moje krocze.
Byłam gotowa oddać mu wszystko: mój pierwszy raz, moje serce, pójść na całość. Czułam, że jestem gotowa.
Wjechałam na podjazd i zobaczyłam samochody mojej siostry i mojego chłopaka. Nie miałam pojęcia, że siostra wraca dziś do domu. Wciąż była na ostatnim roku studiów, chociaż słyszałam, że nie radzi sobie najlepiej. Biedna złota dziewczyna nie sprostała oczekiwaniom; nie żebym się tym martwiła.
Mój, teraz już były, chłopak pojawił się trzy godziny za wcześnie; mieliśmy dziś gdzieś wyjść, ale dopiero za kilka godzin.
Co on tu robił o tej porze?
Wchodząc tylnymi drzwiami, usłyszałam głosy i ruszyłam w ich kierunku; dochodziły z gabinetu taty, a drzwi były lekko uchylone. Podeszłam bezszelestnie i zatrzymałam się na zewnątrz, by posłuchać, jakie to znowu mają przed sobą tajemnice. Od czasu do czasu tak robili, gdy planowali coś, w co nie chcieli mnie angażować, ale byłam zdezorientowana, dlaczego włączono w to mojego chłopaka i siostrę.
„Nigdy nie planowaliśmy, że to się wydarzy” – odpowiedziała cicho moja siostra, jakby była jakąś ofiarą. Była w tym ekspertką i powinna zostać aktorką, bo do tej pory zdobyłaby już kilka Oscarów.
„Kiedy?” – zapytał tata, a ja czekałam w korytarzu, żeby dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.
„W Boże Narodzenie. Wypiliśmy za dużo twojego specjalnego ajerkoniaku i zrobiło się gorąco. Przyjęcie było już mniej więcej zakończone; prezenty rozdane, jedzenie zjedzone. Wszyscy kręciliśmy się w pobliżu, rozmawiając, kiedy Tessa powiedziała coś, już nie pamiętam co – ale poszliśmy na górę, żeby kontynuować rozmowę, i wylądowaliśmy w pokoju Roxanne. Zaczęliśmy tylko od rozmowy, ale zanim się zorientowałem, całowaliśmy się, atmosfera zgęstniała i skończyliśmy w jej łóżku, tak jak mówiłem. Byłem tak zagubiony w tamtej chwili, że zapomniałem użyć prezerwatywy. Kiedy zeszliśmy na dół, nikt nie zauważył naszej nieobecności, więc udawaliśmy, że to się nigdy nie wydarzyło” – wyrzucił z siebie na jednym tchu mój chłopak, a moje serce po prostu runęło na podłogę. Powoli docierało do mnie, że moja siostra i mój chłopak pieprzyli się w moim łóżku w święta.
W MOIM ŁÓŻKU.
Spałam w tym łóżku, z jego spermą na mojej pościeli.
Na tę myśl nagle zrobiło mi się niedobrze. Jak mogli mi to zrobić?
Zabrała mi kolejnego chłopaka. Znowu.
Ale on był tak samo winny; zgaduję, że nasz związek nie był jeszcze aż tak silny. A przynajmniej nie z jego strony. Udawał dalej, całował mnie i zabierał na randki, jakby to wszystko w ogóle nie miało miejsca.
Co za palant.
Teraz czuję się oszukana, brudna, zawstydzona i wściekła jednocześnie. A co, gdyby nie zaszła w ciążę, a ja w końcu wyszłabym za tego zdradzieckiego gnoja? Czy jej prezentem ślubnym byłoby powiedzenie mi, że spała z nim pierwsza? Byłaby w stanie zrobić coś takiego. Zrobiła to już wcześniej z moimi chłopakami i przypuszczam, że ten był tak samo podatny na jej zaloty, jak poprzedni.
„Dał mi najlepszy prezent świąteczny na świecie!” – zapiała z zachwytu moja siostra. Wyobraziłam sobie, jak czule dotyka swojego brzucha, a jej oczy lśnią.
„To wspaniałe wieści. Pragnęłam wnuków, a ostatnim wnukiem, jakiego bym się spodziewała, byłby ten od ciebie; nigdy nie potrafiłaś utrzymać związku na dłużej” – powiedziała mama, a w jej głosie brzmiała ekscytacja.
„Co teraz?” – zapytała moja siostra, wciąż odgrywając niewinną ofiarę.
„Weźmiemy ślub?” – zasugerował mój obecny ekschłopak, chociaż zabrzmiało to raczej jak pytanie, jakby wciąż z trudem podejmował tę decyzję.
„A co z Roxanne?” – zapytała siostra, jakbym była niedogodnością, którą należało się zająć. Dopiero teraz o mnie pomyśleli, ale nie brzmiało to jak szczera troska.
„Co z nią? Tu chodzi o moje pierwsze wnuczę, a jego lub jej dobro jest najważniejsze. Będzie musiała z tym żyć” – warknęła mama, obnażając to słynne faworyzowanie, ponieważ zawsze brała stronę mojej siostry we wszystkim, nawet gdy ta nie miała racji. Nigdy mnie nie wspierali.
„Technicznie rzecz biorąc, jestem jej chłopakiem”. Zaczął coś mówić, ale mu przerwano.
„Już nie. Porozmawiam z właścicielem tutejszego pubu o wynajęciu ogródka i w tę sobotę wyprawimy przyjęcie zaręczynowe. Załatwmy to, zanim zaczniesz mieć widoczny brzuch, a Roxanne okaże swoje wsparcie” – dobiegł mnie głos taty, brzmiący bardzo stanowczo. Nie miałam w tej kwestii nic do powiedzenia. Nie żebym chciała nadal być dziewczyną kogoś, kto właśnie udowodnił, że nie jest typem faceta, jakiego szukałam.
„Będzie musiała się wyprowadzić. Potrzebuję jej pokoju na dziecięcy. Wolałabym też, żeby nie pojawiła się na przyjęciu zaręczynowym. A co, jeśli przyjdą ci, którzy wiedzą, że to Roxanne była jego prawdziwą dziewczyną? Będą oczekiwać, że to z nią się zaręcza?”. Tak, oto i ono. Moja matka, próbująca odzyskać godność i zachować twarz, jednocześnie z radością przekręcająca nóż w ranie, by zadowolić swoją ulubienicę,
Nie mogłam tego dłużej znieść. Byłam już wystarczająco zdruzgotana, a dalsze słuchanie, jak popierają tę miłość dla zdrajcy, zżerało mnie od środka. Nie chciałam płakać na ich oczach; łzy były mieszanką gniewu i bólu.
Pchnęłam drzwi, objawiając im swoją obecność.
Wszystkie twarze zwróciły się w moją stronę.
„Zrozummy się dobrze. Zabrałaś mojego chłopaka do MOJEGO łóżka, pieprzyłaś się z nim, zostawiając swój bałagan w mojej pościeli, w ramach jakiegoś pokręconego prezentu świątecznego dla mnie. Zapewne poprawiło ci to humor, myśląc, że śpię w waszym syfie. Teraz chcecie mojej sypialni dla tego bękarta, którego spłodziliście, a ja mam zostać po prostu wyrzucona za drzwi? Jak wczorajsze śmieci?” – zapytałam, żeby upewnić się, że dobrze zrozumiałam, że całej rodzinie pasuje odstawienie mnie na boczny tor.
„Dokładnie. Biorę twojego chłopaka, twoją sypialnię, a ty, moja droga siostro, musisz się wyprowadzić”. Moja siostra brzmiała, jakby wygrała na loterii. Jej twarz promieniała triumfem.
„Dla mnie w porządku”. Zszokowany wyraz ich twarzy rozśmieszyłby mnie, gdybym nie była tak zdrętwiała od środka. Poszłam do swojego pokoju i spakowałam to, co zdołałam wcisnąć do torby sportowej. Po resztę wrócę później, kiedy będę wiedziała, że nikogo tu nie ma. Nie chciałam ryzykować, że wybuchnę przy nich.
Moje serce pękało, nie dlatego, że straciłam chłopaka, nie dlatego, że oszczędzałam się dla tego palanta aż do JEGO urodzin, ale dlatego, że oboje rodzice popierali tę oburzającą decyzję. Dla nich była to najlepsza wiadomość, jaką usłyszeli od dawna, i powód, by ostatecznie i w spektakularny sposób się mnie pozbyć.
Zeszłam po schodach i posłałam im mordercze spojrzenie.
„Kiedy znajdę miejsce do zatrzymania się, wrócę po resztę” – warknęłam w ich stronę z mieszaniną żalu, gniewu i rezygnacji. Nigdy nie pasowałam do tej rodziny. Byłam czarną owcą, więc może powinnam po prostu nią zostać. Zawsze miałam najlepsze oceny, zdobywałam nagrody, robiłam, co mogłam, ale chociaż byłam pierwsza, dla nich zawsze byłam ostatnia.
Dom mojej najlepszej przyjaciółki był jedynym miejscem, o którym pomyślałam; to musiało być rozwiązanie tymczasowe. Chloe nie będzie miała z tym problemu i pozwoli mi spać na swojej kanapie, dopóki nie znajdę nowego mieszkania. Wsiadłam na motocykl i pojechałam do jedynego azylu, jaki miałam przez te wszystkie lata.
Chloe przyjęła mnie do siebie, tak jak wiedziałam, że to zrobi. Razem urządziłyśmy sobie wieczór użalania się nad sobą, wspomagany piwem i lodami o smaku krówki z wanilią. Nazwałyśmy moją rodzinę i byłego dość interesującymi epitetami; niektórych z nich nigdy wcześniej nie słyszałam, ale brzmiały wybornie. Im bardziej byłam pijana, tym wymyślniejsze stawały się te wyzwiska.
Następnego ranka, po przebudzeniu na kanapie u Chloe i przypomnieniu sobie wczorajszego dnia, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Wzięłam się w garść, wzięłam szybki prysznic i wyszłam do pracy. Była ósma rano, a Chloe wciąż spała, gdy wychodziłam. Dla niektórych to może w porządku, ale mój dzień w pracy miał trwać dziesięć godzin, a ja już byłam spóźniona.
„Jesteś spóźniona, noc musiała pójść lepiej, niż planowałaś” – stwierdził jowialnie Dave. Wiedzieli, co planowałam zeszłego wieczoru. Pozostali zachichotali razem z Dave'em. Wymamrotałam pod nosem jakieś niezrozumiałe gówno i wzięłam się do pracy.
Pod koniec dnia Dave wciągnął mnie do swojego biura.
„Dobra, wykrztuś to z siebie. Chłopaki przez cały dzień chodzili wokół ciebie na paluszkach. Co się stało? Odrzucił twoje zaloty?” – zapytał. Złożył dłoń na moim ramieniu, zatrzymując mnie w miejscu, i spojrzał w moje oczy z troską. Był dla mnie niczym ojcowski autorytet, lepszy niż mój tata kiedykolwiek.
Więc powiedziała mu, co się stało, gdy wróciłam do domu i gdzie spędziłam noc, dodając, że teraz szukam jakiegoś kąta do zatrzymania się. Byłam z siebie dumna; nie płakałam, nie marudziłam, nie okazałam absolutnie żadnych emocji – po prostu opisałam swoje kłopoty zimnymi, wypranymi z uczuć słowami. Jasno i zwięźle.
Powiedział, że nie pisnie ani słowa w warsztacie, ale porozmawia z prezesem. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale nie byłam w odpowiednim nastroju, by to kwestionować.