Następnego ranka słońce przebiło się przez miękkie chmury, zalewając wzgórza złotym światłem.
Siedziałam przy oknie w naszej sypialni, już ubrana, wpatrując się w srebrzyste gaje oliwne, które nakrapiały krajobraz niczym starożytni strażnicy. Mój szkicownik leżał otwarty na kolanach, ołówek w dłoni — ale zamarł tam dwadzieścia minut temu.
Tak wiele się zmieniło.
Odkąd zostałam towarzyszką Dantego
















