To było kolejne zwyczajne popołudnie na kampusie. Słońce delikatnie przesiewało się przez drzewa na dziedzińcu, a ich gałęzie tańczyły na wietrze niczym powolne fale na spokojnym morzu. Gwar rozmów i śmiech studentów wypełniał powietrze, mieszając się z brzękiem tac w kawiarni na świeżym powietrzu. Siedziałam pod parasolem z Jovanem, Aniką i Kassandrą; nasze talerze były niemal puste, a stół zasła
















