– Dlaczego? – zapytała Evangeline, kręcąc głową i patrząc z pytaniem na męża, próbując zrozumieć, o co tym razem był na nią zły. Jej mąż pakował swoje rzeczy, chcąc opuścić dom bez podania jej sensownego wyjaśnienia tego, co się działo. Nawet się nie kłócili; dlatego nie rozumiała, w czym tym razem tkwił problem.
– Cillian, proszę, nie rób tego – błagała, próbując ująć go za rękę. Mąż szybko cofnął dłoń, gromiąc ją wzrokiem.
– Nigdy cię nie kochałem i nigdy nie pokocham. Oboje wiemy, że nasze małżeństwo skończyło się, zanim jeszcze na dobre się zaczęło – powiedział, przypominając jej, że ich związek był aranżowany. Miała nadzieję, że z czasem ją pokocha; modliła się, walczyła, była silna, próbowała go do siebie przyciągnąć, ale nic nie działało. Ten człowiek był zimny jak lód, gdy chodziło o nią, i była to rzecz, której nie potrafiła do siebie dopuścić.
Położyła dłoń na brzuchu, czując jego lekkie napięcie. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, była utrata kolejnej ciąży. Tym razem Cillian nawet o niej nie wiedział; nie chciała dawać mu nadziei, jak to miała w zwyczaju, by w końcu znów go stracić, gdyby straciła kolejne z jego dzieci. Przestała już liczyć swoje poronienia, ale ta ciąża była jej ostatnią deską ratunku. Wiedziała, że Cillian nie dotknąłby jej na trzeźwo i spał z nią tylko wtedy, gdy był pijany.
Wciąż bardzo dobrze pamiętała tamtą noc. Jej mąż, człowiek, w którym była do szaleństwa zakochana, jęczał jej do ucha imię swojej kochanki, wyobrażając ją sobie, zanim osiągnął spełnienie. Wciąż pamiętała ból i upokorzenie, które wtedy czuła, ale nigdy mu o tym nie wspomniała. Następnego ranka, kiedy oboje się obudzili, mężczyzna nawet na nią nie spojrzał. Nie uznał nawet faktu, że była z nim w łóżku.
– Cillian, oboje próbowaliśmy. Ja próbowałam, przez lata, starałam się cię zadowolić. Ale…
– Więc przestań – uciął, przerywając jej. Spuściła wzrok na swoje stopy, unikając jego oczu, gdy w jej własnych zaczęły zbierać się łzy. Zacisnęła dłonie na koszuli, czując słabość. Nienawidziła faktu, że wiedziała, co musi zostać zrobione. Mężczyzna od miesięcy nalegał na rozwód i chciał, aby zakończyło się to za jednym posiedzeniem. Jedynym sposobem, aby tak się stało, było wyrażenie zgody na rozwód przez oboje, czyniąc go „za porozumieniem stron” i choć zabijało ją to wewnętrznie, wiedziała, że musi to zrobić. Nie było sensu walczyć o relację, która dobiegła końca.
Ten człowiek jej nie chciał i była to prawda, którą musiała zaakceptować.
Spojrzała na niego, ocierając łzy, z umysłem skupionym na jednym celu, który miała przed sobą. Chciała zatrzymać swoje dziecko i była zdeterminowana, by zbudować własną rodzinę. Ten człowiek mógł ją złamać – robił to częściej niż jakikolwiek inny mężczyzna wcześniej – a ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było znoszenie kolejnej porcji tego bólu.
Na szczęście wiedziała, że ma wsparcie ojca, ale to nie oznaczało, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. Jej matce nie spodoba się fakt, że zgodziła się na rozwód. Kobieta wierzyła, że każde małżeństwo ma swoje konflikty i że na wszystko znajdzie się rozwiązanie.
Ale Evangeline wiedziała to na pewno – to małżeństwo było skończone i bez względu na to, czy jej matce się to podobało, czy nie, nie zamierzała go kontynuować. Jeśli miała wychować dziecko w zdrowym środowisku, musiała najpierw stworzyć je dla niemowlęcia, a zatem decyzja o odejściu była najlepszą opcją.
Miała zamiar wychować swoje dziecko jak najdalej od tych wszystkich mrocznych wspomnień, a jeśli pewnego dnia jej potomek zechce zobaczyć ojca, będzie jak najbardziej otwarta na ten pomysł. Mężczyzna nawet nie dbał o to, że złamał jej serce, gdy odwrócił się do swoich rzeczy, układając je w walizce. Wiedziała, że idzie do tej kobiety, swojej kochanki, która jakimś cudem zdołała zdobyć jego serce. Giana.
– Chciałeś złożyć pozew o rozwód? – zapytała, sprawiając, że Cillian zmarszczył brwi w konsternacji. Przestał się pakować i odwrócił w jej stronę, wyraźnie zaskoczony jej pytaniem.
Przez chwilę poczuł kłucie w piersi, jakby zabrakło mu tchu. Skinął głową, krzyżując ramiona na piersi i czekając na to, co ma do powiedzenia. Położyła dłoń na sercu, ignorując ból, który czuła w dołku podbrzusza i w klatce piersiowej. Musiała być silna dla swojego dziecka. Złamane serce nie przyniosłoby jej nic dobrego, a ciągłe kłótnie tylko by ją ostatecznie dobiły.
– Pamiętam, że miałeś wcześniej kopie dokumentów? Chciałeś, żebym je podpisała – powiedziała, utrzymując wzrok na jego oczach, ignorując cały ból, który czuła w tej samej chwili, podczas gdy jej serce błagało ją, by tego nie robiła. Wiedziała, że musi – dla swojego dziecka, serca i zdrowia psychicznego, musiała to zrobić. Cillian badał wyraz jej twarzy, niepewny, co powiedzieć, po czym skinął głową.
– Tak – odrzekł, niemal natychmiast tego żałując. Wiedział, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że je posiada. Nie było sensu teraz kłamać.
– Podpiszę je i zniknę z twojego życia, Cillianie Sterlingu – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy – więc proszę, daj mi je. Zakończmy to małżeństwo za porozumieniem stron…
















