Quinn Bridger porzuciła karierę wojskową dla spokojnego życia u boku męża, pomagając Trentowi Graftonowi budować jego imperium. A co dostała w zamian? Chłodne traktowanie. Dla niego nigdy nie dorównała jego pierwszej miłości, Sidonie Stonehurst. "Wiesz co? Sidonie jest pilotem. Jest niezależna, nieustraszona i godna podziwu. A ty? Jesteś tylko sekretarką." Każde słowo raniło jak nóż. Nawet jego przyjaciele śmiali się z niej, wyśmiewając każdy jej ruch. Co oni nie wiedzieli? Quinn była kiedyś legendą w siłach specjalnych. Loty bojowe myśliwcem były dla niej po prostu kolejnym dniem w pracy. Kiedy jeszcze studiowała, była prawdziwym geniuszem – najlepsza w województwie z nauk ścisłych, biegle władała pięcioma językami, a nawet prowadziła zespół elitarnych hakerów. Była naprawdę śmietanką towarzystwa. Zakochanie się w Trentcie było jej jedyną prawdziwą wpadką. Trent ciągle naciskał na jej czułe punkty. Ostatnią kroplą? Obiecał, że pójdzie z nią po prochy jej rodziców z dzielnicy wojskowej. W ostatniej chwili się wycofał, tylko dlatego, że matka Sidonie skręciła kostkę. To był koniec. Quinn miała go dość. Rozwiodła się z nim i poszła prosto na lotnisko, niosąc urnę z prochami rodziców. Jej odejście wywołało szok w całym mieście Jexburgh. Niedługo potem dowódcy wojskowi i żołnierze zebrali się, aby ją pożegnać, ich obecność była cichym hołdem dla życia, które kiedyś wiodła. Dopiero wtedy Trent w końcu zrozumiał: kobieta, którą odrzucił, pochodziła z rodziny bohaterów, z szufladami pełnymi odznaczeń wojskowych na dowód tego. Quinn była niedotykalna. A on? Żałosny w porównaniu z nią. Jakby tego było mało, Trent prawie eksplodował, kiedy zobaczył Quinn ze słynnym potentatem, Juliuszem Whitethornem. W momencie, gdy Julius zauważył Trenta stojącego tam zamarłego, objął Quinn w talii, jego głos był niski i zaborczy, gdy nachylił się blisko. "Kochanie. Nie wrócisz do niego, prawda? Jeśli to zrobisz, zabiję go, to totalny kretyn." Quinn przewróciła oczami. "Wyluzuj. Nie bądź taki niepewny." Tak, nikt nie odważył się zadzierać z Juliuszem. Ale z Quinn? Topniał. Była jego wyjątkiem. Wisiał na każdym jej słowie, każdym spojrzeniu. Każdej nocy, samo przebywanie z nią sprawiało, że płonął z pożądania...

Pierwszy Rozdział

Kiedy Quinn Bridger dostarczyła projekt do biura Trenta Graftona, przypadkiem zobaczyła, jak Trent zapinał rubinowy naszyjnik na szyi Sidonie Stonehurst. Wpatrywała się w ten rubinowy naszyjnik, zahipnotyzowana. To był ten sam naszyjnik, o którego zakup błagała Trenta po tym, jak zobaczyła go w katalogu aukcyjnym. W ciągu trzech lat ich małżeństwa ani razu go o nic nie poprosiła. Pierwszą rzeczą, o którą go poprosiła, był zakup tego naszyjnika, po prostu dlatego, że był to cenny spadek po jej matce. "Zwykły naszyjnik tak cię urzeka. Zawsze mówiłem, że jesteś próżna," powiedział przyjaciel Trenta, Yorick Lamont, z pogardliwym spojrzeniem. Ignorując drwiny Yoricka, Quinn szybko wystąpiła naprzód, wyciągając rękę w stronę szyi Sidonie. W następnej chwili Trent chwycił ją za nadgarstek. "Już dałem naszyjnik Sidonie." "Ale obiecałeś mi ten naszyjnik!" powiedziała Quinn, a jej zwykle piękna twarz była zeszpecona rzadkim wyrazem gniewu. Trent zmarszczył brwi, z wyraźnym niezadowoleniem w oczach. "Przestań się wygłupiać. To mój prezent z okazji awansu Sidonie na drugiego pilota." Wygłupiać się? Dreszcz przeszedł przez serce Quinn. "A jeśli będę nalegać na ten naszyjnik?" Z boku Yorick zadrwił: "Trent, zawsze mówiłem, że Quinn nie jest ciebie warta. Jest próżna i niekompetentna. Powinieneś się rozwieść z taką kobietą prędzej niż później. Tylko kobieta taka jak Sidonie naprawdę do ciebie pasuje." Małżeństwo między Trentem a Quinn było tajemnicą znaną tylko nielicznym. Powszechnie jednak wiadomo było, że Sidonie była pierwszą miłością Trenta. "Nie bądź śmieszny. Nie mam zamiaru być rozbijaczką rodzin," oświadczyła pogardliwie Sidonie, po czym natychmiast zdjęła naszyjnik i nonszalancko rzuciła go u stóp Quinn. Naszyjnik wart miliony został beztrosko wyrzucony na ziemię, jakby był zwykłym śmieciem. Oczy Quinn wypełniły się łzami, ponieważ był to naszyjnik, który jej matka ogromnie ceniła. Powoli przykucnęła, stopniowo zbliżając naszyjnik do wnętrza dłoni. Zimne krawędzie naszyjnika wbiły się w jej dłoń. Protekcjonalnie Sidonie wypluła: "Tym, czym kobieta powinna się naprawdę przejmować, jest wiedza i perspektywa. Zamiast kłócić się ze mną o naszyjnik, lepiej byś się rozwijała!" "Jaką ona ma wiedzę lub perspektywę? Chodziła na jakiś uniwersytet dla śmieci, a gdyby nie życzliwość Trenta, który pozwala jej kręcić się po firmie, prawdopodobnie zamiatałaby ulice!" zadrwił Yorick. Wszystkie te obelgi, a Trent nie powiedział ani słowa w obronie Quinn. W związku z tym Quinn wstała, całkowicie ignorując Yoricka. Skupiła wzrok na Sidonie. "Ciągle powtarzasz, że nie chcesz być rozbijaczką rodzin, a jednak ochoczo przyjęłaś naszyjnik wart miliony od męża innej kobiety?" Sidonie zadrwiła: "Uważałam to jedynie za zwykły prezent od przyjaciela. Nie zwracałam uwagi na jego wartość!" "Naprawdę? Więc przyjaciele ot tak dają naszyjniki za miliony dolarów? Zakładam, że Yorick też jest twoim przyjacielem. Czy kiedykolwiek podarował ci coś wartego miliony?" zakpiła Quinn. Sidonie zamilkła. Nawet Yorick, który stał obok niej, miał nieco sztywny wyraz twarzy. "Dosyć," powiedział drażliwie Trent. "To tylko naszyjnik. Nie róbcie z igły widły!" Quinn mocno ścisnęła naszyjnik w dłoni. Dla Trenta to był tylko naszyjnik, ale jej matka użyła go kiedyś w ogarniętym wojną obcym kraju w zamian za lekarstwa i jedzenie, ratując w ten sposób pięćdziesięcioro sierot. Dla niej naszyjnik był nie tylko zwykłym kawałkiem biżuterii, ale także symbolem niezachwianego przekonania jej matki! Biorąc głęboki oddech, Quinn przypomniała sobie rozmowę telefoniczną, którą odebrała przed wejściem do biura. Poinformowano ją, że prochy jej rodziców są już w samolocie, który ma przylecieć do Jexburgh jutro. Podniosła wzrok na Trenta, mówiąc: "W porządku, nie rozmawiajmy więcej o naszyjniku. Jutro prochy moich rodziców zostaną przetransportowane z zagranicy. Chciałabym, żebyś mi towarzyszył, żeby je odebrać." Tym, co najbardziej martwiło jej rodziców, kiedy jeszcze żyli, były jej sprawy małżeńskie. Zawsze mieli nadzieję, że się ustatkuje i założy rodzinę. Życzyła sobie, żeby towarzyszył jej w odebraniu prochów jej rodziców, dając jej i jej rodzicom odrobinę godności. Trent był przez chwilę zaskoczony. Pamiętał, że podczas ich ślubu Quinn wspomniała kiedyś, że jej rodzice tragicznie zginęli za granicą z powodu nieprzewidzianego wypadku. Błysk pojawił się w oczach Sidonie, podczas gdy Yorick pogardliwie odparł: "Quinn, naprawdę nie masz wstydu, prawda? Pomyśleć, że posunęłabyś się nawet do takiej wymówki, żeby Trent ci towarzyszył!" Quinn zignorowała Yoricka i skupiła się tylko na Trencíe. Przez jego przystojną twarz przemknęło wahanie. Jednak i tak powiedział: "W porządku, jutro ci potowarzyszę." Nie wypowiadając ani słowa, Quinn odwróciła się i wyszła z biura dyrektora generalnego. Gdy wyszła z pokoju, usłyszała, jak Yorick pyta: "Naprawdę zamierzasz towarzyszyć tej kobiecie jutro?" "Bez względu na wszystko, Quinn jest moją żoną," powiedział poważnym tonem Trent. "Moim obowiązkiem jest towarzyszyć jej w odebraniu prochów jej rodziców." "Ta kobieta wygadywała absolutne bzdury. Kto przy zdrowych zmysłach podróżowałby tak daleko z zagranicy tylko po to, żeby przywieźć prochy rodziców sieroty?" Każda wzmianka o słowie "sierota" przeszywała serce Quinn. Spuściła wzrok, wpatrując się w naszyjnik w swoich rękach. "Mamo, tato," wymamrotała, "Jutro po was przyjadę!" Następnego dnia, gdy nadszedł umówiony czas, Trenta nigdzie nie było. Początek niepokoju subtelnie przeszył serce Quinn. Wybrała numer Trenta, ale usłyszała tylko jego niecierpliwy głos po drugiej stronie. "Matka Sidonie skręciła kostkę. Towarzyszę jej do szpitala." "Trent, pospiesz się tutaj i pomóż mojej mamie," głos Sidonie rozległ się w słuchawce. "W porządku," odpowiedział Trent, jego głos był bardzo łagodny. Zanim Quinn zdążyła cokolwiek powiedzieć, Trent już się rozłączył. Quinn poczuła przeszywające ją zimno, jakby ktoś dusił ją za gardło. Chciała krzyczeć, wyrazić swoje żale, ale ostatecznie nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Jak absurdalne. Mój mąż może towarzyszyć matce swojej pierwszej miłości do szpitala z powodu skręconej kostki, a nie chce towarzyszyć mnie, swojej żonie, w odebraniu prochów moich rodziców! Biorąc głęboki oddech, stanowczo wstała, opuściła rezydencję i pojechała na wejście do obozu wojskowego. Obóz wojskowy był uroczysty i dostojny. Przy wejściu stali strażnicy ubrani w mundury wojskowe, z karabinami w rękach. Quinn wysiadła z samochodu, jej plecy były proste, a kroki pewne. Mimo że trzy lata temu została zwolniona z wojska, jej postawa wciąż przypominała postawę żołnierza. Krok po kroku szła w kierunku obozu wojskowego. Kiedy dotarła na przód, stanęła mocno, podniosła prawą rękę i wykonała perfekcyjny salut wojskowy. Nawet jeśli musiała to zrobić sama, była zdeterminowana, żeby przywieźć prochy swoich rodziców do domu! Następnie Quinn krzyknęła: "Żołnierz w stanie spoczynku Quinn Bridger z pierwotnych Sił Specjalnych Falcon, przybyła odebrać prochy byłych członków Sił Pokojowych Montague Bridgera i lekarki wojskowej Arlene Gurney!" Jej głos przeszył niebo obozu wojskowego, gdy bramy powoli się otworzyły.

Odkryj więcej niesamowitych treści