To kolejny dzień w wataże Obsidian Ridge. Cóż, dość pracowity, a może raczej wielki dzień, w którym wydarzą się ważne rzeczy.
||*BRIELLE*||
– Brielle! Brielle!! Brielle!!! Rusz tu natychmiast swój zgrabny tyłek, albo wyjdę bez ciebie!
– wrzasnęła mama na całe gardło.
– Tak, mamo! Zejdę za dziesięć minut!
– odkrzyknęłam.
– Daję ci pięć minut, żebyś tu zeszła, młoda damo.
– Osiem minut, mamo! Proszę, poczekaj osiem minut i będę gotowa.
– Zostały ci trzy minuty, aniołku, inaczej będziesz musiała czekać kolejne 365 dni, aż nadejdzie ten dzień. Równie dobrze mogłabyś się narodzić na nowo, żeby to nadrobić.
Mama mnie strofuje, a ja jęczę. Moja mama potrafi czasem być wrzodem na tyłku, ale i tak ją kocham i nie mam żadnego powodu, by kochać ją mniej. Czasami zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze nie zaniemówiła od tego całego wrzeszczenia i piszczenia, które odstawia w tym domu.
To cud, że nikt w domu jeszcze nie ogłuchł.
Na litość boską, czy ona potrzebuje przypomnienia, że każdy w tym domostwie jest wilkołakiem i mamy super-słuch? Cóż, ja nie jestem jeszcze prawdziwym wilkołakiem... jeszcze nie.
Jednak wciąż mam ten słuch i kilka innych wilkołaczych zdolności, ale dobra wiadomość jest taka, że dziś w nocy po raz pierwszy się przemienię.
















