Cleo nie wahała się ani sekundy. Srebrna igła spoczywająca w jej dłoni pozostawała w całkowitym bezruchu. Spojrzała prosto w przenikliwe oczy Beatrix Croft, stawiając czoła jej onieśmielającemu spojrzeniu z niezachwianą stanowczością.
– Nie jestem w niewłaściwym miejscu – zapewniła Cleo, a jej głos odbił się słabym echem od sterylnych płytek korytarza. – Przyszłam na ten oddział z wyłącznym, poważnym zamiarem nauki rzemiosła akupunktury.
Beatrix posłała jej szybkie, kalkulujące spojrzenie. Ostre, jarzeniowe światło z góry uwypukliło ostre rysy oczu profesor nad maseczką chirurgiczną. – W takim razie do środka. Mamy pracę do wykonania.
Cleo wypuściła wstrzymywany oddech i ruszyła za nią. Zakładała, że wkroczenie w nową dyscyplinę medyczną będzie wykonalne. Jej szerokie doświadczenie w farmakologii i anatomii zapewniało jej solidne podstawy. Znała ludzkie ciało. Wiedziała, w jaki sposób oddziałują na siebie poszczególne układy wewnętrzne.
Szybko jednak uświadomiła sobie, że ogromnie nie doceniła samej złożoności tradycyjnej medycyny chińskiej.
W chwili, gdy weszły do tętniącego życiem gabinetu zabiegowego, atmosfera uległa zmianie. Kliniczny zapach alkoholu izopropylowego mieszał się z bogatym, ziemistym aromatem płonących ziół. Beatrix podeszła do stołu zabiegowego i natychmiast wzięła się do pracy. Rozpoczynająca się po tym godzinna lekcja kliniczna przerodziła się w nieustający, przytłaczający zalew informacji.
Beatrix nie zatrzymywała się, by wyjaśniać podstawy. Z przerażającą prędkością wyznaczała na skórze pacjenta niewidzialne linie meridianów. Lokalizowała niejasne punkty spustowe przy użyciu precyzyjnych, wykalkulowanych dotknięć, a jej palce tańczyły po plecach pacjenta. Cleo patrzyła, jak smukłe, srebrne igły przebijają skórę, odnotowując dokładnie zmieniające się kąty, które stosowała Beatrix. Każde ukłucie niosło ze sobą określoną wagę i cel. Niektóre igły wchodziły prosto, zagłębiając się mocno w tkankę mięśniową, podczas gdy inne spoczywały pod płytkim, przemyślanym kątem, zaledwie muskając warstwy podskórne.
Pytania pędziły przez umysł Cleo w zawrotnym tempie. Stała blisko kąta, obficie pocąc się pod swoimi medycznymi ubraniami. Dlaczego kąt nachylenia igły zmieniał się w pobliżu stawów? Jak głęboko to zbyt głęboko podczas manewrowania w okolicach głównych nerwów? Rozpoznawała podstawową anatomię, ale leżąca u podstaw tego wszystkiego filozofia szlaków energetycznych wydawała się obcym językiem. Do przetworzenia i zapamiętania w czasie rzeczywistym była cała góra surowych danych. Nie odważyła się zadać ani jednego pytania, przerażona, że zaprzepaści swoją jedyną realną drogę ucieczki przed toksycznym zespołem badawczym Arthura Kenricka. Jeśli dzisiaj nie uda jej się zaimponować Beatrix, jej marzenie o utorowaniu sobie nowej ścieżki rozpłynie się w powietrzu.
Zanim Beatrix wyjęła ostatnią igłę, ubranie medyczne Cleo przykleiło się do jej wilgotnych pleców.
Gdy tylko wyszły z gabinetu zabiegowego z powrotem na korytarz, Beatrix odwróciła się na pięcie. Opuściła swój podkład z notatnikiem i natychmiast zaserwowała jej niezapowiedziany sprawdzian. – W porządku, obserwatorko. Powiedz mi dokładnie, czego właśnie byłaś świadkiem. Ile z tego tak naprawdę zrozumiałaś?
To nagłe żądanie zawisło ciężko w powietrzu. Hazel zauważyła sztywną postawę Cleo i wystąpiła naprzód, próbując subtelnie interweniować, by złagodzić ogromną presję. – Weź głęboki wdech – szepnęła zachęcająco Hazel. – Po prostu wyrzuć z siebie wszystko, co pamiętasz. Nie martw się, Croft nie odgryzie ci głowy. To było sporo do przyswojenia na raz.
Cleo doceniła koło ratunkowe, ale wiedziała, że stawka jest wysoka. Wzięła głęboki wdech i uspokoiła bijące serce. Przywołała z pamięci obraz sesji terapeutycznej, pozwalając, by pałeczkę przejęła jej pamięć fotograficzna.
– Zastosowała pani dwa odrębne zestawy igieł – zaczęła Cleo, a jej głos nabierał miarowej pewności. – Pierwszy zestaw precyzyjnie celował w punkt Jelita Grubego 4 i Główny Kanał Zarządzający 20. Następnie dokonała pani wkłuć w punkt Żołądka 40, Serca 7, Jelita Grubego 11 i Żołądka 44. Zakończyła pani tę sekwencję na Wątrobie 3, Żołądku 36, Śledzionie 9 i Głównym Kanale Zarządzającym 26.
Beatrix skrzyżowała ramiona, a jej wyraz twarzy był nieodgadniony. – Mów dalej.
– Drugi zestaw przeniósł punkt ciężkości – płynnie stwierdziła Cleo. – Skupiła się pani na Nerkach 3 i Sercu 7. Następnie przeszła pani do Nerek 7, Jelita Grubego 11, Naczynia Poczęcia 4, Jelita Grubego 4, Naczynia Poczęcia 6 i Żołądka 28.
Na tym jednak nie poprzestała. Bogaty aromat z pokoju wciąż utrzymywał się w jej nosie. Posiadała wyjątkowo ostry węch, wyćwiczony podczas niezliczonych nocnych sesji nauki. – Ponadto uspokajające kadzidło płonące w rogu nie służyło tylko do stworzenia atmosfery. Rozpoznałam aktywne składniki ziołowe mieszające się w dymie. Użyła pani paczuli dla uziemienia, bylicy pospolitej dla stymulacji energii i drzewa sandałowego jako bazy zapachu. Wykryłam też ślady kory cynamonowca i słodkiej lawendy unoszące się w tle.
Beatrix opuściła ramiona. Prawdziwy szok przełamał jej zazwyczaj surową postawę. Wpatrywała się w Cleo, domagając się odpowiedzi. – Zidentyfikowałaś konkretne aktywne składniki w kadzidle wyłącznie po zapachu? Skąd masz tak wyostrzony zmysł węchu?
Cleo kiwnęła głową. – Na drugim roku studiów intensywnie uczyłam się na zaawansowanym przedmiocie do wyboru z ziołolecznictwa. Zapamiętałam setki skomplikowanych profili zapachowych, struktur botanicznych i tekstur surowców wyłącznie po to, by wygrać konkurs farmakologiczny z pulą nagród w wysokości piętnastu tysięcy dolarów. Potrzebowałam tych pieniędzy, żeby utrzymać się na powierzchni.
Hazel wydała z siebie głośne westchnięcie, a jej twarz natychmiast rozjaśniła się od przebłysku rozpoznania. – Chwileczkę! To dlatego twoje nazwisko coś mi wcześniej mówiło. Jesteś tą genialną studentką, która o włos pokonała mnie w drodze po pierwsze miejsce w tamtym właśnie konkursie!
Cleo skrzywiła się, czując nagłe, ostre ukłucie poczucia winy. – Tak. Przykro mi z tego powodu, Hazel. Byłam wtedy zdesperowana, by zdobyć tę gotówkę.
Hazel machnęła ręką w powietrzu, wybuchając szczerym, wesołym śmiechem. Przyjęła to objawienie z dobrodusznym wdziękiem. – Żartujesz sobie? Za co ty przepraszasz? Wygrałaś te pieniądze uczciwie i na jasnych zasadach. Myślałaś, że będę żywić urazę i powalę cię na ziemię na środku korytarza? – Zrobiła krok do przodu i żartobliwie szturchnęła Cleo.
Beatrix zagwizdała rzadko spotykanym dla niej, cichym gwizdem. – Przegrać ważny konkurs i wciąż się tym chwalić? Gdybym była na twoim miejscu, Hazel, zachowałabym ten żenujący szczegół dla siebie.
Vaughn opuścił maseczkę chirurgiczną. Posłał Hazel płaskie, nieodgadnione spojrzenie. – Serio. Tyle w temacie żenady.
– Hej, uważaj na słowa, Vaughn – odgryzła się Hazel, a jej policzki spłonęły udawanym oburzeniem.
Beatrix klasnęła w dłonie raz, natychmiast ucinając przekomarzanki. – Dobra, wystarczy wam tego. Idźcie wziąć jakiś lunch ze stołówki. Muszę zamienić z panią Abbott kilka słów. Na osobności.
Hazel puściła do Cleo zachęcające oczko, bezgłośnie wymawiając "dasz radę", po czym pozwoliła Vaughnowi odciągnąć się korytarzem.
Kiedy ich kroki ucichły, atmosfera na korytarzu stała się ciężka i poważna. Cleo stała przed budzącą grozę profesor, a jej nerwy aż wibrowały. Wiedziała, że Beatrix jest bystra. Profesor prawdopodobnie zdążyła już wydedukować, że nie należy do standardowej rotacji studentów.
Cleo postanowiła wyłożyć karty na stół. – Profesor Croft, muszę coś wyznać – powiedziała Cleo, bawiąc się lekko rąbkiem swojej koszuli medycznej, zanim nie zmusiła dłoni do bezruchu. – Nie byłam wcześniej z panią szczera. Nie jestem oficjalną stażystką przysłaną przez administrację uczelni.
Beatrix oparła się plecami o ścianę, ponownie krzyżując ramiona. – Domyśliłam się tego. Kim więc właściwie jesteś i dlaczego wpraszasz się na moje obchody kliniczne?
– Jestem na ostatnim roku – wyjaśniła Cleo, utrzymując spokojne spojrzenie. – Pierwotnie byłam na ścieżce do cytologii. Jednak po celowym zaprzepaszczeniu szansy na miejsce w elitarnym zespole badawczym profesora Kenricka zdałam sobie sprawę, że potrzebuję drastycznej zmiany.
Beatrix uniosła brew. – Celowo zawaliłaś egzamin u Kenricka?
– Tak. Odmawiam godzenia się na przeciętność – oświadczyła Cleo, a jej głos zabrzmiał z nowo odkrytą determinacją. – Pozostanie na jego wydziale oznaczałoby życie w jego cieniu na zawsze, walkę o okruchy uznania w pracach badawczych, które nieuchronnie uznałby za własne. Zdecydowałam się na zwrot akcji. Chcę wejść w niszową dziedzinę, w której będę mogła prawdziwie dominować, polegając na własnych zasługach. Zamierzam zbudować własne niezaprzeczalne fundamenty i ostatecznie przyćmić grupę Kenricka na własnych warunkach.
Spojrzenie Beatrix stało się niezwykle ostre. Powietrze między nimi aż iskrzyło od napięcia, gdy pani profesor rzuciła wyzwanie śmiałym ambicjom Cleo. – Myślisz, że możesz po prostu wejść tu sobie spacerkiem i zacząć dominować? Akupunktura to nie jakaś trywialna fucha na boku, której chwytasz się dla szybkiego podbudowania ego. Wymaga to lat wyczerpującego, bolesnego zaangażowania.
Beatrix wymierzyła surowo palcem w podłogę. – Mój wydział jest największym outsiderem na tym kampusie. Nie otrzymujemy ogromnych funduszy ani automatycznego prestiżu, którym cieszy się Arthur Kenrick. Studenci walczą rękami i nogami o miejsce w jego laboratoriach. My walczymy o utrzymanie naszych doktorantów. Czy na pewno chcesz dokonać nieodwracalnej zmiany na swoim kierunku? Kiedy raz się w to zaangażujesz, nie będzie już powrotu do badań w nurcie głównej medycyny.
Cleo nie ustępowała, a jej postawa była sztywna od niezachwianej determinacji. – Jestem pewna. Niszowy status akupunktury to dokładnie ten powód, dla którego oferuje ona najlepszą okazję do tego, by się wyróżnić. Nurt główny medycyny jest przeludniony. Ta dziedzina wymaga prawdziwych umiejętności, by osiągnąć w niej doskonałość. Co więcej, jest pani równie legendarną postacią w swojej dziedzinie, jak Arthur Kenrick w swojej. Stawiam swoją akademicką przyszłość na panią, profesorze.
Cisza rozciągnęła się na pustym korytarzu. Ciężki, oceniający moment wypełnił przestrzeń, gdy Beatrix badała wzrokiem stojącą przed nią młodą kobietę. Profesor szukała w oczach Cleo jakiegokolwiek śladu wahania lub arogancji, znajdując jedynie czystą, zahartowaną determinację.
W końcu Beatrix wydała z siebie ciężkie westchnienie. Opuściła ramiona, a jej surowy wyraz twarzy złagodniał. – W porządku. Możesz zostać.
Cleo wypuściła z płuc drżący oddech. Zalała ją fala triumfalnej ulgi, ale zanim zdążyła zacząć świętować, Beatrix podniosła dłoń.
– Jeszcze się nie ciesz – ostrzegła Beatrix, stawiając twarde ultimatum. – Właśnie udowodniłaś, że masz bystry umysł. Bezbłędnie zapamiętałaś to skomplikowane ułożenie igieł. Ze względu na ten surowy talent samo zaliczenie egzaminu końcowego w tym semestrze nie wystarczy.
Beatrix zrobiła krok bliżej, zniżając głos do cichego, stanowczego tonu. – Jeśli chcesz mojego podpisu na swoich oficjalnych dokumentach z praktyk, musisz zmiażdżyć sprawdzian praktyczny. Oczekuję idealnego wyniku, Cleo. Jeden błąd i wylatujesz. Zrozumiano?
Szczęka Cleo się zacisnęła. Stawka była astronomiczna, ale to było dokładnie to wyzwanie, którego tak szukała. Skinęła stanowczo głową na znak zgody, a w jej piersi zapłonęła dzika iskra.
– Rozumiem – powiedziała z zapałem Cleo. – Czy mogę zacząć pani towarzyszyć od razu?
















