Bez sekundy wahania Cleo złapała Mayę za nadgarstki i stanowczo wcisnęła eleganckie pudełko z medalem z powrotem w dłonie młodszej dziewczyny. Wydała z siebie miękki, beztroski śmiech, rzucając znaczące, subtelne spojrzenie przez ramię Mayi prosto na Declana.
– Och, nie bądź niemądra, Mayo – oznajmiła Cleo. Jej głos zadźwięczał czysto na cichym korytarzu, upewniając się, że każdy starszy student ją usłyszy. – To był wspaniały pomysł Declana, by zmusić mnie dzisiaj do publicznych przeprosin. Wyraźnie ma do ciebie ogromną słabość.
Cleo przekrzywiła głowę, nawiązując kontakt wzrokowy z Declanem. Jej spojrzenie kryło w sobie ciche, kpiące wyzwanie. – Skoro jesteś jego absolutnie ulubioną młodszą koleżanką, z pewnością nie będzie miał nic przeciwko temu, że jego cenny medal posłuży do poprawienia ci humoru. Prawda, Declan?
Ta wykalkulowana uwaga uderzyła w niezwykle czuły punkt. Declan stał jak wryty. Spokojna, opanowana maska, którą tak doskonale nosił, pękła w mgnieniu oka. Ciemny rumieniec gniewu wypełzł na jego szyję. Jego szczęka mocno się zacisnęła. Cleo odrzucała jego dawne uczucie jak śmieci. Ten medal nie był tylko jakimś przypadkowym świecidełkiem. Był jego najbardziej dumnym osiągnięciem, jego pierwszym poważnym zwycięstwem. Dał jej go wtedy ze szczerą troską, traktując ją jak młodszą siostrę. Teraz wyrzucała go tylko po to, by zdobyć punkty w błahej kłótni.
Z jego gardła wyrwało się ciche, gniewne warknięcie. Skrócił dystans między nimi dwoma długimi krokami i wyrwał aksamitne pudełeczko z luźnego uścisku Mayi.
– Niezła próba, Cleo – warknął Declan. Spojrzał na nią z góry.
Cleo nie drgnęła. Utrzymała swój niewzruszony, wyzywający wyraz twarzy. Jej wargi wygięły się w delikatnym uśmieszku. – Coś nie tak? Myślałam, że skoczysz na okazję, by wywołać uśmiech na twarzy swojej małej gwiazdeczki.
Maya wydęła wargi, patrząc na swoje puste dłonie, zanim podniosła wzrok szerokimi, zaszklonymi oczami. – Cleo, proszę – powiedziała słabym, kruchym głosem. – Przekazywanie takiego przedmiotu dalej jest po prostu niestosowne. Nie możesz tego zrobić.
Cleo rozszerzyła oczy, udając perfekcyjną niewinność. – Niestosowne? Ależ jesteś niekwestionowaną ulubienicą całego zespołu. Zasługujesz na to, co najlepsze. – Rzuciła kolejne spojrzenie kipiącemu ze złości starszemu studentowi. – Declan jest wniebowzięty, że może ci to dać. Po prostu nie chce tego powiedzieć na głos.
Nie mogąc utrzymać opanowania pod drwiącym spojrzeniem Cleo, Declan wypuścił ostro powietrze. Frustracja sięgnęła zenitu. Chwycił dłoń Mayi i wcisnął złoty medal bezpośrednio w jej dłoń.
– Masz, mała – powiedział jej szorstkim głosem. – Pilnuj go. – Posłał Cleo gorzkie, wściekłe spojrzenie. – Nie bądź jak niektórzy ludzie, którym brakuje podstawowej wdzięczności.
Bez słowa Declan odwrócił się na pięcie i odszedł wściekły. Jego ciężkie kroki odbijały się echem po korytarzu, aż zniknął za rogiem.
Maya stała, trzymając w dłoniach ciężki metal. Czuła się kompletnie zbita z tropu. Triumf z ostatecznego zdobycia cennego medalu Declana wydawał się być naznaczony tym nagłym zgrzytem. Wpatrywała się w zrelaksowaną postawę Cleo, zastanawiając się, czy starsza dziewczyna celowo próbuje dać się wyrzucić z zespołu.
Marcus wystąpił naprzód. Ze złością skonfrontował się z Cleo, głęboko marszcząc brwi. – W czym masz problem? Dlaczego celowo prowokujesz Declana? Zależy ci w ogóle na tym, żeby zatrzymać miejsce w laboratorium?
Cleo jedynie westchnęła. Wzruszyła ramionami, okazując udawaną niewinność. – Nie mam pojęcia, dlaczego tak wybuchnął. Po prostu starałam się wesprzeć jego ewidentne zainteresowanie Mayą. Skąd miałam wiedzieć, że wpadnie w furię?
Pomachała im krótko i lekceważąco. – Do zobaczenia później.
Cleo niespiesznym krokiem odeszła korytarzem. Marcus, Caleb i Maya wymienili zdezorientowane, pełne niedowierzania spojrzenia. Cichy, uległy kujon badawczy, którego wszyscy znali, po prostu zniknął. Ta nagła, śmiała zmiana w jej osobowości głęboko zaniepokoiła pozostałych studentów.
Następnego ranka Cleo wślizgnęła się do cichego sanktuarium, jakim była biblioteka kampusu. Wysokie sufity i rzędy starożytnych tekstów zapewniały jej mile widziane schronienie. Na dziś miała jasno określony cel. Musiała wybrać nowy kierunek studiów.
Pozostanie na jej obecnym kierunku równało się samobójstwu akademickiemu. Oznaczałoby to konieczność przetrwania nieustającej, miażdżącej duszę walki z Arthurem Kenrickiem i wpływowymi postaciami, do których właśnie się zraziła. Oni kontrolowali laboratorium. Oni kontrolowali stopnie. Ucieczka ze strefy ich wpływów była dla niej jedyną realną drogą do przetrwania tej drugiej szansy. Tylko wykraczając poza ich terytorium, mogła zyskać wolność niezbędną do zdemontowania zawiłej sieci kłamstw Mayi.
Spędziła długie godziny na przemierzaniu wąskich alejek. Rozpaczliwie próbowała znaleźć alternatywny kierunek, który byłaby w stanie realistycznie ukończyć podczas tego ostatniego roku. Przejście na inny intensywny program naukowy na tym etapie było niemal niemożliwe. Potrzebowała luki w systemie.
Zatopiona w myślach, Cleo obróciła się zbyt szybko w ciasnej przestrzeni między dwoma wysokimi regałami. Jej stopa ostro uderzyła w masywną, drewnianą nogę stolika do nauki.
Nagłe uderzenie wstrząsnęło stołem. Gwałtownie wybudziło to studenta, który ucinał sobie drzemkę, opierając twarz na ramionach. Drgnął, gwałtownie się budząc. Jego łokieć zahaczył o krawędź ciężkiego podręcznika, zrzucając z głośnym hukiem masywny tom na podłogę.
– O kurczę – szepnęła Cleo. – Bardzo mi przykro.
Szybko schyliła się, by podnieść księgę. Gdy jej palce musnęły grubą okładkę, jej wzrok przykuły pogrubione, wyblakłe litery. *Akupunktura*.
Zanim zdążyła ją unieść, z góry wystrzeliła duża dłoń. Student gwałtownie wyrwał książkę prosto z jej rąk.
– Kto pozwolił ci dotykać mojej własności? – warknął. Jego głos był szorstkim, chrypliwym szczeknięciem. Wstał, górując nad nią. Ciemne włosy opadały na przenikliwe, poirytowane oczy.
Cleo wstała, otwierając usta, by ponownie przeprosić, ale chłopak jej nie słuchał. Wsunął krzesło, przycisnął podręcznik do akupunktury do piersi i wyraźnie obrażony, wściekłym krokiem wypadł z biblioteki.
Cleo patrzyła, jak odchodzi, mrugając ze zdziwienia. Zanim zdążyła przeanalizować to krótkie, wrogie spotkanie, rozległ się znajomy głos.
– Po co z nim zadzierałaś?
Od strony głównej alejki podszedł do niej Nolan. Trzymał w dłoni starannie zapakowane pudełko z jedzeniem. Zatrzymując się obok niej, posłał jej swobodny uśmiech. – Marcus i Caleb byli zbyt zajęci sortowaniem danych, żeby przyjść osobiście. Przysłali mnie, żebym ci to podrzucił.
Cleo uśmiechnęła się, przyjmując jedzenie. Pojemnik grzał ją w dłonie. – Dzięki.
Ale za jej uprzejmym uśmiechem, jej umysł natychmiast zalało mroczne, mrożące krew w żyłach wspomnienie z jej poprzedniego życia. Wtedy sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Odmówiła przeproszenia Mayi w biurze Kenricka. Postawiła na swoim. W rezultacie cały zespół całkowicie ją odizolował.
Pamiętała, jak siedziała dokładnie w tej bibliotece, wygłodniała i wyczerpana. Nolan przechodził obok z identycznym pudełkiem z jedzeniem. Błagała go o chociaż małą porcję. Nolan spojrzał na nią z góry, a jego twarz wykrzywiła się w okrutnym grymasie. Oświadczył drwiąco, że akademickie zero nie zasługuje na to, by jeść posiłki Mayi. Zostawił ją z niczym.
Wspomnienie wyblakło, pozostawiając gorzki posmak w jej ustach. Spojrzała na pudełko z jedzeniem, które trzymała w dłoniach. Zdała sobie sprawę, że ich obecna dobroć była warunkowana jej uległością. Tylko dlatego, że wczoraj zagrała posłuszną studentkę i przeprosiła, dobrze ją traktowali. Nie zamierzała dać się zwieść ich fałszywemu ciepłu.
Cleo przeszła do spokojnego kąta biblioteki i usiadła przy pustym biurku. Otworzyła posiłek, ale jej umysł zafiksował się na tytule książki, którą przed chwilą widziała.
Akupunktura.
W jej myślach zapłonęła iskra olśnienia. Akupunktura stanowiła idealną drogę ucieczki. To był niepopularny kierunek, który na tym kampusie miał praktycznie zerowe perspektywy kariery. W tej uczelni rządziła nowoczesna medycyna. Tradycyjne praktyki traktowano jak starożytne relikty. Oznaczało to, że nie spotka jej absolutnie żadna konkurencja. Biorąc pod uwagę ledwie garstkę studentów zapisanych na ten program, cieszyłaby się bezpośrednią, niepodzielną uwagą profesorów wydziału. Bez problemu nadrobiłaby zaległości i skończyła studia w terminie.
To był genialny plan.
– Hej. Odpłynęłaś?
Nolan przerwał jej rozmyślania. Odsunął krzesło naprzeciwko niej i usiadł, opierając łokcie o stół.
Cleo wróciła do rzeczywistości. Rzuciła mu speszony uśmiech. – Przepraszam. Po prostu myślałam. Kim był ten porywczy student, któremu wcześniej przeszkodziłam?
Twarz Nolana natychmiast wykrzywiła się z niesmakiem. Prychnął, odchylając się na oparcie krzesła. – To był Vaughn Sinclair.
– Vaughn Sinclair? – powtórzyła Cleo. Słyszała już to imię przewijające się w kampusowych plotkach, ale aż do dziś nigdy nie widziała jego twarzy.
Nolan skinął głową, a wyraz jego twarzy spoważniał. Zniżył głos, wygłaszając surowe ostrzeżenie. – Jest zaciekłym rywalem akademickim Declana. Ten facet emanuje mroczną, niebezpieczną aurą. Kłopoty to jego drugie imię. Musisz trzymać się od niego z daleka.
















