Atrakcyjna kobieta nazywała się Sienna Monroe. Zaczynała jako recepcjonistka w Kaelrix Corp., lecz dzięki uderzającej urodzie, doskonałemu wyczuciu mody i smykałce do uwodzenia mężczyzn szybko wspinała się po szczeblach kariery. Zaaranżowała kilka spotkań z dyrektorem generalnym firmy, Declanem Russo, aż w końcu uległ jej urokowi. Następnie wkradła się do łóżka Declana i wkrótce została awansowana na kierownika ds. sprzedaży ze znaczną podwyżką pensji.
Sienna była teraz jedną z osób najbliższych Declanowi, lecz nigdy nienawidziła słyszeć, by znał jakiegoś młodego człowieka, a tym bardziej kogoś, kto mógłby wezwać go na dół jednym słowem. Biorąc pod uwagę status Declana, nawet najpotężniejsze osobistości w Pendleton traktowały go z szacunkiem; nikt nie miał prawa żądać jego obecności.
Mimo uśmiechu na twarzy, słowa Sienny niosły ze sobą słabo zawoalowaną groźbę. Spodziewała się, że Kaelen zrozumie aluzję i wyjdzie, lecz on nie drgnął ani o centymetr.
Kaelen uniósł lekko wzrok, a jego ton stał się o ton mroczniejszy. „Obowiązkiem recepcjonistek jest wykonanie takiego telefonu. Ta młoda dama właśnie miała to zrobić i miała pełne prawo. Mimo to skrytykowałaś ją, gdy tylko weszłaś, i stwierdziłaś, że nie nadaje się na swoje stanowisko. Co to za logika? Nawet nie sprawdziłaś, czy rzeczywiście przyszedłem tu sprawiać kłopoty, i wezwałaś ochronę, by mnie wyrzucić. Czy tak właśnie prowadzi interesy menedżer w Kaelrix Corp.?”
Jego pytający ton sprawił, że Sienna i pozostałe osoby na moment zamarli.
Sienna szybko odzyskała rezon, a wyraz jej twarzy stał się bardziej opanowany. „Myślisz, że żartuję, dzieciaku? Pracownicy Kaelrix Corp. nie są od tego, by pouczał ich jakiś żółtodziób”.
„Och, doprawdy?” – powiedział spokojnie Kaelen, a jego wyraz twarzy pozostał bez zmian. „Nie tylko mogę cię pouczać, ale mogę cię również zwolnić. Chcesz się założyć?”
„Zwolnić mnie? Ty?” – Sienna nie mogła powstrzymać śmiechu, uznając to za najzabawniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek słyszała. Była obecnie faworytą Declana i dopóki on rządził Kaelrix Corp., nikt – niezależnie od stanowiska – nie odważyłby się mówić o jej zwolnieniu. Kim był ten nikomu nieznany chłystek, by sądzić, że ma taką władzę?
„Dzieciaku, to nie jest miejsce na bujanie w obłokach. Jeśli chcesz mnie zwolnić, wróć za kilka dekad” – powiedziała, całkowicie tracąc do niego cierpliwość. Odwróciła się do innej recepcjonistki i nakazała: „Zadzwoń po ochronę i każ go wyrzucić!”.
Po tych słowach wsiadła do windy, kierując się prosto na najwyższe piętro. Druga recepcjonistka zawahała się przez chwilę, ale ostatecznie wezwała ochronę. Harper, recepcjonistka, która wcześniej rozmawiała z Kaelenem, patrzyła na to z zatroskaną miną, nie wiedząc, co zrobić.
W ciągu kilku minut przybyło czterech rosłych ochroniarzy z pałkami, otaczając Kaelena. „Młody, wyjdziesz sam, czy mamy ci pomóc?” – zagroził jeden z nich.
Kaelen spojrzał na czterech mężczyzn, po czym pokręcił lekko głową. „Naprawdę myślicie, że we czterech dacie mi radę?”
Ochroniarze najeżyli się na jego lekceważący ton, a wściekłość w nich zapłonęła. Postawa Kaelena jasno dawała do zrozumienia, że nie uważa ich za zagrożenie.
„Wyrzucić go!” – rozkazał dowódca zmiany, a pozostali trzej rzucili się na Kaelena, gotowi go wywlec.
Łup! Łup! Łup!
Trzy głuche odgłosy rozniosły się echem, gdy trzej ochroniarze zatoczyli się do tyłu, łapiąc się za brzuchy i jęcząc z bólu.
„Mówiłem wam, że się nie nadajecie” – powiedział Kaelen, stojąc prosto z rękami w kieszeniach, o spokojnych i niezłomnych oczach.
Wszyscy w lobby odwrócili się, by patrzeć; recepcjonistki i pozostały ochroniarz wpatrywali się w niego w szoku. Żadne z nich nie dostrzegło nawet ruchu Kaelena.
...
Na najwyższym piętrze Kaelrix Corp., w prywatnym gabinecie zarezerwowanym dla dyrektora generalnego, mężczyzna w średnim wieku o kwadratowej twarzy i przenikliwych oczach siedział przy biurku, przeglądając dokumenty. Jego spojrzenie było ostre, a prezencja władcza – naturalna aura wypracowana przez lata przywództwa. Tym człowiekiem był Declan Russo, dyrektor generalny korporacji wartej miliardy dolarów.
Rozległo się pukanie do drzwi gabinetu, a Declan, nie podnosząc wzroku, odpowiedział: „Wejść”.
Jego głos był autorytatywny, niosąc silną, męską pewność siebie, która sprawiła, że po plecach wchodzącej Sienny przeszedł dreszcz. Wspomnienie jego dominującej natury w łóżku sprawiło, że jej policzki zapłonęły rumieńcem.
„Panie Russo!” – mruknęła Sienna, podchodząc do niego zmysłowo niczym kuszący wąż, a her głos ociekał słodyczą.
„Mamy godziny pracy. Co robisz tutaj na górze zamiast pracować?” – zapytał surowo Declan, choć jego ciało już reagowało na jej bliskość.
„Uporałam się już z dzisiejszymi zadaniami. Poza tym tęskniłam za tobą” – zamruczała Sienna, wsuwając mu się na kolana i prezentując się niczym chętna ofiara.
„Ty mała spryciaro!” – warknął Declan, a jego samokontrola zaczęła słabnąć; rozważał zabranie jej do swojego prywatnego pokoju wypoczynkowego, by zaspokoić żądze, gdyby nie praca, która wciąż na niego czekała.
„Panie Russo, wygląda na to, że musimy wzmocnić ochronę w budynku. Nie możemy pozwalać, by byle kto wchodził i sprawiał kłopoty” – zasugerowała Sienna z przymilnym uśmiechem.
„Och? A co się stało?” – zapytał Declan od niechcenia.
„Właśnie przyszłam z lobby. Był tam taki dzieciak – wyglądał jak licealista – który twierdził, że chce się z tobą zobaczyć i nalegał, by recepcjonistka wezwała cię na dół. Kiedy kazałam mu wyjść, skrytykował profesjonalizm naszego personelu i przechwalał się, że mnie zwolni!” – w głosie Sienny pobrzmiewała głęboka pogarda, gdy opowiadała tę historię. Gdyby tak bardzo nie śpieszyło jej się do Declana, zostałaby na dole, by popatrzeć, jak wyrzucają Kaelena.
„Młody człowiek pytał o mnie?” – na twarzy Declana nie pojawiła się pogarda, jakiej spodziewała się Sienna. Zamiast tego jego oczy pociemniały. Usiadł nagle prosto, odpychając Siennę na bok, a jego głos zdradzał zaniepokojenie. „Podał swoje nazwisko?”
„Panie Russo, co się stało?” – zapytała Sienna, zdezorientowana jego nagłym przejęciem. Mimo to odpowiedziała zgodnie z prawdą: „Powiedział, że nazywa się Kaelen Vance i że gdy tylko usłyszysz jego nazwisko, zejdziesz na dół, by się z nim spotkać. Śmieszne, prawda? Powiedziałam już recepcjonistce, żeby ochrona się nim zajęła!”.
Skończyła z pogardliwym uśmiechem, lecz w następnej chwili poczuła ostry, piekący ból na policzku.
„Panie Russo, why did you hit me?” – złapała się za puchnący policzek, zszokowana i zraniona, niezdolna pojąć, dlaczego Declan nagle ją uderzył.
„Ty idiotko! Czy ty wiesz, kim on jest? Jak śmiałaś próbować nasyłać na niego ochronę?” – twarz Declana wykrzywiła się ze wściekłości; był bardziej wściekły, niż kiedykolwiek go widziała.
„Wstawaj i chodź ze mną. Lepiej się módl, żeby nic mu się nie stało, bo inaczej cię zabiję!” – głos Declana brzmiał złowrogo, a strach w sercu Sienny był wręcz namacalny.
Wiedziała, że Declan nie był tylko biznesmenem; był także królem półświatka Pendleton. Doszedł do władzy dzięki kontroli nad przestępczym podziemiem miasta, a dopiero później przeszedł do legalnego biznesu. Jednak jego wpływy i reputacja w półświatku tylko rosły, a wiele potężnych osobistości zwracało się do niego po wskazówki. Gdyby naprawdę chciał jej śmierci, nie dożyłaby kolejnego dnia.
Przerażona i oszołomiona Sienna nie mogła pojąć, kim był Kaelen, by zasłużyć na taki szacunek ze strony kogoś pokroju Declana – kogoś, kto zniżyłby się do tego, by osobiście zejść na dół i się z nim spotkać.
...
W lobby Kaelrix Corp. kilkunastu ochroniarzy leżało na podłodze, jęcząc z bólu. Kolejne dziesiątki otaczały Kaelena, lecz żaden nie odważył się do niego zbliżyć; ich nerwy były napięte do granic możliwości.
Kaelen stał z rękami w kieszeniach, pokonawszy tych wszystkich profesjonalnie wyszkolonych strażników przy użyciu wyłącznie swoich nóg.
„Wszyscy naraz, atakować! Nie wierzę, że jest taki twardy!” – wrzasnął dowódca ochrony, a jego wściekłość sięgnęła zenitu. His duma została zdeptana przez Kaelena, a on desperacko pragnął ją odzyskać.
Pozostali strażnicy wymienili nerwowe spojrzenia, gotowi do szarży, gdy nagle z okolic windy rozległ się potężny okrzyk:
„Natychmiast przestańcie, wszyscy!”
Wszyscy odwrócili się, by zobaczyć źródło tego głosu, a ich miny szybko zmieniły się w wyraz strachu i głębokiego szacunku. Z windy wyłonił się nie kto inny jak Declan, krocząc energicznie przed siebie, a tuż za nim szła Sienna z opuchniętym policzkiem.
„Panie Russo!” – dowódca ochrony skłonił się z szacunkiem, gotów wyjaśnić sytuację, lecz Declan nawet na niego nie spojrzał, tylko wymierzył mu siarczysty policzek.
„Zejdź mi z oczu!” – szczeknął Declan.
Twarz dowódcy płonęła z bólu, lecz nie odważył się protestować. Po prostu odsunął się na bok, całkowicie zdezorientowany obrotem spraw.
Wszyscy przyglądali się w oszołomieniu i milczeniu, gdy Declan podchodził do Kaelena. Następnie, ku ich całkowitemu niedowierzaniu, dyrektor generalny pochylił się lekko i skłonił głęboko, okażując Kaelenowi najwyższy szacunek. „Panie Kaelenie, najmocniej przepraszam” – powiedział z głęboką czcią.
W całym lobby zapadła grobowa cisza.
















