Wstąpienie Zagubionego Monarchy: Cesarz Wykuty z Popiołów

Wstąpienie Zagubionego Monarchy: Cesarz Wykuty z Popiołów

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 4: Panie Kaelen, przepraszam
Autor: Elowen Vesper
25 lip 2026
„Panie Kaelenie, najmocniej przepraszam”. Głęboki ukłon Declana wprawił wszystkich obecnych w lobby w oszołomienie, a na ich twarzach malowały się szok i przerażenie. To był Declan Russo, najsławniejszy i najpotężniejszy człowiek w Pendleton. Nawet najwyżsi urzędnicy w mieście nie potrafili zmusić go do schylenia głowy, a oto stał tutaj, kłaniając się głęboko młodemu człowiekowi – mającemu nie więcej niż dwadzieścia lat i ubranemu swobodnie – i przepraszając go. Gdyby wieść o tym się rozniosła, byłaby to główna wiadomość dnia w całym Pendleton. Większość ludzi była po prostu oszołomiona, lecz ci, którzy mieli bezpośredni kontakt z Kaelenem – jak recepcjonistka, a zwłaszcza stojąca za Declanem Sienna – poczuli autentyczny, paraliżujący strach. Szczególnie Sienna najgłośniej drwiła z Kaelena, a nawet wezwała ochronę, by go wyrzucić. A teraz, widząc swojego najsilniejszego protektora kłaniającego się i płaszczącego przed Kaelenem, jak mogła nie umierać ze strachu? Kaelen spojrzał na Declana, a w jego skądinąd chłodnym spojrzeniu pojawił się cień uśmiechu. „Dobrze zarządzasz Kaelrix Corp.” – powiedział. Choć jego słowa były w istocie pochwałą, Declan usłyszał w nich sarkastyczną szpilę. Wiedział, że bez wsparcia finansowego Kaelena Kaelrix Corp. w ogóle by nie istniało. Declan był jedynie pracownikiem, podczas gdy Kaelen był prawdziwym prezesem firmy. A teraz pierwsza wizyta prezesa o mało nie zakończyła się wyrzuceniem go przez ochronę – co dla Declana było niewybaczalnym wstydem. Serce zabiło mu mocniej, gdy odwrócił się do swoich pracowników, rycząc: „Wszyscy, którzy obrazili pana Kaelena, wystąpić natychmiast! Przeproście go, a potem idźcie do działu finansowego po ostatnią wypłatę. Wszyscy jesteście zwolnieni!”. Pracownicy, którzy mieli styczność z Kaelenem – recepcjonistki, Sienna i ochroniarze – zbledli z przerażenia. Declan w zasadzie kazał im pakować manatki i wynosić się z firmy. Stali jak wmurowani w ziemię, sparaliżowani strachem, z nogami ciężkimi jak z ołowiu. Nawet Sienna, zazwyczaj tak zuchwała i pewna siebie, teraz milczała jak zaklęta. Gdy Declan miał już ponownie wybuchnąć, Kaelen postąpił krok naprzód i machnął ręką, by go uspokoić. Jego wzrok spoczął na Harper, recepcjonistce, i skinął jej głową z uśmiechem. Harper stała tam oszołomiona, wciąż próbując przetrawić ten dramatyczny obrót spraw. Następnie Kaelen odwrócił się do widocznie zaniepokojonej Sienny. „Wcześniej powiedziałem ci, że mogę cię nie tylko pouczać, ale i zwolnić. Powiedziałaś, że nie mam do tego władzy i że zajmie mi to dekady. Czy teraz już mi wierzysz?” Całe ciało Sienny drżało, gdy szukała wzrokiem pomocy u Declana, lecz człowiek, który dotychczas spełniał każdą jej zachciankę, patrzył teraz na nią z zimnym, obojętnym wyrazem twarzy. „Panie Kaelenie, ja...” – wykrztusiła, desperacko próbując się tłumaczyć, lecz Kaelen uciszył ją gestem dłoni. „Nie musisz się denerwować. Widzę, że łączą cię pewne relacje z Declanem, więc cię nie zwolnię”. W sercu Sienny zatliła się nadzieja; pomyślała, że Kaelen być może chce zachować dobre relacje z Declanem. Jednak kolejne słowa Kaelena sprawiły, że krew w jej żyłach lodowaciała. „Jednak od dzisiaj nie jesteś już kierownikiem. Jeśli chcesz zostać w firmie, zaczniesz od nowa od stanowiska recepcjonistki. Jeśli ci to nie odpowiada, pakuj rzeczy i odchodź”. Sienna poczuła się, jakby wpadła w lodowatą otchłań. Żyła dotąd na wysokiej stopie, wywyższając się ponad innych swoim sukcesem, a teraz została zdegradowana z powrotem na samo dno. Co gorsza, po tym incydencie straci łaski u Declana. Mógł już nawet na nią nie spojrzeć. Zostanie uwięziona na stanowisku recepcjonistki do końca życia. Choć była głęboko rozczarowana, mogła jedynie skinąć głową na zgodę. W końcu, nawet jako recepcjonistka w Kaelrix Corp., jej pensja i świadczenia socjalne wciąż były lepsze niż te, na które mogła liczyć jako pracownik biurowy w innej firmie. Kaelen nie zaszczycił jej kolejnym spojrzeniem, odwracając się zamiast tego do powalonych wcześniej ochroniarzy. „Co do was, sami pokryjecie swoje koszty leczenia, a ja uznam sprawę za zamkniętą. Jakieś sprzeciwy?” Żaden ze strażników nie odważył się pisnąć słowa. Byli wdzięczni, że ich nie zwolniono. Pokrycie rachunków medycznych było niską ceną, szczególnie biorąc pod uwagę, z jaką czcią Declan odnosił się do Kaelena. Z pewnością nie śmieliby żądać od Kaelena pokrycia kosztów ich leczenia. Na koniec wzrok Kaelena spoczął na recepcjonistce Harper. „Od dzisiaj obejmujesz stanowisko kierownika. Kaelrix Corp. potrzebuje takich pracowników jak ty”. Odnosił się oczywiście do dawnego stanowiska Sienny. Harper była na moment oszołomiona, a potem ogarnęła ją wielka radość; o mało nie zemglała z niedowierzania. Jeszcze przed chwilą myślała, że zostanie zdegradowana do pracy w magazynie, a teraz, za sprawą jednego zdania Kaelena, przeskoczyła kilka poziomów, by zostać kierownikiem działu. Kłaniała się raz po raz i dziękowała Kaelenowi, a jej oczy lśniły z zachwytu. „Wystarczy tego. Chodźmy na górę porozmawiać” – powiedział Kaelen, dając znak Declanowi i kierując się ku windzie. Declan odwrócił się do wciąż oszołomionego tłumu i nagle ogłosił: „Słuchajcie wszyscy! Pan Kaelen jest prezesem zarządu Kaelrix Corp. Słowo „Kael” w nazwie firmy pochodzi od jego imienia! Od tej pory, jeśli coś takiego powtórzy się choćby raz, bez względu na to, kim jesteście i jakie stanowisko piastujecie, spakujecie swoje rzeczy i odejdziecie!”. Jego słowa niosły ze sobą uliczną twardość, której nikt nie odważył się kwestionować. Początkowy strach tłumu mieszał się teraz z podziwem i zaskoczeniem, że ten swobodnie ubrany młody człowiek, mający ledwo dwadzieścia lat, był tajemniczym prezesem ich firmy. Na najwyższym piętrze Kaelrix Corp. Kaelen usiadł za biurkiem Declana, podczas gdy sam Declan spoczął na pobliskiej kanapie, promieniując radością. „Panie Kaelenie, minęło pięć lat i wreszcie pan przybył!” Declan nigdy nikogo się no bał ani nikogo naprawdę nie szanował – z wyjątkiem Kaelena. Szacunek, jakim darzył tego młodego człowieka, był autentyczny. Przed laty Declan musiał uciekać z Pendleton, przewodząc niewielkiej grupie popleczników. Pokonany przez rywala, został zmuszony do opuszczenia miasta i omal nie zginął na obcej ziemi. To Kaelen uratował mu życie i ofiarował ogromną sumę pieniędzy, co pozwoliło mu powrócić do Pendleton, wyeliminować wrogów i ugruntować pozycję króla miejskiego półświatka. Dzięki wsparciu Kaelena założył Kaelrix Corp. i stał się odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą z majątkiem wartym miliardy. Choć Declan cieszył się teraz ogromną władzą i sukcesem, nigdy nie zapomniał, że wszystko zawdzięcza Kaelenowi. Lojalność była dla ludzi jego pokroju wszystkim, i dlatego zawsze pełnił funkcję dyrektora generalnego, pozostawiając stanowisko prezesa nieobsadzone dla Kaelena. „Nawet nie przypuszczałem, że osiągniesz to wszystko w zaledwie pięć lat. Wygląda na to, że miałem rację, pokładając w tobie ufność” – powiedział Kaelen, popijając herbatę. Jego wzrok nagle stwardniał, a spojrzenie przepełniła niezłomna determinacja. „Pięć lat temu powiedziałem ci, że jeśli zdecydujesz się dla mnie pracować, musisz być gotowy na wszystko. Rzeczy, których zamierzam dokonać, wykraczają poza twoje najśmielsze wyobrażenia”. Następnie dopił herbatę i wstał. „Będziesz nadal zarządzał firmą, ale w ciągu tygodnia musisz zmobilizować wszystkie zasoby i znaleźć najbardziej żyzną ziemię w stanie, idealną pod uprawę. Gdy ją zlokalizujesz, natychmiast mnie poinformuj. To ma kluczowe znaczenie. Nie pozwól, by cokolwiek pokrzyżowało moje plany”. Declan, w pełni świadomy przerażających możliwości Kaelena, skinął gorliwie głową, zapisując to zadanie w pamięci. „Pomóż mi też znaleźć dziewczynę o nazwisku Brielle Easton. Jest uczennicą ostatniej klasy w Pendleton Senior High. Dowiedz się, do której klasy chodzi, a potem załatw, abym został zapisany jako uczeń do tej samej klasy” – dodał Kaelen, a w jego oczach pojawił się cień smutku i poczucia winy. Na twarzy Declana odmalowało się zaskoczenie. Prezes zarządu wartej miliardy dolarów korporacji chciał udawać licealistę?! Choć był ciekawy, nie zadawał pytań i natychmiast przystąpił do czynienia niezbędnych ustaleń. ... Pinnacle Galleria, największe centrum handlowe w Pendleton, było zakupowym rajem dla młodych ludzi, oferującym odzież, rozrywkę, gastronomię i fitness pod jednym dachem. W kawiarni na trzecim piętrze Valerie, ubrana w młodzieżowy i modny strój, siedziała naprzeciwko przyjaciółki obwieszonej markami od projektantów. „O mało dzisiaj nie umarłam ze strachu” – powiedziała Valerie z wyrazem obrzydzenia. „Znikąd pojawił się w moim domu jakiś menel, a moja mama naprawdę pozwoliła mu się u nas wykąpać. To było takie obrzydliwe!” Jej przyjaciółka, dziewczyna o twarzy lalki i imponującej figurze, była zszokowana. „Co? Twoja mama pozwoliła włóczędze wykąpać się u was? Tym razem jej dobroczynność poszła zdecydowanie za daleko!” „To nie do końca tak” – wyjaśniła Valerie. „Ten facet najwyraźniej pomógł kiedyś mojej mamie, gdy zgubiła się w Briarwood, a teraz najwyraźniej klepie biedę i przyszedł do nas po pomoc. Mama dała mu trochę pieniędzy i na tym powinno się skończyć, ale ona zaproponowała mu nawet, żeby u nas zamieszkał! Jestem wściekła!” Jej przyjaciółka wybuchnęła śmiechem. „Jeśli Tristan i reszta dowiedzą się, że jakiś wiejski kmiotek wprowadził się do twojego domu, oszaleją!”. Następnie dopytała ze złośliwym uśmieszkiem: „I co, ten kmiotek naprawdę się wprowadził?”. Valerie pokręciła głową, poirytowana. „Kto wie? Powiedziałam mu, że to niezbyt wygodne, żeby u nas mieszkał, i zasugerowałam, żeby wynajął gdzieś pokój. Zaproponowałam nawet pomoc w znalezieniu pracy. Ale on po prostu zostawił paczkę z szarego papieru i wyszedł!”. „Ha, jeśli znowu się pojawi, kiedy wrócisz do domu, będziesz taka wściekła!” – droczyła się przyjaciółka, wyraźnie bawiąc się sytuacją kosztem Valerie. „Ech, nawet o tym nie mów. Mam już po dziurki w nosie całej tej sprawy!” – wymruczała Valerie, mieszając kawę ze zmarszczonymi brwiami. Naprawdę obawiała się, że Kaelen może wrócić. Zanim przyjaciółka zdążyła dalej się z nią droczyć, przy wejściu do kawiarni pojawiła się jakaś postać. Valerie instynktownie odwróciła się, by spojrzeć, a jej twarz zastygła. Stał tam – ten sam wiejski kmiotek, o którym właśnie rozmawiały: Kaelen Vance.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki