Było blisko północy i choć czułam obecność Dantego gdzieś w głębi rezydencji, nie poszłam go szukać. Wiedziałam, że jest zajęty papierami, prawdopodobnie kończąc raporty i pieczętując umowy. Beta Alessio pewnie też się tam kręcił, mrucząc pod nosem, jeśli Dante choćby na chwilę przerwał pracę, by odetchnąć.
Zostałam więc w ciszy, nie chcąc mu przeszkadzać. Zamiast tego stałam na balkonie, otulona
















