Perspektywa Roxanne
Obserwowałam w lusterku, jak dość sporych rozmiarów motocyklista pochyla się, by zajrzeć do wnętrza samochodu. Jego masywna sylwetka częściowo zablokowała otwarte okno, sprawiając, że siedząca najbliżej niego dziewczyna cofnęła się gwałtownie.
Zadowolony, spojrzał na mnie z porozumiewawczym uśmieszkiem, po czym skinieniem głowy nakazał nam wjechać.
Siedziba klubu w niczym nie przypominała tego, co sobie wyobrażałam. Po pierwsze, budynek miał cztery piętra. Dookoła, jak okiem sięgnąć, ciągnęła się weranda. Bardziej przypominało to rezydencję niż zwykły klub.
Przed wejściem gromadziły się kobiety, zaglądając do środka, jakby na coś czekały; niektóre siedziały na drewnianej barierce, która otaczała werandę. Ubrane były niemal w nic, eksponując wszystko, co miały do zaoferowania. Niektórzy faceci uwielbiają takie rzeczy. Ludzie tacy jak ja ubierają się, żeby było im ciepło albo przewiewnie, i nie zależy im na wystawianiu na widok swoich wdzięków.
Motocykle stały w równych rzędach z przodu, a samochody zaparkowano po lewej stronie budynku; stosunek motocykli do samochodów wynosił mniej więcej cztery do jednego.
Zaparkowałam swój motor obok innych, zeszłam i zdjęłam kask. Położyłam go na maszynie i przeczesałam włosy, czekając, aż dziewczyny zaparkują i podejdą do mnie. Usłyszałam stłumione parsknięcia, ale w ogóle mnie to nie obchodziło – nie byłam tu po to, by im się podobać.
Grip wyszedł z klubu za moimi plecami. Stałam tyłem do drzwi, obserwując idące w moim kierunku dziewczyny.
„Rox, przyjechałaś na motorze. Klawo”. Ścisnął mnie lekko i podszedł, by przyjrzeć się z bliska mojej maszynie. Malowanie przedstawiało wilka rozmywającego się w dymie. Ukończenie tego zajęło mi kilka miesięcy, bo ciągle zmieniałam zdanie, a dym wykorzystywałam do maskowania błędów.
„Kto kładł ten lakier?” – zapytał, obchodząc motocykl dookoła, by przyjrzeć mu się z każdej strony.
„Ja”. Byłam dumna z efektu.
„Czy Dave wie, że potrafisz malować?” – zabrzmiał na zaskoczonego.
„Widział mój motocykl, kiedy korzystałam z garażu do przeglądu. Nigdy nie pytał, kto malował, powiedział tylko, że mu się podoba”.
„Świetnie, wygląda na to, że mamy kogoś do poprawek lakierniczych i ewentualnie lakierowania od zera. Za kilka tygodni mamy zjazd rodzinny i panie też są na niego zaproszone. Możesz pojechać z nami” – zaproponował Grip w chwili, gdy podeszły moje znajome. Założyłam, że nie były objęte tym zaproszeniem, ponieważ nie miały motocykli.
„Grip, poznałeś już Chloe, Siennę, Lydię i Amber, moją drugą najlepszą przyjaciółkę, a także Bellę, siostrę Lydii i najlepszą przyjaciółkę mojej siostry”. Dodałam ten ostatni komentarz, mając nadzieję, że Grip dokładnie wiedział, jaka jest ta kobieta. Bella zatrzepotała rzęsami i pochyliła się do przodu, żeby wyeksponować to, co kryło się pod jej skrawkiem materiału robiącym za koszulkę. Moje dziewczyny przywitały go z odpowiednim szacunkiem.
„Panie. Ręce wyciągnąć”. Grip przybił pieczątki na wierzchu dłoni dziewczyn; wszystkie dostały niedźwiedzia, z wyjątkiem Belli, która miała na dłoni królika. Zmarszczyłam brwi, próbując rozgryźć, o co chodzi z tym królikiem.
Odepchnął moją rękę.
„Ty jesteś rodziną, pieczątka nie jest ci potrzebna”. Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Poczułam się wyjątkowo. Wtedy dotarła do mnie smutna prawda. Królik oznaczał, że rozłoży nogi. Grip doskonale zrozumiał moje intencje. Chwilę mi zajęło pojęcie, po co im były te pieczątki.
„Wejdźcie do środka i poznajcie klubowe partnerki”. Zrozumiałam, o co mu chodzi; były to kobiety, które zostały przez kogoś zajęte i cieszyły się innym poziomem szacunku, takim, jakiego niezajęte nigdy nie zrozumieją. Przez lata poznałam kilka z nich i nabrałam lepszego wglądu w klubowe życie. Szanują mnie tak samo, jak ja szanuję je.
Weszłyśmy do środka, a dziewczyny, które czekały na zewnątrz, posłały nam mordercze spojrzenia, wciąż nie mogąc wejść.
„Co w nich takiego wyjątkowego?” – nadąsała się jedna, ale Grip ją zignorował.
Wewnątrz było czyściej, niż przypuszczałam – zresztą sama jestem sobie winna, oceniając mężczyzn jako grupę przez pryzmat tego, że kiedy widzę ich w warsztacie, często wyglądają niechlujnie. Miejsce składało się z dużej, otwartej przestrzeni, na której znajdowały się stoliki barowe, loże wzdłuż ścian oraz wysokie stołki przy długim na całą salę barze. Podobała mi się ta przestronność, zdjęcia na ścianach i rozsiane gdzieniegdzie części motocyklowe pełniące funkcję dekoracji. Kilka stołków barowych zrobiono z siedzeń motocyklowych; to było coś innego i bardzo przypadło mi do gustu. W końcu jestem miłośniczką jednośladów.
„Blade” – przywitałam się, gdy zbliżyłyśmy się do grupy kobiet, do których prowadził nas Grip.
„Hej, Roxie Rox. Jak leci?” Wstała i przyciągnęła mnie do ciepłego uścisku. Ta dziewczyna nie miała żadnego filtru ani poczucia przestrzeni osobistej. Blade była kobietą Prezesa; tak naprawdę nazywała się Brenda, ale była mojego wzrostu, metr siedemdziesiąt pięć, i nie miała absolutnie żadnych kształtów – była po prostu kochaną tyczką, prawie bez klatki piersiowej. Stąd jej przezwisko, Blade, czyli Ostrze.
„Lepiej” – odpowiedziałam. Pewnie wiedziała, co się dzieje; wątpię, by faceci zataili to przed nią.
Przedstawiła nas pozostałym kobietom w swoim towarzystwie. Nie zdziwiło mnie to, że Bella zdążyła już odejść od nas, zanim w ogóle zdążyłyśmy skończyć przedstawianie.
„Jaka jest jej historia?” – zapytała Blade, obserwując, jak Bella zaczyna próbować szczęścia u klubowych mężczyzn.
„Taka sama jak mojej siostry. Grip wbił jej na dłoń pieczątkę z królikiem”. Blade i inna dziewczyna wybuchnęły głośnym śmiechem.
„Do końca nocy zostanie wykorzystana, sponiewierana i rzucona w kąt, i wątpię, by pozwolili jej tu kiedykolwiek wrócić. Nie potrzebujemy takich jak ona w klubie” – wyrzuciła z siebie Josie, gdy przyglądałyśmy się, jak pełnoprawny członek klubu z naszywkami odrzuca jej ofertę.
„Stałym bywalczyniom nie spodoba się, że wkracza na ich terytorium. Że tak powiem” – powiedziała Peaches z uśmieszkiem dającym do zrozumienia, że bywalczynie znają zasady i się ich trzymają. Bella nie wiedziała nic i próbowała swojego uroku i wdzięków na weteranach w spławianiu takich jak ona.
Przypomniały mi się niektóre zasady, kiedy obserwowałam, jak Bella zostaje ponownie odrzucona.
Nie podchodź do pełnoprawnego członka klubu; jeśli będą zainteresowani, sami do ciebie przyjdą.
Nomadowie są do wzięcia. Ale większość dziewczyn wolałaby faceta z pełnymi naszywkami.
Nie dotykaj zajętego członka klubu; klubowe kobiety zgrupują się i zniszczą ci życie, jeśli zaczniesz obmacywać jednego z ich facetów.
Poczekaj, aż wpuszczą cię do klubu, a potem zostań w strefie publicznej.
Żadnego chodzenia na górę bez zaproszenia.
Pierwsze dwa piętra przeznaczone są na pokoje dla gości, podczas gdy najwyższe piętro to apartamenty mieszkalne. Są dla tych, którzy nie mają własnego domu. Zapewniają im prywatność i dziewczyny z zewnątrz nie mają prawa tam wchodzić.
Nie dotykaj ani nie siadaj na niczyim motocyklu bez wyraźnego pozwolenia.
Oficjalne klubowe partnerki są szefowymi tych dziewczyn; jeśli każą ci wyjść lub coś zrobić, wykonujesz to bez dyskusji.
Zasad dla odwiedzających dziewczyn było więcej, ale w tamtej chwili nie potrafiłam sobie ich wszystkich przypomnieć. Żadna z nich dotąd mnie nie dotyczyła.
Z tego, co zdążyłam zauważyć, Bella zdążyła już złamać co najmniej trzy. Ja będę trzymać się od tego z daleka. Królik na dłoni dawał członkom klubu jasno do zrozumienia, że rozchyli nogi dla każdego z nich i że nikt nie stanie w jej obronie, jeśli złamie zasady. Czyli w skrócie: nie jest tu więcej mile widziana, a co za tym idzie – pobawcie się i wyrzućcie na bruk.
Drzwi otworzyły się, by wpuścić resztę dziewczyn z zewnątrz. Spojrzały na nas w strefie zakazanej i nadąsały się. Siedziałyśmy w sekcji, do której nie wolno im było wchodzić bez zaproszenia. Z tego, co zdążyłam zrozumieć, były tu po to, by rozłożyć nogi i dać facetom trochę relaksu, ale bez włączania ich do rodziny. Mogły mieć nadzieję, że coś się zmieni; rzadko zdarzało się jednak, by pełnoprawny członek wziął sobie jedną z tych kobiet, które najprawdopodobniej w pewnym momencie były w łóżku z każdym wolnym członkiem gangu.
Moje dziewczyny zostawiły mnie z Blade i kręciły się wśród innych kobiet, zwiedzając to miejsce.
„Chcesz się rozejrzeć?” – zaoferowała Blade i zanim się obejrzałam, przechadzałyśmy się po przestronnym parterze.
„Gotowa, by zobaczyć warsztat? Chłopaki mogą cię namówić na drobną pomoc, gdy dowiedzą się, kim jesteś”. Blade poprowadziła mnie małą ścieżką obsadzoną kwitnącymi krzewami, prowadzącą do ogromnych, wielkości hangarów garaży. W środku stały motocykle: niektóre w częściach, inne zgniecione po wypadku, a jeszcze inne wyglądały, jakby dopiero co przeszły auto detailing – lśniły jak czyjeś oczko w głowie.
Znalazł się tu i warsztat, gdzie mężczyźni dłubali przy swoich maszynach. Na nasz widok unieśli wzrok i zmarszczyli brwi. Gdyby Blade nie było ze mną, najprawdopodobniej by na mnie warknęli, żebym stąd spadała.
„Kto to jest, Blade?” – zapytał olbrzymi mężczyzna najgłębszym głosem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Bardzo przypominał bramkarza z wjazdu na teren klubu, ale miał jeszcze bardziej umięśnioną sylwetkę, po której najchętniej przejechałabym palcami. Był odrobinę wyższy i, choć wyglądał na wielkiego i przerażającego, sprawił, że moje kobiece kształty obudziły się do życia w sposób, jakiego wcześniej nie doświadczyły.
















