Doskonale wrobiony: Odrodzenie odrzuconego geniusza

Doskonale wrobiony: Odrodzenie odrzuconego geniusza

Autor: Soren Vesper

Właściwe miejsce
Autor: Soren Vesper
25 lip 2026
Hazel czekała tuż za drzwiami gabinetu. W sekundzie, gdy Cleo wyszła z podpisanymi dokumentami, twarz Hazel rozjaśniła się bardziej niż świetlówki nad ich głowami. Chwyciła Cleo za ramię, promieniując niepohamowaną ekscytacją. – Dzięki Bogu, że zostajesz – powiedziała Hazel, ciągnąc Cleo wzdłuż cichego szpitalnego korytarza. – W końcu będę miała jakieś prawdziwe towarzystwo. Nie masz pojęcia, jak to do tej pory wyglądało. – Aż tak źle? – zapytała Cleo. – Codzienne znoszenie lodowatej pozy Vaughna doprowadzało mnie do szału. Potrzebowaliśmy kogoś, kto zrównoważy to mroźne usposobienie. – Hazel skierowała je w stronę klatki schodowej. – Zatrzymamy się w tymczasowych kwaterach dla stażystów w szpitalu. Udało mi się załatwić pokój tylko dla siebie. Cóż, a teraz dla nas. Jest tam metalowe łóżko piętrowe, ale pościel jest już gotowa. Zrobiłam zapas świeżych prześcieradeł i czystych poszewek. Będziemy mogły je zmienić, jak tylko rzucimy torby. Hazel trajkotała bez przerwy podczas marszu, planując nadchodzące dni. – Przez najbliższe dwa dni profesor Croft ma napięty grafik konsultacji z pacjentami. Będziemy za nią chodzić, obserwować i zdobywać trochę praktycznego doświadczenia. Jeśli nie masz teraz żadnych zajęć na kampusie, powinnaś zostać tu na kilka dni. Cleo skinęła głową, przyswajając szczegóły. Zalała ją głęboka fala ulgi. Wzięła głęboki wdech sterylnego, szpitalnego powietrza. Zmiana kierunku nie była tylko spontanicznym buntem; była przekalkulowanym zwrotem. To był jej pierwszy udany krok w kierunku przepisania na nowo tragicznej trajektorii jej poprzedniego życia. – A tak przy okazji – zapytała Hazel, spoglądając w bok – co studiowałaś wcześniej? Zaliczyłaś wszystkie wymagane kursy? Dlaczego po prostu nie zrobisz stażu tam? Te pytania przywołały na myśl Arthura Kenricka i jego elitarny zespół badaczy, ale ta myśl nie pociągnęła Cleo w dół. Zamiast tego na jej ustach zagościł lekki, szczery uśmiech. – Studiowałam cytologię u profesora Arthura Kenricka – odpowiedziała Cleo. – On i tak ma już mnóstwo stażystów. Oczy Hazel nieznacznie się rozszerzyły, gdy rozpoznała to wpływowe nazwisko, ale nie dopytywała w poszukiwaniu plotek. Po prostu ze zrozumieniem skinęła głową. – Szczerze mówiąc, podjęłaś właściwą decyzję. O wiele lepiej być głównym graczem w zgranym zespole, takim jak nasz, niż jakimś niewidzialnym, przepracowanym trybikiem w potężnej grupie badawczej, takiej jak ta Kenricka. Przy mniejszej liczbie studentów u profesor Croft, każdy z nas otrzymuje rzeczywistą uwagę. Dobrze trafiłaś. – Tak – powiedziała Cleo, a z każdym krokiem jej klatka piersiowa wydawała się lżejsza. – Też tak myślę. Hazel pomogła Cleo rozlokować jej skromny dobytek w pokoju w akademiku, po czym znów wyciągnęła ją na zewnątrz. Skierowały się prosto do stołówki na kampusie. Lawirując krętymi alejkami, Cleo wyciągnęła telefon, by wysłać szybkiego SMS-a do swojej współlokatorki, Felicity, dając jej znać, że przez kilka dni zostanie w szpitalu. Właśnie gdy jej kciuk zawisł nad przyciskiem wysyłania, ekran zmienił widok. Na szkle zamigotało imię. *Declan Mercer.* Cleo wpatrywała się w połączenie przychodzące. Jej piękne oczy pozostały niewzruszone, pozbawione gorączkowej nadziei czy niepokoju, które kiedyś chwytały ją za serce, ilekroć Declan się odzywał. Z chłodnym, wyuczonym spokojem nacisnęła boczny przycisk, by wyciszyć dzwonek. Nie odrzuciła połączenia; po prostu je wyciszyła i wrzuciła telefon głęboko do torebki niczym bezwartościowy śmieć. – Dlaczego nie odbierasz? – zapytała Hazel, kątem oka wyłapując ten ruch. Cleo uśmiechnęła się, przyspieszając kroku w stronę drzwi stołówki. – To nikt ważny. Chodźmy zjeść coś na ciepło. W porównaniu do dobrego posiłku, Declan był pozbawiony znaczenia. ***** Wiele mil stąd, stojąc w przytłaczającym cieniu żeńskiego akademika na Uniwersytecie Medycznym Cresthaven, Declan patrzył, jak jego ekran gaśnie. Opuścił telefon, a jego czoło zmarszczyło się z niedowierzaniem. – Nie odbiera – mruknął Declan, a w jego zaciśniętej szczęce wyraźnie malowała się frustracja. Nolan oparł się o pobliski filar i wydał z siebie ostry, drwiący śmiech. – Cleo robi się z minuty na minutę coraz bardziej arogancka. Nawet nie raczy odebrać twoich telefonów? Co ona sobie myśli? Declan potarł kark, a irytacja buzowała mu pod skórą. – Czy ona nie zdaje sobie sprawy, że próbujemy wyciągnąć do niej rękę? – narzekał Nolan, a jego głos odbijał się echem po cichym dziedzińcu. – Po tym, jak potraktowała Mayę, powinna nas błagać, żebyśmy to wszystko załagodzili. Zamiast tego, przywlekłem się dziś po południu do archiwum, żeby jej pomóc, a jedyne, co powiedziałem, to to, że musi cię przeprosić, Declan. I wiesz, co zrobiła? Olała mnie, wybiegła wściekła i zostawiła w archiwum totalny bałagan. A teraz ignoruje telefony. Nie do wiary. – Nolan, zamknij się – warknął Marcus, robiąc krok do przodu. – Cleo nie wbija noża w plecy. Przyznała się Mai do winy i przyjęła cios. Przestań mieszać jej imię z błotem. – Więc to teraz moja wina? – odgryzł się Nolan. – Nie przyciągnąłbym was tu wszystkich, gdybym nie martwił się, że znowu zostanie ukarana za porzucenie swojego stanowiska. Dane projektowe to teraz jakaś katastrofa. Nad grupą zapadła gęsta, gorzka cisza. Zbiorowy nastrój drastycznie opadł. Caleb wyciągnął własny telefon, przerywając napięcie. – Zadzwonię do jej współlokatorki. Wykręcił numer Felicity. Krótka rozmowa sprowadzała się do tego, że Caleb kilka razy skinął głową, a jego wyraz twarzy stawał się coraz bardziej poważny. Rozłączył się i odwrócił do grupy. – Mówiłeś, że Cleo wybiegła, bo była na ciebie zła – powiedział Caleb, przeszywając Nolana twardym spojrzeniem. – Przyszło ci do głowy, że może po prostu była chora? Mroczny wyraz twarzy Declana załamał się. – Chora? Co się stało? – Felicity powiedziała, że Cleo po powrocie do akademika tego popołudnia pojechała prosto do szpitala – wyjaśnił Caleb, wsuwając telefon do kieszeni. – Podobno została przyjęta na oddział i nie wróci przez kilka dni. Nolan skrzyżował ramiona, parskając śmiechem. – Kupujesz to? Kiedy widziałem ją w archiwum, wyglądała dobrze. To musi być ściema. Marcus spiorunował go wzrokiem. – Jasne, bo po prostu przekupiłaby lekarza, żeby przyjął ją do szpitala na dwa dni, tylko po to, żeby cię unikać? – Kto wie, czy w ogóle jest w szpitalu? – spierał się Nolan. – Jeśli po prostu leży w łóżku, to dlaczego miałaby nie odbierać telefonu? – Wystarczy – rozkazał Declan, a jego głos przeciął sprzeczkę. Zlustrował grupę wzrokiem. – Cleo zawsze była oszczędna i nie ma w Cresthaven szerokiego grona przyjaciół, u których mogłaby się ukryć. Gdyby faktycznie nie była w szpitalu, już dawno wróciłaby do swojego pokoju. Caleb, dowiedz się, w którym szpitalu leży. Zamierzam ją odwiedzić. Musimy wiedzieć, jak to się stało, że tak nagle zachorowała. Caleb skinął głową i odwrócił się, by wykonać kolejny telefon, ale Trenton wyciągnął rękę i chwycił go za ramię, zatrzymując w miejscu. – Czekajcie – powiedział Trenton, patrząc prosto na Declana. – Pamiętacie, co obiecaliśmy na dzisiejszy wieczór? Mamy zjeść kolację z Mayą. Dopiero co wróciła na kampus, a wszyscy wiecie, że jest teraz w kruchym stanie emocjonalnym. Declan zamarł, a poczucie pilności w jego piersi opadło. – Profesor ostrzegał nas, że Maya nie zniesie więcej stresu – kontynuował Trenton, kładąc nacisk na swoje słowa. – Jeśli wszyscy ją teraz wystawimy, żeby pojechać do Cleo, to ją po prostu zniszczy. Declan wypuścił długi oddech, ważąc obie racje. Decyzja zapadła szybko. – Masz rację. Nie możemy dziś złamać obietnicy danej Mai. – Spojrzał z powrotem na wygaszony ekran telefonu. – Zostawimy sprawę Cleo na później. Ona wie, jak o siebie zadbać. Prawdopodobnie i tak nie potrzebuje, żebyśmy tłoczyli się w jej sali. Marcus przeniósł ciężar ciała, a jego wyraz twarzy pociemniał. – Dobra, ale co z archiwum? Skoro Cleo jest w szpitalu, kto wie, kiedy te akta zostaną uporządkowane? Profesor Kenrick wpadnie we wściekłość, jeśli narobimy zaległości. Declan przycisnął dwa palce do skroni, czując, jak wzbiera w nim ból głowy. – W tym tygodniu zdążyła już raz zdenerwować profesora Kenricka. Jeśli to opóźnienie wpłynie na harmonogram projektu, on wyrzuci ją z zespołu na dobre. Myśl o tym, że Cleo straciłaby swoje miejsce, nie podobała się Declanowi. Mimo frustracji spowodowanej jej niedawnym nastawieniem, wciąż czuł pewne poczucie odpowiedzialności. – Zbudowaliśmy zbyt duże zaufanie przez te lata wspólnej pracy – powiedział Declan stanowczym tonem. – Nie chcę, żeby została wyrzucona. Po kolacji wszyscy pójdziemy do laboratorium. Sami skończymy porządkować tę ogromną stertę danych badawczych. Pozostali starsi studenci wymienili spojrzenia, w milczeniu uświadamiając sobie górę wyczerpującej pracy, jaka na nich czeka, ale żaden z nich nie protestował. Skinęli głowami na znak zgody, zamierzając chronić jej pozycję w zespole. ***** Wiele mil stąd, w cichym komforcie pokoju akademika przy szpitalu, Cleo siedziała ze skrzyżowanymi nogami na swoim dolnym łóżku. Pozostawała w błogiej nieświadomości, że wyczerpująca, niszcząca żołądek praca w archiwum – ta sama harówka, która w jej poprzednim życiu zrujnowała jej zdrowie i przyprawiła ją o przewlekły ból – była właśnie wykonywana przez tych samych chłopaków, którzy kiedyś wykorzystywali jej poświęcenie. Właśnie skończyła jeść z Hazel ciepłą, sytą kolację. Teraz w pokoju panowała cisza, przerywana jedynie szybkim stukotem klawiszy. Hazel siedziała przy małym biurku w kącie, już pogrzebana w ciężkich lekturach, które Beatrix zadała im podczas posiłku. Cleo wyciągnęła z torby laptopa i położyła go na udach. Ekran rozświetlił jej twarz w mrocznym pokoju. Zamiast otwierać pliki z zadaną pracą domową, otworzyła czysty szkic wiadomości e-mail. Wpisała oficjalny wydziałowy adres Arthura Kenricka. Przez dłuższą chwilę Cleo po prostu wpatrywała się w mrugający kursor. Wspomnienia z poprzedniego życia przenikały przez sterylne, białe tło ekranu. Pamiętała, jak szamotała się, krwawiła i zaharowywała, by odzyskać zaufanie starszych kolegów i zapewnić sobie aprobatę Arthura. Wykonywała całą najbrudniejszą i najbardziej morderczą robotę w laboratorium, nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa skargi. Kiedy zespół trafiał na główne wąskie gardła w badaniach, to właśnie Cleo nie spała przez całe noce, wypruwając sobie żyły, by rozpracować dane i znaleźć rozwiązania. I co jej to dało? Gdy zbliżało się zakończenie studiów, a jej oficjalne akta stażystki wylądowały na biurku Arthura Kenricka, użył ich jako broni przeciwko niej. Żywo pamiętała zjadliwą, hipokrytyczną ocenę, którą napisał: *Cicha i nieprofesjonalna; odpowiednia do zadań administracyjnych i podstawowego utrzymania laboratorium; brakuje jej niezbędnej intuicji do badań akademickich.* Kiedy zebrała się na odwagę, by stawić mu czoła, błagając o wyjaśnienie, Arthur poprawił okulary i spojrzał na nią z góry, z chłodną obojętnością. *Nie mogę wpuścić kogoś o tak marnym morale do prestiżowego laboratorium akademickiego. Mam obowiązek dbać o rzetelność w dziedzinie medycyny.* Te wzniosłe, świętoszkowate słowa prześladowały ją przez lata. Wtedy była na tyle naiwna, by wierzyć, że zdoła zmienić jego zdanie. Przyjmowała na siebie jedno niewdzięczne zadanie po drugim, zdesperowana, by udowodnić swoją wartość, aż do momentu, gdy zaaranżowali jej ostateczny upadek i posłali ją do więzienia. Gorzki uśmiech wykrzywił usta Cleo. Nigdy więcej. Położyła palce na klawiszach i zaczęła pisać. Nie napisała emocjonalnego błagania ani gniewnego wywodu. Sformułowała formalne, chłodne zawiadomienie o rezygnacji, oficjalnie wypisując się z jego zespołu badawczego i wycofując swoje nazwisko z listy stażystów. Odmówiła Arthurowi Kenrickowi kolejnej szansy na to, by dyktował jej przyszłość. Wiedziała z niezachwianą pewnością, że jej nadchodząca ocena stażu pod okiem profesor Beatrix Croft będzie sprawiedliwa, prawdziwa i oparta wyłącznie na jej rzeczywistych zasługach. Cleo dokończyła ostatnie zdanie. Bez cienia wahania wcisnęła klawisz Enter. E-mail zniknął z jej skrzynki nadawczej, pędząc przez serwery kampusu i zrywając jej więzi raz na zawsze. Kiedy ekran się odświeżył, Cleo wypuściła długi, drżący oddech. Oparła się o chłodną metalową ramę łóżka piętrowego, zamykając oczy. Ogromny, duszący ciężar – który niosła przez dwa życia – spadł z jej klatki piersiowej, pozostawiając ją lżejszą, wyzwoloną i cicho triumfującą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Właściwe miejsce – Doskonale wrobiony: Odrodzenie odrzuconego geniusza | Czytaj powieści online na beletrystyka