**Z perspektywy Rocco**
Wpadłem w panikę, nie ma innego słowa na to, co poczułem, patrząc, jak Roxanne zakłada kurtkę i sięga po kask. To było dla mnie obce uczucie; rzadko panikowałem. To było bardziej w stylu mojego brata niż moim.
– Nie idź – spróbowałem ponownie, tym razem głośniej.
Roxanne odwróciła się, by na mnie spojrzeć, przechylając głowę, gdy mi się przyglądała.
– Powinnam upewnić się, że moja przyjaciółka bezpiecznie dotrze do domu – zaoponowała. Moja Rox była dobrą kobietą – troskliwą, liczącą się z innymi. Jak jej rodzina mogła wyrzucić taką kobietę z domu?
– Dadzą sobie radę. Co mogłabyś zrobić, jadąc za nimi? I tak nie powstrzymałabyś tego, co ma się wydarzyć. – Wszystko to brzmiało sensownie, ale jej zmarszczone brwi mówiły co innego. Milczałem, gdy odwróciła się i pomachała przyjaciółkom, które właśnie przejeżdżały. Jedna z nich krzyknęła przez okno, żeby nie robiła niczego, czego ona by nie zrobiła. Albo coś w tym stylu.
– I tak muszę porozmawiać z Prezem. – Roxanne sprawiła, że zabrzmiało to tak, jakby zostawała trochę dłużej tylko z tego powodu, przez co poczułem dziwny ścisk w żołądku. Liczyłem na coś więcej... tylko właściwie na co? Jeszcze nie rozwiązałem tej zagadki.
Prez był dokładnie tam, gdzie powinien – siedział w swoim fotelu, w swoim biurze, robiąc to, co robi Prez; nigdy nie próbowałem dowiadywać się, co właściwie robi; był szefem, przywódcą, a my wszyscy przed nim odpowiadaliśmy; mógł cię stworzyć albo zniszczyć. Szacunek, jakim wszyscy go darzyliśmy, był ogromny. Nie potrafiłbym robić tego, co on, ani nawet próbować. Miał niesamowite umiejętności organizacyjne. Słuchał nas wszystkich. Kiedy narzekaliśmy lub przynosiliśmy plotki, które mogły okazać się ważne, nigdy nas nie oceniał, a kiedy ponosiliśmy porażkę, oferował konstruktywną krytykę i wsparcie.
Znałem go całe życie, walczyłem z nim i u jego boku; jesteśmy braćmi, choć nie więzami krwi.
Oddałbym za niego życie, a on za mnie i za mojego brata.
Urodziliśmy się tutaj, dorastaliśmy razem, jego ojciec był Prezem i wszyscy spodziewaliśmy się, że przejmie stery, gdy jego ojciec odejdzie. Nie znałem innego życia i nigdy nie chciałem być częścią niczego innego. Było nas czternastu chłopaków, którzy się tu urodzili, zżyci ze sobą bardziej niż jakakolwiek rodzina; wszystkie ich matki były naszymi matkami. Dzieliły się obowiązkiem wychowywania nas, niesfornych chłopaków; to nie mogło być łatwe. Przestrzegaliśmy zasad, ale w szkole czy poza domem nie byliśmy typami trzymającymi się litery prawa – nic wielkiego – i chciałbym myśleć, że przypominało to dorastanie każdego chłopaka, który uczy się, jak być mężczyzną. Jeździliśmy na motocyklach, piliśmy piwo, paliliśmy – cóż, ja nie paliłem, ale większość chłopaków tak – i robiliśmy różne rzeczy. Jednocześnie byliśmy nieletni, co mogło sprowadzić na nas kłopoty, ale jakimś cudem, w całym tym chaosie życia i dorastania, przetrwaliśmy bez wizyt glin u naszych starych. Wiadomo, pomagał fakt, iż większość tego małego miasteczka należała do nas, a gliniarze często przymykali oko na drobne wykroczenia. Nigdy nie posuwaliśmy się do skrajności, które mogłyby sprowadzić kłopoty na klub.
Popchnąłem Roxanne lekko w dół pleców, ponaglając ją do wejścia do biura i zajęcia krzesła naprzeciwko Preza.
– Co mogę dla ciebie zrobić, Roxanne? – Spojrzał na mnie, potem na nią, i znowu na mnie. Tak czy inaczej, rzadko widywało się dziewczynę w jego biurze w taki sposób. Te, które tu przychodziły, były zaniedbane i szukały azylu, albo były to zdziry, które próbowały wciągnąć go między swoje uda.
– Mam magazyn, wynajmuję go i jest pełen sprzętu, a chciałabym go przenieść tutaj. Masz może jakąś wolną szopę z dostępem do prądu i wody, z której mogłabym korzystać? – Nie brzmiała, jakby bała się Preza; to był dobry znak, choć chyba bym się zdziwił, gdyby było inaczej.
Może i dopiero co zacząłem ją poznawać osobiście, ale wiedziałem o niej od lat – słyszałem historie, jednak do tej pory nie zwracałem na nią większej uwagi. Na początku była jeszcze nieletnia, a to było dla mnie barierą nie do przejścia. Potem, kiedy stała się pełnoletnia, w ogóle o niej nie myślałem, poza tym, że stawała się wielkim atutem dla klubu dzięki swojemu naturalnemu talentowi do napraw.
– Co masz w tym magazynie? – zapytał zachęcająco Prez.
– Rzeczy mojego dziadka. – Wzruszyła ramionami.
– Możesz być bardziej precyzyjna? – Pochylił się do przodu, oparł łokcie na biurku, zwinął dłonie w pięści i oparł się na nich, wpatrując się w nią z zainteresowaniem.
– Rzeczy, których potrzebuję do naprawy maleństwa: tokarka, spawarka, stanowisko do mycia i części zamienne. Tego typu sprzęt. – Brwi Preza uniosły się, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
– Chodźcie ze mną, może mam miejsce, którego potrzebujesz. – Wyprowadził nas na zewnątrz. Interesowało go wszystko, co mogło pomóc klubowi.
Poszliśmy za nim w ciemność, schodząc brukowaną ścieżką. Minęliśmy kilka szop i dotarliśmy do jednej na tyłach naszego największego magazynu, gdzie przechowywaliśmy wraki i nienadające się do naprawy motocykle. Tuż za oświetleniem ochronnym wokół terenu można było dostrzec stare samochody i ciężarówki.
Nasz ogrodzony teren, będący domem naszego klubu, miał nieco ponad sto akrów. Stały tam drewniane domki i niewielkie domy, w których mieszkali niektórzy z naszych żonatych członków – ci, którzy nie chcieli mieszkać w mieście lub mieć własnego miejsca poza bazą. Ta część była naszym złomowiskiem, pełnym wraków i części, z których niektóre czekały na kogoś, kto przywróci im dawną świetność.
Drzwi starej szopy głośno zaskrzypiały w mroku nocy; w tle słychać było rytm muzyki dobiegającej z imprezy, a jednak te drzwi zabrzmiały głośno, gdy się otwierały.
Trzeba to będzie naoliwić. Pomyślałem, gdy Prez wszedł do środka i włączył światło.
To była nasza trzecia co do wielkości szopa; nie pomyślałbym, że wybierze akurat tę.
– Ta ma prąd i wodę, ale jak widzisz, jest pełna wraków i części. Możemy je przenieść i zrobić miejsce na twoje rzeczy.
– Będzie idealnie, muszę to uprzątnąć i... – Roxanne zaczęła wyjaśniać, czego dokładnie chce, jak to wszystko ma być rozmieszczone i dlaczego.
– Załatwione. Powiem chłopakom, żeby jutro opróżnili tę stronę, i żeby pomogli ci przewieźć sprzęt z twojego magazynu, ustawić to wszystko i przygotować do pracy. – Ani słowem nie wspomniał o czynszu za to miejsce, a ja nie zamierzałem pytać, na wypadek gdyby chciał, by ta kwestia pozostała tylko między nimi.
– Dziękuję, lepiej już pójdę, jeśli rano mam tu wcześnie wrócić. – Było już po północy, a mi wcale nie podobała się myśl, że miałaby wyruszyć w trasę sama.
– Zostań – powiedziałem ponownie, tak samo jak wcześniej, kiedy zamierzała wyjść.
– Dlaczego? Gdzie miałabym spać? – Spojrzała na mnie, bacznie obserwując moją twarz.
– Śpij u mnie. Nie mam na myśli tego, że musisz przede mną rozkładać nogi, nie jestem takim facetem, po prostu chcę cię przytulić. – Nie wspomniałem, że gdybym mógł, zrobiłbym to; kiedyś byłem takim facetem, ale to już przeszłość.
– Obiecujesz? – zapytała, sprawiając, że moje serce jeszcze bardziej się ścisnęło. Ten anioł został zbyt mocno zraniony; jej zaufanie, co potrafiłem dostrzec nawet ja, było na najniższym z możliwych poziomów.
– Obiecuję, nie zrobię niczego bez twojego pozwolenia. – Widziałem, jak faceci zmieniali się z napalonych palantów w szanujących kobiety gości. Kiedy pojawiała się ta właściwa dziewczyna, zwykłem z nich żartować, nazywać pantoflarzami, ale teraz to rozumiałem. Kiedy znajdujesz właściwą dziewczynę, stajesz się pantoflarzem, stajesz na rzęsach, żeby być lepszym niż kiedyś. Bo nie chcesz ryzykować utraty czegoś tak dobrego, gdy już to znajdziesz.
Prez skinął głową. Nie potrzebowaliśmy jego zgody, żeby przenocować u siebie dziewczynę, ale nawet on widział, że to było coś innego. Znał moją historię i mógł być zaskoczony moją prośbą, ale nie dał tego po sobie poznać.
Światło zgasło, po czym rozległ się zgrzyt zamykanych drzwi, głośny huk uderzającego o siebie metalu i dźwięk zasuwanego rygla.
– Załatwię kłódkę i dam ci klucz; to nie tak, że nie ufamy innym, ale niektórych mogłoby korcić, żeby wypróbować maszyny i mogliby coś zepsuć. Pijani chłopacy mają tendencję do robienia głupich rzeczy. – Prez odpowiedział na niewypowiedziane pytanie. Zrozumiałem to. Mając okazję i odwagę po alkoholu, faceci mogliby zechcieć się do niej dobrać.
Roxanne pozwoliła mi ująć swoją dłoń i poprowadzić się do środka i w górę po schodach. Mam jeden z zaledwie czterech pokoi na najwyższym piętrze; to coś więcej niż tylko pojedyncza sypialnia i nic poza tym. Mój pokój przypominał mały apartament, z własną łazienką, minikuchnią i balkonem z widokiem na podwórko za budynkiem. Prez miał jeden taki, Sergeant-at-Arms drugi; ostatni stał pusty. Straciliśmy naszego VP kilka miesięcy temu i od tamtej pory nikt nie chciał przejąć jego pokoju. Słyszałem jednak plotki, że wkrótce może się to zmienić. Głosowanie na tego, kto zajmie jego miejsce, miało się zaraz rozpocząć, a ja nie miałem pojęcia, czyje nazwiska znalazły się na liście.
















