**Z perspektywy Rocca**
Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
Myślę, że zszokowałem wszystkich w pokoju, a także samego siebie.
W jednej chwili szedłem za Rox i gawędziłem o składaniu motocykla. Byłoby świetnie znowu wyprowadzić to maleństwo na drogę. Właściciel mógł już chodzić i byłem pewien, że aż rwie się, by znowu ją dosiąść. Myślałem, zresztą jak my wszyscy, że jej odbudowa będzie niemożliwa. W następnej chwili podniosłem Roxanne i zaniosłem na miejsce, które zaproponował jej Blade.
Siedzę i trzymam ją na kolanach, obejmując ją ramionami, niezbyt mocno, czekając, aż zacznie się wyrywać, żeby ze mnie zejść, ale tego nie zrobiła; siedziała całkowicie nieruchomo, jakby próbowała rozgryźć, co się dzieje. Dziewczyny rzucały jej porozumiewawcze spojrzenia, ale milczały; wystarczyło, że odczytały sygnały, choć wcale nie było to trudne do odgadnięcia.
Wszyscy faceci odczytają to jako zgłoszenie moich praw.
Czy właśnie to robiłem?
Chciałem ją chronić i przy niej być; przeszła ostatnio bardzo wiele i jeśli mogłem sprawić, by poczuła się choć trochę lepiej, chciałem to zrobić. Żałowałem, że nie pojechałem z chłopakami, by pomóc jej urządzić się w mieszkaniu, ale mieliśmy tu zbyt wiele do zrobienia.
– Chcesz coś do picia, Roxanne? – zapytał jeden z facetów, którzy naprawiali motocykle, ale nie pamiętałem jego imienia; był tu nowy, to nom, ale w porządku, chyba miał na imię Caleb.
– Ktoś już niesie mi wodę, ale dzięki za propozycję – odpowiedział jej słodki głos, na nowo budząc mój półwzwód.
– Jasna sprawa, słoneczko. Jak będziesz czegoś potrzebować, daj nam znać. – Kosztowało mnie to całą siłę, żeby na niego nie wrzasnąć, żeby „spieprzał”. Nawet inni wokół mnie posłali mu spojrzenie mówiące: „Jesteś idiotą”.
Pociągnąłem ją z powrotem bliżej siebie, zgłaszając swoje prawa w bardziej ostentacyjny sposób, co sprawiło, że Caleb uniósł ręce w geście poddania i wycofał się.
– Co robisz? – zapytała cicho Roxanne; nie wyrywała się.
– Chronię cię. Nie potrzebujesz, żeby ci faceci myśleli, że jesteś wolna. Będziesz mogła swobodniej się poruszać, jeśli uznają, że jesteś już zajęta. – To była prawda, faceci nie będą do niej zarywać, jeśli pomyślą, że zgłosiłem do niej prawa.
– Powinnam powiedzieć dziękuję? – odparła z chichotem.
– Chcesz, żeby ci faceci cię podrywali? – Byłem trochę zirytowany i martwiłem się, że może powiedzieć „tak”.
– Dopiero co zakończyłam kiepski związek, nie spieszno mi do kolejnego. – Może nie były to słowa, które chciałem usłyszeć, ale poczułem się dzięki nim trochę lepiej.
– W takim razie bycie moją dziewczyną cię ochroni. – Ocierałem się nosem o jej ucho, a ona wierciła się na moich kolanach, sprawiając, że mój półwzwód stał się twardszy. Lepiej, żebym tego nie powtarzał. W ten właśnie sposób zyskałem dziewczynę. Nie zamierzałem posuwać się aż tak daleko, ale skoro już zaproponowałem, żeby była moją dziewczyną, stwierdziłem, że mi to pasuje.
– Okej, możemy rozwijać to powoli, poznać się. Nie spieszę się, by iść o krok dalej. Poradzisz sobie bez seksu? – odpowiedziała cicho. Nie jestem pewien, czy zdawała sobie sprawę z tego, jak dobrze się poczułem, gdy się zgodziła.
– Idealnie. Mogę cię pocałować? – Zaakceptuję wszystko, co mi da. Nie umiem powiedzieć dlaczego, ale ta dziewczyna na mnie działa – burząc bariery, które sam wzniosłem.
Dwie godziny, które spędziłem pracując z nią, sprawiły, że zapragnąłem poznać ją lepiej. Była błyskotliwa i niejednokrotnie rozśmieszyła mnie swoją pyskatą, zadziorną gadką. Odpłacała nam się tym samym; podobało mi się, że nie uganiała się za nami ani się nas nie bała.
– Może. – Odpowiedziała chichotem, nie ruszając się z miejsca, zadowolona z tego, że może opierać się o moją pierś i być w objęciach moich ramion splecionych w pasie. Dobrze czułem ją w ramionach; silne, jędrne ciało, ani grama tłuszczu; nie miałem wrażenia, że ją połamię, jak bywało w przypadku wielu z tych dziewczyn o miękkich ciałach.
Podobało mi się to, że się ze mną droczy. Nigdy wcześniej kobieta nie rzuciła mi takiego wyzwania. Większość przychodzi i rzuca ci się na szyję, eksponując cały towar, jaki mają do zaoferowania, przez co często odwracałem wzrok – niezainteresowany czymś, czego większość facetów zdążyła już spróbować – ale Roxanne rzucała mi wyzwanie i byłem gotów się założyć, że zmusi mnie do walki o każdy krok naprzód, jaki zrobimy.
– Miałabyś coś przeciwko, gdybym ogłosił chłopakom, że jesteś moja? – zapytałem, skubiąc ustami jej ucho, po czym delikatnie je przygryzłem.
– Czy to uchroni mnie przed błądzącymi rękami i podrywaniem? – zapytała, a ja warknąłem jej do ucha.
– Kto cię podrywał? – Chciałem rozerwać go na strzępy.
– Wyluzuj, wielkoludzie. Byłeś przy tym, jak zachowywał się uprzejmie, ale odebrałam sygnał, że chciał czegoś więcej, i ty również. – Roxanne odwarknęła, a to podnieciło mnie bardziej, niż chciałem przyznać.
– Ta. Ta. Rozumiem, a odpowiadając na twoje pytanie: możesz założyć się o swój słodki tyłeczek, że tak. Kiedy uznam cię za moją, żaden z chłopaków nie będzie „cię podrywał”, jak to ujęłaś; a gdyby to zrobili, ja bym się z nimi policzył. Przyjdziesz do mnie, a ja dla przypomnienia rozkwaszę im nos. Nie będzie to jeszcze oznaczało, że jesteś moją starą, a po prostu to, że mają trzymać ręce przy sobie, dopóki sami tego nie poukładamy. – Mam cichą nadzieję, że Roxanne się zgodzi, w końcu to jedyny sposób, by ją chronić. Roxanne już teraz cieszy się znacznie większym szacunkiem niż niektóre ze „zajętych dziewczyn”, ponieważ została włączona do rodziny przed laty, chociaż o tym nie wiedziała. Kurczę, nawet ja nie wiedziałem, że jest honorowym członkiem rodziny, dopóki nie usłyszałem w warsztacie, jak chłopaki gadają o tej młodej, słodkiej istocie.
– Umiem o siebie zadbać, robię to od lat. – Roxanne wciąż nie ustępowała. Może naciskam zbyt mocno.
– Jeśli wpuścisz mnie do swojego życia, nie będziesz już musiała „dbać o siebie” sama; chłopaki i ja będziemy cię kryć. – Dlaczego tak trudno było sprawić, by ta dziewczyna mnie zechciała? Kobiety padają mi do stóp, a kiedy po raz pierwszy stwierdzam, że podoba mi się jakaś laska, ona robi mi pod górkę. W głębi duszy to uwielbiałem, ale było to też frustrujące.
Polowanie się zaczęło.
– Niech no o tym pomyślę – odpowiedziała Roxanne i pociągnęła łyk wody. Lód brzęknął o szkło, gdy przechyliła szklankę, by się napić, a ja z fascynacją patrzyłem, jak jej smukłe gardło porusza się przy przełykaniu.
Roxanne nie zeszła z moich kolan, z radością kontynuowała rozmowę z Bladem i dziewczynami, a wokół nas usiadło więcej dziewczyn; jej przyjaciółki wróciły. Jednak ta puszczalska wciąż bawiła się na zewnątrz z nomami. Dotknął jej tylko jeden pełnoprawny członek klubu, ale on akurat rzuca się na każdą dziewczynę, która rozłoży nogi; nie przeszkadza mu, kim są, byleby tylko były chętne. Sądząc po dźwiękach, ta dziewczyna była już z pięcioma różnymi facetami. To musi być jakiś absolutny rekord. Został nam jeszcze jeden nom, który mógłby rozważyć zaliczenie jej, i jeden, którego kompletnie nie widzę zabierającego jej do łóżka. Wyglądał raczej, jakby miał ochotę porządnie ją spoliczkować, a nie zaciągnąć do wyra. Pozostali są zajęci wykonywaniem zadań; nie mają czasu na zabawę. Zresztą ci, którzy zaliczyli tę dziewczynę, też nie powinni byli mieć czasu, ale przymknąłem na to oko. Czasami trzeba pozwolić im na drobne przyjemności, dopóki nikt nie ucierpi, a robota jest zrobiona.
Życie noma było ciężkie, a odrobina zabawy po długim okresie posuchy bez kobiety mogła, że tak powiem, naładować baterie.
Roxanne poruszyła się, by odstawić pustą szklankę na stół. Nie było to nic skomplikowanego, ot, prosty ruch, ale to, jak pośladkami otarła się o mój półwzwód, sprawiło, że stwardniał do tego stopnia, aż dżinsy zrobiły się ciasne. Myślałem, że eksploduję w tamtej sekundzie. Minęło trochę czasu, odkąd jakiejś dziewczynie udało się doprowadzić mnie tak blisko finiszu, nie wkładając w to absolutnie żadnego wysiłku. Wystarczyło, że po prostu była sobą.
Przyjechała pizza: trzydzieści pudełek. Miałem nadzieję, że starczy dla wszystkich.
Nomowie zabrali się do swojej roboty, chodząc wkoło i rozdając pizzę najpierw pełnoprawnym członkom klubu, a potem nam. Odwiedzające nas dziewczyny miały dostać coś na szarym końcu, o ile w ogóle by coś zostało. Zazwyczaj nie dostają niczego, a większość z nich i tak jest zbyt zajęta pieprzeniem się lub próbowaniem zwrócenia na siebie większej uwagi facetów, żeby w ogóle zaprzątać sobie głowę jedzeniem.
Bawi mnie obserwowanie ich. Wyglądają na tak zdesperowane, by stać się częścią rodziny, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że nigdy nimi nie zostaną. Nawet gdyby zaszły w ciążę, żaden nie uznałby ani jej, ani dziecka za swoje, ponieważ puszczają się na prawo i lewo tak bardzo, że nikt nie przyznałby, że to może być jego potomstwo.
















