Kaelen stał z jedną ręką w kieszeni, podczas gdy drugą bez wysiłku podtrzymywał wielotonową stalową belkę, jakby była zaledwie piórkiem.
Clara, otrząsając się z początkowego szoku, była pełna niedowierzania. Mężczyzna, którego uznała za słabeusza pozbawionego siły, właśnie uratował jej życie, jedną ręką podtrzymując gigantyczny ciężar.
Jej ojciec był równie zszokowany, chociaż w znacznie większym stopniu zdawał sobie sprawę z tego, co tak naprawdę oznacza ten pokaz siły Kaelena.
Lekkim ruchem nadgarstka Kaelen podrzucił stalową belkę z powrotem w powietrze, a następnie delikatnie poprowadził ją ku ziemi; opadła nie zostawiając nawet najmniejszego wgniecenia.
– D-dziękuję! – Clara, pomimo swojej typowej zuchwałości, szybko wyraziła wdzięczność, zdając sobie sprawę, że ma do czynienia z kimś o niewyobrażalnych umiejętnościach.
Kaelen rzucił jej przelotne spojrzenie, nie trudząc się nawet odpowiedzią, po czym wrócił na swoje miejsce. Wyniosła natura Clary zazwyczaj powstrzymałaby go przed udzieleniem pomocy, ale dostrzegł w niej znajomy cień, który zmotywował go do działania.
Clara zmarszczyła brwi, zirytowana obojętnym zachowaniem Kaelena. Właśnie gdy miała coś powiedzieć, podszedł pośpiesznie jej ojciec, splótł dłonie w pełnym szacunku pozdrowieniu i skłonił się głęboko. – Panie, nie zdawałem sobie sprawy, że znajduję się w obecności Suwerena Sztuk Walki. Nazywam się Silas z rodziny Montgomerych. Dziękuję za uratowanie mojej córki, Clary.
Pełen szacunku ukłon Silasa całkowicie zszokował Clarę. To był jej ojciec – najstarszy syn głównej gałęzi Montgomerych, człowiek o ogromnym znaczeniu w rodzinie. Nigdy nie widziała, by jej ojciec okazywał komukolwiek taki szacunek, nawet szefom potężnych korporacji, którzy często kłaniali się w pas przed nim. Ale teraz kłaniał się młodemu człowiekowi, który nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia lat. Owszem, Kaelen miał pewne umiejętności i ją uratował, ale zwykłe „dziękuję” lub nagroda pieniężna powinny w zupełności wystarczyć. Dlaczego jej ojciec traktował Kaelena z taką czcią?
Kaelen pozostał niewzruszony gestem Silasa. – To drobnostka. Nie myśl o tym.
Wziął ostatni kęs potrawki i wstał, gotów do wyjścia.
– Suwerenie, proszę zaczekać! – Silas pospiesznie wystąpił naprzód. – Czy mógłbym prosić o dane kontaktowe, aby moja rodzina mogła właściwie spłacić ten dług wdzięczności?
Kaelen machnął ręką, odrzucając propozycję. – Nie ma takiej potrzeby. Nie łączą mnie żadne więzi z rodziną Montgomerych, a wy nie musicie traktować tego jako przysługi. Mam inne sprawy na głowie. Będę ruszał w drogę.
Kaelen odszedł bez wahania, nie szukając żadnego uznania dla swojego dobrego uczynku.
Gdy zniknął z pola widzenia, na twarzy Silasa odmalowała się stanowczość. – Claro, natychmiast wracaj do domu. Bez względu na wszystko, znajdź tego młodego człowieka. Rodzina Montgomerych musi nawiązać z nim kontakt, nawet jeśli miałoby to kosztować nas wszystko.
Clara spojrzała na ojca ze zdezorientowaniem. – Tato, ale dlaczego? Jasne, uratował mnie, ale czy to naprawdę znaczy, że musimy posuwać się tak daleko?
Silas westchnęła. – Claro, są rzeczy, których jeszcze nie rozumiesz. Czy wiesz, co oznaczałoby dla naszej rodziny zawarcie sojuszu z kimś takim jak on? On sam mógłby wynieść siłę Montgomerych na zupełnie nowy poziom.
Oczy Clary rozszerzyły się z niedowierzaniem. – Jak to możliwe?
Rodzina Montgomerych już teraz była najpotężniejsza w całym Dawnshire, niedościgniona pod względem wpływów, koneksji, bogactwa i dziedzictwa. Kolejne zwiększenie siły rodziny wymagałoby olbrzymich zasobów, a jednak jej ojciec twierdził, że sam Kaelen zdołałby tego dokonać. Wydawało się to niepojęte.
– Claro – zaczął Silas – świat jest o wiele większy, niż ci się wydaje, i pełen jednostek, których sama siła może zmienić bieg historii. Ten młody człowiek jest jedną z nich.
Następnie wskazał na leżącą na ziemi stalową belkę. – Te połączone ze sobą belki ważą kilka ton. Spadając z wysokości trzydziestu stóp, ich łączna masa i pęd zmiażdżyłyby samochód na płasko. Być może udałoby mi się odciągnąć cię na czas, ale nie zdołałbym złapać belki, nie mówiąc już o podtrzymaniu jej jedną ręką.
– Nawet próba ich złapania skończyłaby się dla mnie połamanymi kośćmi, a może i czymś gorszym. Fakt, że nie tylko zdołał ją przechwycić, ale również delikatnie odłożyć nie zostawiając ani jednego wgniecenia, świadczy o niewyobrażalnej mocy i kontroli. Tylko garstka ludzi na świecie potrafi dokonać takiego wyczynu, a ci, którzy to potrafią, stoją na samym szczycie świata sztuk walki.
Clara zaniemówiła, starając się pojąć to, co właśnie usłyszała. Nie mogła uwierzyć, że pozornie zwyczajny młody człowiek, którego spotkała, tak naprawdę jest jednym z najpotężniejszych wojowników na świecie. Wciąż jednak nie potrafiła pojąć pełnego znaczenia tych słów.
– Chcesz powiedzieć, że ten facet jest czołowym artystą sztuk walki, silniejszym od ciebie?
– Czymże ja jestem w porównaniu z nim? – Silas uśmiechnął się krzywo. – Chociaż miałem szczęście uczyć się u wielkich mistrzów, mój talent jest ograniczony. Nawet mając czterdzieści pięć lat, osiągnąłem zaledwie poziom Mistrza Sztuk Walki.
– W hierarchii świata sztuk walki, rangi dzielą się na Adeptów, Mistrzów, Wielkich Mistrzów i Suwerenów Sztuk Walki. Ten młody człowiek, przed chwilą, jeśli się nie mylę, jest Suwerenem Sztuk Walki... kimś, kto stoi na samym szczycie świata sztuk walki!
Clara westchnęła głośno, próbując przyswoić to odkrycie. Nie mogła uwierzyć, że tak niepozorny chłopak należy do najwybitniejszych i najpotężniejszych postaci w świecie wojowników. Mimo to wciąż ciężko było jej ogarnąć znaczenie tego faktu dla jej klanu.
– Ale nawet jeśli jest Suwerenem Sztuk Walki, w jaki sposób mógłby pomóc naszej rodzinie? Jest tylko jedną osobą...
Silas odwrócił się do córki, kręcąc głową ze smutnym, ale ironicznym uśmiechem. – Claro, nie masz pojęcia, co to znaczy być Suwerenem Sztuk Walki! Znasz nazwisko Alexander Hayes-Roth, prawda?
Oczy Clary rozbłysły z podziwu na sam dźwięk tego nazwiska.
Alexander Hayes-Roth był legendarną postacią w Elysii. Jako były oficer wojskowy, wygrał niezliczoną ilość bitew, zyskując tytuł „Pogromcy” i siejąc postrach w sercach wrogów Elysii. Po przejściu na emeryturę w wieku czterdziestu lat wrócił do rodzinnego Portcove, gdzie założył rodzinę Hayes-Rothów – siłę, która zdominowała region i posiadała znaczące wpływy w całym kraju.
Nawet po odejściu z wojska wpływy Alexandra nie słabły; wręcz przeciwnie, rozprzestrzeniały się coraz dalej i szerzej. Najlepsze talenty i mistrzowie sztuk walki ze wszystkich sześciu okręgów wojskowych zjeżdżali do Portcove, mając nadzieję na uzyskanie choćby jednego słowa rady lub nauczenie się choćby jednej czy dwóch technik z jego repertuaru. Możliwość korzystania z jego wskazówek była uważana za ogromny zaszczyt.
Od czasów wojskowych Alexandra minęły lata, ale jego legenda wciąż była żywa. Sama Clara była jego oddaną fanką, potrafiącą wyrecytować jego wyczyny z pamięci. W jej oczach Alexander był niemal bogiem.
– Alexander Hayes-Roth jest Suwerenem Sztuk Walki, Claro. Czy teraz rozumiesz, dlaczego powiedziałem, że ten chłopak mógłby zwiększyć potęgę rodziny Montgomerych?
Słysząc słowa ojca, Clara przełknęła ślinę, a jej myśli kłębiły się w chaosie. „Ten niepozorny młody człowiek jest na tym samym poziomie co mój idol?!”
















