Wstąpienie Zagubionego Monarchy: Cesarz Wykuty z Popiołów

Wstąpienie Zagubionego Monarchy: Cesarz Wykuty z Popiołów

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 7 Sytuacja z zakładnikami
Autor: Elowen Vesper
20 lip 2026
Nagłe wtrącenie się Kaelena zaskoczyło wszystkich. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. Kaelen wciąż siedział tyłem do grupy, spokojnie popijając kawę, ale wszyscy wiedzieli, że głos dobiegł z jego kierunku. Serce Valerie wypełniła mieszanina emocji. W tej chwili kryzysu, podczas gdy chłopak Piper, Maddox, zamilkł, a Tristan, który zazwyczaj obsypywał ją uwagą, wycofał się bez słowa, to właśnie Kaelen – ten sam, którym jeszcze przed chwilą tak gardziła – stanął w jej obronie. Jednak wdzięczność szybko została przyćmiona przez niepokój. Tych czterech mężczyzn było wyraźnie niebezpiecznych, emanowała od nich aura przemocy sugerująca, że mają krew na rękach. Nawet Tristan ze swoimi latami treningów sztuk walki nie mógł im dorównać. Co mógł w ogóle zrobić Kaelen w starciu z tak potężnymi przeciwnikami? – Dzieciaku, to ty się przed chwilą odezwałeś? – zakpił przywódca grupy z blizną, oblizując z groźbą wargi. Kaelen z rozmysłem odstawił filiżankę, powoli podniósł się z miejsca i odwrócił się w ich stronę. – Tak, to ja. Następnie wskazał na Valerie. – Puść ją. Nie obchodzi mnie, co zrobicie z pozostałymi, ale jej nie weźmiecie. Macie dziesięć sekund na decyzję: albo przyjmujecie moją ofertę i wychodzicie, albo sam się z wami rozprawię. Mówił z chłodną obojętnością, jakby oznajmiał coś zupełnie zwyczajnego, co wprawiło wszystkich w chwilowe osłupienie połączone z malującym się na twarzach szokiem. „Ten facet musi być walnięty!” – zakpił w myślach Maddox, uznając, że Kaelen postradał zmysły. Nie tylko próbował zgrywać bohatera w tak niebezpiecznym momencie, ale jeszcze wyzywał tych zatwardziałych przestępców na pojedynek, twierdząc, że poradzi sobie z nimi sam. To był szczyt arogancji. Ci mężczyźni byli o wiele silniejsi i szybsi od przeciętnego człowieka. Nawet Maddox, dysponujący sprawnością sportowca, i Tristan, który trenował sztuki walki, nie potrafili wytrzymać z nimi więcej niż kilku ciosów. Jak w ogóle ktoś taki jak Kaelen, wyglądający na mola książkowego, miałby mieć z nimi szanse?! – Co za idiota – mruknął pod nosem Tristan. Według niego, Kaelen popełniał samobójczy błąd próbując bawić się w bohatera w tak dramatycznej sytuacji. Czterej mężczyźni wymienili rozbawione spojrzenia. Chociaż Kaelen był wysoki, mierząc niemalże sto osiemdziesiąt pięć centymetrów, miał dość smukłą sylwetkę w porównaniu do bardziej muskularnych Maddoxa i Tristana. Przestępcy ewidentnie nie postrzegali go jako zagrożenia. Oczy przywódcy z blizną zwęziły się niebezpiecznie, a na jego ustach zagościł złowieszczy uśmiech, gdy zaczął wywijać nożem. – Dzieciaku, długo w tym siedzę, ale jesteś najbardziej aroganckim głupcem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Zgrywasz bohatera, nie znając swoich ograniczeń. Co ty niby możesz zrobić? Nie tylko jej nie puścimy, ale zadbam też o to, żebyś nie wyszedł z tej kawiarni żywy! Z jego słów aż kapała mordercza żądza. Serce Valerie waliło z przerażenia. Choć patrzyła na Kaelena z góry, wcale nie chciała, by z jej powodu stracił życie. Gorączkowo dawała mu znaki, by uciekał, ale Kaelen nawet nie zwrócił na nią uwagi. Uśmiechnął się po prostu i powiedział: – Widzę, że dokonaliście wyboru. – Dzieciaku, w następnym wcieleniu nie próbuj zgrywać bohatera. To cena, na którą cię nie stać! – Mężczyzna z blizną zaśmiał się okrutnie i ruszył w stronę Kaelena, aby zadać cios, ale nagle jego nadgarstek został pochwycony. – Co? – sapnął zszokowany, odwracając głowę tylko po to, by dostrzec, że Kaelen jakimś cudem skrócił dystans i teraz trzymał jego nadgarstek w żelaznym uścisku. Próbował się wyrwać, ale smukła, blada dłoń Kaelena równie dobrze mogłaby być żelaznymi kleszczami – ani drgnął. Trzask! Kaelen wykonał lekki skręt nadgarstkiem i w kawiarni rozległo się głośne chrupnięcie, a po nim nastąpił ryk z bólu mężczyzny, który został odrzucony w tył. Roztrzaskał kilka stołów, by ostatecznie wylądować nieprzytomnym na ziemi. Ten nagły obrót spraw sprawił, że wszyscy zaniemówili z wrażenia. Nikt nie spodziewał się, że Kaelen tak łatwo poradzi sobie z przerażającym przywódcą. – Ty... – Pozostali trzej zbirowie szybko zdali sobie sprawę, że mają do czynienia z kimś, kto znacznie wykracza poza ich przewidywania. Dwóch, którzy trzymali Valerie i Piper instynktownie przysunęło się bliżej, próbując wykorzystać je jako formę nacisku. Zanim jednak zdążyli cokolwiek zrobić, ręce Kaelena chwyciły już ich nadgarstki. Trzask, trzask! Powietrze przeszyły dwa kolejne trzaski, gdy Kaelen z niesamowitą szybkością połamał im nadgarstki. Zaledwie dwa potężne kopnięcia wystarczyły, by posłać ich na podłogę. Złapali się za brzuchy, wymiotując, całkowicie obezwładnieni. Valerie i Piper były sparaliżowane szokiem. Wpatrywały się w Kaelena, jakby był superbohaterem z filmu, który właśnie uratował je od pewnej zguby. Maddox i Tristan zaniemówili z osłupienia. Nie potrafili pojąć tego, czego właśnie byli świadkami. W zaledwie kilka chwil Kaelen z łatwością człowieka odganiającego muchę wyeliminował trzech z najbardziej niebezpiecznych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkali. Nawet nie zaszczycając Valerie spojrzeniem, Kaelen spokojnie przeszedł obok niej i stanął przed ostatnim ze zbirów. W jego chłodnych, zdystansowanych oczach lśnił odległy blask, niczym gwiazdy na nocnym niebie. – Twoja kolej. Kpiący uśmiech na twarzy napastnika zniknął bez śladu, ustępując miejsca czystemu przerażeniu. Był z nich najsłabszy, a widok Kaelena, który tak łatwo poradził sobie z jego kompanami, całkowicie go sparaliżował. Łup! Kaelen nie tracił czasu; wyprowadził błyskawiczne kopnięcie prosto w twarz bandyty. Krew trysnęła, gdy mężczyzna z hukiem padł na ziemię, nie dając już znaków życia. W ciągu niespełna minuty Kaelen w pojedynkę pokonał całą czwórkę napastników. Serce Valerie biło w szaleńczym tempie, gdy patrzyła na Kaelena trzymającego rękę swobodnie w kieszeni, a jego wyraz twarzy nie uległ choćby najmniejszej zmianie. Poczuła ogromny wstyd, przypominając sobie wszystkie pełne pogardy myśli, jakie żywiła na jego temat. A on właśnie uratował jej życie. Kaelen nawet się za nią nie odwrócił. Pospiesznie ruszył w kierunku wyjścia z kawiarni, gdzie zebrała się ochrona z nowo przybyłymi policjantami, blokując przejście. – Nie stanowią już zagrożenia. Możecie wejść i ich aresztować – powiedział beznamiętnie. Jego słowa wprowadziły zgromadzonych na zewnątrz w dezorientację i zajęło im chwilę, zanim dotarło do nich, co właśnie powiedział. Ostatecznie wkroczyli ostrożnie do środka, tylko po to, by znieruchomieć w milczącym osłupieniu na widok pokonanych przestępców. Po złożeniu krótkich zeznań na komisariacie Kaelen odrzucił wszelkie pochwały i podziękowania. Valerie i Piper również chciały mu podziękować, ale gdy tylko zaczęły go szukać, okazało się, że dawno go już tam nie było. Gdy Valerie wróciła do domu, wciąż była oszołomiona. Odtwarzała w myślach wydarzenia z kawiarni, jak gdyby cały ten incydent był jedynie snem. – Valerie, wróciłaś. Gdzie jest Kaelen? – zapytała Sylvia wyłaniając się z kuchni, zaraz po tym, jak sama wróciła do domu. Zdziwił ją fakt, że Valerie jest sama i że po Kaelenie nie ma ani śladu. – Kaelen? Pewnie sobie poszedł – odpowiedziała z roztargnieniem Valerie. Jeszcze kilka godzin temu z oburzeniem reagowała na pomysł, że miałby zostać w jej domu, ale teraz czuła pragnienie, by zobaczyć go raz jeszcze, co uważała za całkowicie sprzeczne. – Poszedł? – Twarz Sylvii wykrzywiła się z niepokoju. – Jest zupełnie sam w Pendleton, nie ma do kogo się zwrócić. Gdzie mógł pójść? Valerie, czując zaniepokojenie, wzruszyła ramionami. – Może ma się gdzie zatrzymać. Aha, przy okazji, zanim wyszedł, zostawił coś dla ciebie. Leży tam. – Wskazała palcem na brązową papierową paczkę, którą Kaelen po sobie zostawił. Sylvia szybko ją otworzyła, zaintrygowana jej zawartością. Gdy tylko ujrzała, co jest w środku, na chwilę oniemiała, lecz jej twarz szybko złagodniała, ustępując miejsca uśmiechowi ulgi. – Co w tym jest, mamo? – zapytała Valerie, pełna ciekawości. Sylvia rozłożyła zawartość, ukazując dziesięć paczek studolarówek zaraz obok tysiąca dolarów, które dała mu wcześniej. Sylvia odłożyła pieniądze na bok i znalazła pod spodem karteczkę. Valerie pospieszyła bliżej, chcąc zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Liścik brzmiał następująco: „Dobry uczynek zasługuje na wzajemność. Zawsze będę pamiętał pani dobroć, pani Mercer. Oto pieniądze, które jestem pani winien. Odwiedzę panią ponownie, gdy tylko nadarzy się okazja!” Sylvia westchnęła. – Wtedy zgubiłam się w górach, a to Kaelen mnie stamtąd wyprowadził. Dałam mu dziesięć tysięcy dolarów w podzięce, ale upierał się, że to pożyczka, którą zwróci. Nie wzięłam tego wtedy na poważnie, ale teraz, po latach, wraca i oddaje dziesięciokrotność tej kwoty. Chłopcy tacy jak on są naprawdę rzadkością na tym świecie. Valerie stała jak zamurowana, a jej twarz zbladła jak rażona piorunem. Wspomnienie chwili, w której bezceremonialnie nakazała mu opuścić jej dom, wciąż przemykało przez jej umysł. Żal zżerał ją od środka, oplatając serce jak jadowity wąż.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 Sytuacja z zakładnikami – Wstąpienie Zagubionego Monarchy: Cesarz Wykuty z Popiołów | Czytaj powieści online na beletrystyka