Dante odsunął się tylko na tyle, by spojrzeć mi w oczy, muskając kciukiem mój policzek. Potem, bez słowa, ujął moją dłoń i wyprowadził mnie z ogrodu — przez ciche korytarze posiadłości, obok wojowników i personelu, którzy skłaniali głowy i uśmiechali się blado, z szacunkiem, ale i zrozumieniem. Wyczuwali to. Ich Alfa i Luna nie byli już odległymi gwiazdami krążącymi wokół siebie. Staliśmy się jedn
















