W poprzednim życiu Kaelia była uosobieniem idealnej Luny. Poświęciła wszystko, by połączyć swoje rodowe stado, Księżyc z Kości Słoniowej, z terytorium swojego wybranego partnera, Torina, tylko po to, by zostać brutalnie zdradzoną, gdy ten sprowadził do domu swoją przeznaczoną partnerkę, Nadię. Otruta, odarta z tytułu i zamordowana w mrocznym lesie, Kaelia zmarła, żywiąc w sercu głęboki, palący żal. Jednak Bogini Księżyca dała jej drugą szansę. Odrodzona dokładnie w momencie, w którym Torin przedstawia stadu swoją udającą kruchą, przeznaczoną partnerkę, Kaelia odmawia ponownego odgrywania roli zazdrosnego czarnego charakteru. Tym razem zasypuje Nadię fałszywą życzliwością, obnażając manipulatorskie intrygi rywalki na oczach całego stada, podczas gdy potajemnie planuje swoją ostateczną ucieczkę. Jej cel jest jasny: rozwieść się z niewiernym mężem i odzyskać dziedzictwo ojca – stado Księżyca z Kości Słoniowej. Nie dokona tego jednak sama. Wiedziona desperacją, Kaelia zwraca się do legendarnego i przerażającego Króla Likanów, Dariusa. Gdy Darius zbywa ją, uznając za kolejną zgorzkniałą, porzuconą żonę, Kaelia nie błaga – wściekle beszta aroganckiego króla i rozłącza się. Zaintrygowany pierwszą kobietą, która miała dość odwagi, by mu się sprzeciwić, niedostępny Król Likanów wpada w obsesję na punkcie odnalezienia tej zadziornej królowej. Gdy zbliża się coroczny Bal Alfów, Kaelia jest gotowa wykonać swój ruch na wielkiej szachownicy władzy, nieświadoma, że najgroźniejszy ze wszystkich drapieżników już poluje na jej serce.

Pierwszy Rozdział

Kaelia stała zszokowana, nie do końca wierząc własnym oczom. Jej mąż, z którym była od sześciu lat, trzymał ramię wokół drobnej dziewczyny na samym środku ich domu stada. Urocza ruda zerknęła na nią ukradkiem, a Kael mogłaby przysiąc, że przez ułamek sekundy dostrzegła na jej twarzy złośliwy uśmieszek. – Kae, kochanie – Torin, jej prawowity mąż, partner z wyboru i Alfa ich stada, zwrócił się do niej w sposób, w jaki zawsze to robił, gdy byli sami. – Muszę się do czegoś przyznać, znalazłem moją prawdziwą przeznaczoną. Ma na imię Nadia. Grobowa cisza zapadła w pomieszczeniu od chwili, gdy ta dwójka weszła do środka, trzymając się za ręce. Wszyscy przerwali swoje zajęcia i wszystkie oczy zwróciły się na nich troje: Alfę, Lunę i przeznaczoną Alfy. Kael nie potrafiła wykrztusić z siebie ani słowa, więc Torin przejął inicjatywę. – Posłuchaj, wiem, że jesteśmy partnerami z wyboru i zawsze będziesz moją Luną, mogę cię o tym zapewnić, ale odkąd mój wilk zobaczył Nadi, szaleje. To będzie złe dla stada, jeśli teraz ją odrzucę. On sobie z tym nie poradzi, a to nas osłabi. I oto była – wymówka! Tych dwoje było szkolną miłością, idealną parą. Kaelia była córką i dziedziczką potężnego Alfy z bardzo silnego stada. Torin był synem najlepszego przyjaciela jej ojca i przyszłym Alfą własnego stada. Odkąd zaczęli się spotykać, gdy ona miała zaledwie piętnaście, a on szesnaście lat, wszyscy nie przestawali plotkować, że są prawdziwymi przeznaczonymi. Zawsze uznawano ich za "tę" parę i wszyscy zazdrościli im miłości. Poza tym, jako córka Alfy, Kael kształciła się, by pewnego dnia zostać Luną. I to nie byle jaką Luną. Luną idealną. Będąc odpowiedzialną kobietą, spędzała cały swój wolny czas ucząc się tego, co będzie musiała robić do końca życia. Wyraźnie opanowała każde najdrobniejsze zadanie do perfekcji, by w wieku osiemnastu lat, gotowa do poślubienia Tora, być w pełni przygotowaną. Kiedy nadeszły osiemnaste urodziny Tora, drżała na spotkanie z nim, pragnąc usłyszeć to jedno, jedyne, najważniejsze słowo w ich obojga życiu – przeznaczona. Tego dnia przyjechał do jej stada wcześnie rano, a ona zbiegła po schodach, by go powitać, lecz w trakcie biegu ich uśmiechy znikły. Ona nic nie czuła, ale on już wiedział. – Nie jesteśmy sobie przeznaczeni, prawda? – zapytała, a łzy spłynęły jej po brodzie. – Nie przez los – potwierdził Torin, wzdychając ciężko i zamykając ją w ramionach, z ustami w jej włosach. Stali tak przez dłuższą chwilę, czekając, aż początkowe rozczarowanie minie. Kiedy byli gotowi, Tor ujął jej twarz w dłonie i obiecał: – To nie ma znaczenia, Kae! Wybieram ciebie! Zawsze będę cię wybierał! Bez względu na wszystko, nikt nie zniszczy miłości między nami. Będziesz moją partnerką, moją partnerką z wyboru! Moją jedyną! Pomogło to, że ich rodziny miały w tym momencie zaplanowany już praktycznie cały ślub. Jej ojciec nie miał już syna, odkąd starszy brat Kaelii zmarł w młodym wieku, próbując ratować ich małe siostry bliźniaczki przed wyrzutkami. W rezultacie wszyscy troje zginęli, a Kael została jako jedyna. Pojawiła się również paląca kwestia tego, kto odziedziczy stado. Tor wydawał się oczywistym wyborem. Oboje kochali się nawzajem, a nikt z członków ich rodzin nie sprzeciwiał się połączeniu dwóch silnych stad. Sporządzono umowę, ale Torin zasugerował, by poczekać, aż Kaelia skończy dziewiętnaście lat. Zaręczał, że on już dokonał wyboru, ale chciał, aby ona spróbowała znaleźć swojego przeznaczonego, zanim podejmie własną decyzję. Przed jej kolejnymi urodzinami spędzili cały rok na odwiedzaniu innych stad, a miesiąc później wzięli ślub, ponieważ żadni przeznaczeni się nie znaleźli. Ich uczucia tylko przybrały na sile. Stali się najbardziej wpływową, potężną parą w świecie wilkołaków i połączyli oba swoje stada w jedno. Rok po roku pracowali pilnie, by stawało się ono coraz silniejsze. W wieku dwudziestu pięciu lat Kael była powszechnie szanowaną Luną, podziwianą przez wszystkich. Kaelia powiodła wzrokiem po pomieszczeniu i dostrzegła zszokowane twarze członków swojego stada. Co ciekawe, nie mogła powstrzymać się od zauważenia, że nie wszyscy wydawali się zaskoczeni ostatnimi wydarzeniami. Beta jej męża przyglądał się w milczeniu z dystansu, z rękami skrzyżowanymi na piersi, bez jakiegokolwiek śladu zaskoczenia w oczach. Jednak najbardziej oszołomiona z nich wszystkich wciąż była sama Kaelia, choć nie z powodów, które wszyscy zakładali. Jej palce drżały, a usta lekko drgały, gdy szeroko otwartymi oczami patrzyła na swojego męża i jego prawdziwą przeznaczoną. – Nie – wyszeptała. – To nie może być prawda! Dlaczego Bogini Księżyca miałaby zawrócić ją do dokładnie tego samego momentu w czasie, gdy jej życie wywróciło się do góry nogami? Momentu prowadzącego do jej zguby. Zaledwie kilka sekund wcześniej Kael czołgała się po ziemi w lesie, walcząc o życie, gdy dwa stworzenia podążały tuż za nią. Wilk znalazł ją pierwszy, wbijając ostre kły w jej ciało i zmuszając do skrzywienia się z bólu. Sama była silnym wilkiem, ale niestety, ktoś odurzył ją akonitem, przez co stała się słaba i niezdolna do przemiany, co uczyniło ją praktycznie sparaliżowaną. Wilk zawarczał, gdy wściekle odgryzł kawałek jej uda, i po raz pierwszy w życiu Kaelia krzyknęła głośno. – Możesz sobie wrzeszczeć, ile chcesz – zakpiła dziewczyna, która wystąpiła naprzód. – Nikt cię tu nie usłyszy. Kael natychmiast rozpoznała ten głos. Jej dręczycielką była nie kto inny, jak prawdziwa przeznaczona jej męża, Nadia. – Ty?! – wysapała Kael, z trudem próbując usiąść. – Dlaczego to robisz? Zabrałaś mi już wszystko! Mojego męża, moją pozycję Luny, moje stado. Wilk warknął na nią, a ona próbowała go rozpoznać, lecz było zbyt ciemno, a ona była zbyt słaba. Jedyną cechą, na którą zwróciła uwagę, był fakt, że wilkołak miał brązową sierść, jednak na świecie było tak wiele brązowych wilków, że ta informacja w niczym nie pomogła. – Mam swoje powody – odparowała Nadi, masując swój okrągły brzuch – i nie muszę ci się z nich tłumaczyć. Już nie. Twój czas minął. Jesteś skończona, Kaelio. – Odkryją prawdę – ostrzegła była Luna. – Nie ujdzie ci to na sucho! W odpowiedzi rozległ się donośny śmiech Nadii, gdy ta uklękła obok Kaelii i złapała ją za garść włosów. – Droga Kaelio, czy ty nie rozumiesz? Już mi to uszło na sucho! Silnym ruchem rzuciła Kael z powrotem na ziemię i, odwracając się, rozkazała wilkowi: – Wykończ ją. Upewnij się, że nic z niej nie zostanie. Straciwszy władzę w rękach i nogach, Kaelia patrzyła, jak Nadi odchodzi niespiesznie, pocierając swój zaokrąglony brzuch, jakby przed chwilą nie wydała rozkazu jej zamordowania. Pojedyncza łza spłynęła po policzku Kaelii, gdy wilk na moment się zawahał. Nie zasłużyła na to! To nie było sprawiedliwe! Gdyby tylko miała drugą szansę, zrobiłaby wszystko inaczej. – Czekam! – Słodki głos Nadii przerwał jej ciąg myśli, gdy wilk rzucił się na nią, kończąc jej życie w zaledwie kilka sekund. Kaelia nabrała gwałtownie powietrza! Nagle znalazła się w sali recepcyjnej swojego domu. Coś wydawało się nie na miejscu, ponieważ wszystkie stare meble, które tak kochała, stały na swoich miejscach. Te same meble zostały wyrzucone przez jej nemezis. Nie mogła zrozumieć, co się dzieje, dopóki Tor nie wszedł do środka z Nadią w ramionach. Zrozumienie uderzyło w nią z pełną siłą, gdy zorientowała się, że ten dzień to dokładnie ten sam, który miał miejsce równo rok wcześniej. Bogini Księżyca ma jakieś chore poczucie humoru! – pomyślała Kael. Ze wszystkich chwil mojego życia sprowadziła mnie z powrotem do tej najbardziej nieszczęśliwej i paskudnej. O co w tym wszystkim chodzi?! Na szczęście zawsze była powściągliwa i potrafiła całkiem dobrze ukrywać swoje uczucia. Uniosła podbródek i napotkała spojrzenie męża. – Rozumiem, że to bardzo nagłe – wyjaśnił Tor, próbując zabrzmieć taktownie. Z trudem powstrzymała prychnięcie. Nagłe? Nie miał o niczym pojęcia! – Znam naszą umowę, ale mój wilk szaleje. Jesteś nie tylko moją Luną, lecz także moją najlepszą przyjaciółką, która zawsze mnie rozumiała, i wiem, że zawsze chcesz dla stada jak najlepiej. Nadia jest omegą i sierotą. W jej stadzie... Kae, to było okropne, jak ją tam traktowano! Znęcali się nad nią i traktowali jak niewolnicę. Nie mogłem jej tam zostawić. To byłoby potworne, a mój wilk nigdy by mi nie wybaczył. Wreszcie wypuścił Nadię. Zostawiając rudowłosą dziewczynę samą, podszedł do żony, ujmując jej dłonie w swoje. – Pozwól jej zostać ze względu na dobro stada. Mój wilk jest przy niej silniejszy; odrzucenie zabiłoby go. Możemy zapewnić Nadii spokojne życie u nas. Ona będzie... – Nie. – Odpowiedź zabrzmiała spokojnie, lecz na tyle głośno, by wszyscy ją usłyszeli.

Odkryj więcej niesamowitych treści