– Zamknij się! – warknął Declan. Szorstki dźwięk jego głosu odbił się echem od mahoniowego stołu, ostro przebijając się przez załamane szlochy Mai. Nie miał zamiaru kierować tego jadu w jej stronę; gorzki, niewytłumaczalny ucisk właśnie dławił jego klatkę piersiową, utrudniając zaczerpnięcie pełnego oddechu. Widok tej pięknej, zrozpaczonej dziewczyny płaczącej w blade dłonie wydawał się fizycznym
















