— Moje dziecko! — Elowen obudziła się z dłonią na brzuchu, a jej serce biło szaleńczo. — Moje dziecko…
— Elowen, uspokój się… — Elowen odwróciła się w stronę mężczyzny, który wypowiadał jej imię. Była zszokowana jego obecnością i początkowo nie rozumiała, co do niej mówi.
Obok jej szpitalnego łóżka stał Alaric Sterling, pierworodny syn najbogatszej rodziny w mieście Ashford. Choć zaszła w nim zauważalna zmiana, Elowen natychmiast go rozpoznała. Był postacią z jej przeszłości, kimś, kto stał się obcy zarówno dla niej, jak i dla jej męża.
W zwyczajny, szczęśliwy dzień Elowen była jak promień słońca. Miała długie, falowane blond włosy, twarz w kształcie serca i olśniewające zielone oczy. Jednak tego dnia nie musiała patrzeć w lustro, by wiedzieć, że wygląda tragicznie. Kilka godzin wcześniej wypłakiwała sobie oczy w samochodzie, by zostać uratowaną przez nieznajomego. Po badaniach lekarskich i zabiegach zemdlała z powodu stresu emocjonalnego. A teraz znów pogrążyła się w rozpaczy, panikując w obcej sali szpitalnej.
— Elowen, dziecko jest… — głos Alarica był ledwo słyszalny, gdy próbował wyjaśnić sytuację.
Elowen wciąż była oszołomiona widokiem Alarica, ale gdy przemówił, zapytała słabo: — Co? Co się stało, Alaric?
Alaric westchnął ciężko, pokręcił głową i powiedział ponurym tonem: — Straciłaś dziecko, Elowen. Bardzo mi przykro.
Na początku Elowen po prostu siedziała nieruchomo. Słowa, które wypowiedział, dźwięczały jej w głowie: „Straciłaś dziecko, Elowen. Bardzo mi przykro”.
Łzy zapiekły ją w oczach, zanim wykrztusiła: — Nie… Nie. Nie!
— Przykro mi — powtórzył Alaric.
— Nie! To niemożliwe! — krzyknęła. — Tak bardzo tego pragnęłam… przez tyle lat!
— Nie obchodzi mnie Julian, chcę tylko mojego dziecka! Alaric, proszę, powiedz, że to nieprawda — wykrzyknęła Elowen. Przypomniała sobie wszystkie wysiłki włożone w próbę poczęcia: wizyty w szpitalu, operację, zastrzyki i wszystkie suplementy, które musiała przyjmować.
W końcu była w ciąży, a teraz straciła dziecko. Dlaczego świat był tak niesprawiedliwy?
— To nie może być prawda. Nie może! — Jej nozdrza rozszerzyły się, a ona sama cisnęła poduszką w przypływie gniewu. Nie dbała o to, że nieświadomie celuje w Alarica Sterlinga. W tej chwili liczyła się tylko jej żałoba.
— Uspokój się, Elowen — zasugerował Alaric.
— Nie! — Łzy przesłoniły jej widok. Zawołała: — Nie potrafię się uspokoić! Nie mogę…
Elowen nie wiedziała, kiedy ani jak to się stało, ale nagle poczuła, że ramiona Alarica mocno oplatają jej ciało. Rozkazał: — Powiedziałem: uspokój się! Spokojnie. Już dobrze.
— Nienawidzę Juliana! Nienawidzę go! To wszystko jego wina! — wyrzuciła z siebie Elowen. Płakała coraz mocniej, tak że jej łzy splamiły drogi garnitur Alarica.
Nagle przypomniała sobie swoje nadzieje po operacji. Mówiła to, co ślina przyniosła jej na język, podczas gdy łzy nie przestawały płynąć po jej delikatnej twarzy: — Ja… miałam dbać o moje dziecko, śpiewać mu piosenki, kłaść je do snu, odprowadzać do szkoły… to… to miał być wreszcie mój czas.
Elowen była niepocieszona. Jej ciało drżało przy każdym gorzkim słowie, a jej szloch rozbrzmiewał surowymi emocjami. Jej twarz była zaczerwieniona, a oczy opuchnięte od potoku łez.
Podczas gdy Elowen wciąż wylewała swój żal, czuła, że uścisk Alarica wokół jej talii i pleców zacieśnia się. Mimo że nie rozumiała, dlaczego on tu jest i oferuje jej wsparcie, nie protestowała. W tamtym momencie Elowen była gotowa przyjąć pocieszenie od kogokolwiek.
Elowen również mocniej objęła Alarica. Płakała i płakała, aż zabrakło jej łez. Nie wiedziała, jak długo pozostawała w jego ramionach, zanim w końcu ucichła. Jej uścisk zelżał, a on odsunął się nieco. Jej dłonie bezwładnie opadły na kolana, a wzrok stał się nieobecny.
Przez dobrych kilka minut panowała cisza, podczas której Elowen myślała tylko o swojej ciąży. Nie wypowiedziała ani słowa, podobnie jak mężczyzna przed nią.
Gdy w końcu spojrzała na Alarica, otarła twarz rękami i zapytała: — Czy… czy zrobili wszystko, żeby uratować moje dziecko?
— Oczywiście — odpowiedział z przekonaniem. — Ale…
Alaric przełknął ślinę i powiedział niskim, lecz łagodnym głosem: — Powinienem pozwolić lekarzowi ci to wyjaśnić.
Używając swoich silnych ramion, przesunął się z łóżka i usiadł na wózku inwalidzkim. Zajęło to chwilę, ale w końcu Elowen zareagowała, marszcząc brwi. Pomyślała: „Zaraz, co? Alaric Sterling wciąż jeździ na wózku?”.
Elowen pamiętała, że wiele lat temu Alaric Sterling uległ wypadkowi na nartach, przez co stracił zdolność chodzenia bez podparcia. Jednak nie spodziewała się, że do dziś będzie skazany na wózek.
— Pójdę po lekarza — powiedział Alaric, zanim wyjechał swoim zmotoryzowanym wózkiem za drzwi. — Doktor Vance? Isla? Ona się obudziła! Chodź tu natychmiast! Porozmawiaj z nią. Ja nie… ja nie potrafię o tym dziecku.
„Isla?”. Elowen wzdrygnęła się na to imię. „Isla Vance?”.
Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała, był widok kolejnego członka rodziny Vance, ale czy Isla mogła być kimś, komu mogłaby zaufać? Tak, Isla była z Vance’ów, ale była daleką kuzynką Juliana, lekarzem ginekologiem-położnikiem.
Wkrótce Isla weszła do sali. Na jej twarzy malowało się poczucie winy, gdy powoli podchodziła do Elowen. Zanim Elowen zdążyła cokolwiek powiedzieć, Isla mocno ją przytuliła, płacząc razem z nią. — Tak mi przykro z powodu dziecka, Elowen. Przepraszam za mojego głupiego kuzyna! Nigdy mu nie wybaczę, że tak cię skrzywdził.
Nie mogąc powstrzymać emocji, Elowen znów wybuchnęła płaczem.
***
— Zazwyczaj poronienia przed trzynastym tygodniem nie wymagają hospitalizacji, ale krwawiłaś mocniej niż przypuszczaliśmy, więc chciałam cię tu zatrzymać na co najmniej dwa dni, by upewnić się, że nie będzie komplikacji — wyjaśniła ostrożnie Isla. — Podejrzewam, że to nie był tylko upadek. Byłaś pod ogromnym wpływem stresu, a to nie było zdrowe.
Minęła ponad godzina, odkąd Elowen dowiedziała się o stracie, ale wciąż nie chciała, by Isla ją opuszczała. Jako jej lekarka, Isla wyjaśniła wszystko, co się wydarzyło.
Trzymając Elowen za rękę, Isla powiedziała: — Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, El. Po prostu w to uwierz. Modlę się, żebyś pewnego dnia miała kolejne dziecko z właściwym mężczyzną. Oczywiście Julian nie jest dla ciebie odpowiedni. Zasługujesz na kogoś lepszego.
Z wyrazem smutku na twarzy, Elowen spojrzała na Islę i odpowiedziała słabo: — Dziękuję, Isla.
W tej samej chwili Elowen spojrzała w stronę drzwi i zobaczyła Alarica, który przyglądał jej się przez małą szczelinę. Była tak pochłonięta swoim smutkiem, że nie zauważyła, że Alaric przez cały ten czas stał za drzwiami. A te, rzecz jasna, były uchylone.
— Alaric… dlaczego on tu jest? — zapytała Elowen szeptem.
Isla wyglądała na zmieszaną. Odwróciła się w stronę drzwi, a potem znów spojrzała na Elowen. Odpowiedziała niechętnie: — To pan Sterling przywiózł cię do szpitala… właściwie to jego asystent zaniósł cię na izbę przyjęć.
— Och — odpowiedziała słabo Elowen. Spuszczając wzrok, wymamrotała: — Powinnam mu podziękować.
Isla wyjrzała za drzwi i zasugerowała: — Cóż, dam ci okazję, żebyś to zrobiła. Muszę zająć się innymi pacjentami, ale jeszcze do ciebie zajrzę.
Gdy Isla wyszła, wszedł Alaric. Elowen poczuła, jak temperatura w pokoju spada, jakby mężczyzna przyniósł ze sobą Antarktydę. Jej gardło było w tym momencie suche jak papier, ale zdołała wykrztusić: — Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś.
To nie był zwykły szpital; to był najlepszy ośrodek w Ashford, Sterling Memorial Center, placówka należąca do rodziny Alarica.
— Akurat przejeżdżaliśmy obok twojego samochodu i zauważyłem, że jesteś w niebezpieczeństwie. Oczywiście, że musiałem pomóc — powiedział spokojnie Alaric, wpatrując się w nią prosto.
— Musiałeś przegapić bardzo ważne spotkanie — zauważyła Elowen, wodząc wzrokiem po pokoju. Gdy jej oczy spoczęły na zegarze ściennym, oniemiała, widząc, że jest już po dwudziestej drugiej. Było południe, kiedy opuszczała rezydencję Vance’ów, co oznaczało, że Alaric spędził dziesięć godzin, pomagając jej!
Usta Elowen rozchyliły się, ale z trudem znajdowała słowa. Dopiero po chwili znów spojrzała na Alarica. — Pewnego dnia odwdzięczę ci się za to. Mam nadzieję, że mi na to pozwolisz.
Alaric uniósł podbródek z determinacją na twarzy. — Zapamiętaj swoje słowa, Elowen Everleigh, bo upomnę się o ten dług. Na razie odpoczywaj. Jedz porządnie. Wrócę do ciebie.
Gdy Alaric wyszedł, w pokoju zapadła ciężka cisza, która trwała jeszcze przez dobrą minutę.
Kiedy Elowen została sama, przełknęła ślinę, a jej serce biło nieco szybciej. Zastanawiała się, co Alaric miał na myśli. „Upomni się o dług?”
















