Miękkie promienie porannego słońca przedzierały się przez ciężkie zasłony, rzucając na pokój ciepłe plamy złotego światła.
Budziłam się powoli, czując ciało Dantego wciąż splecione z moim, co zakotwiczało mnie niczym lina ratunkowa przy czymś solidnym, nierozerwalnym.
Obejmował mnie ramionami, a jedna z jego dłoni spoczywała na moim sercu, jakby chciał czuć miarowy rytm mojego tętna zsynchronizowa
















