Fiolka w mojej dłoni wydawała się cięższa niż szkło i płyn — niosła w sobie ostatni strzęp mojej nadziei.
Idąc korytarzem w stronę komnat Dantego, trzymałam ją mocno, bojąc się, że jeśli rozluźnię uścisk, moja determinacja rozsypie się wraz z nią. Każdy krok rozbrzmiewał niepewnością, a każdy oddech przesiąknięty był strachem.
Modliłam się — w ciszy, desperacko — żeby mikstura zadziałała.
Żeby go
















