||*BRIELLE*||
Jestem zdenerwowana tym zaproszeniem na urodziny i spędzeniem tu nocy. To nie pierwszy raz, kiedy śpię w domu watahy, ale tym razem jest inaczej.
Biorąc pod uwagę to, co dzieje się między mną a Ryderem, nie mogę oprzeć się wrażeniu, jak bardzo złym pomysłem jest to rozwiązanie. Nie wspominając o tym, co może się stać, jeśli Ryder dowie się, że tu zostaję na noc.
Być może nie powinnam się tym martwić, ale po prostu nie potrafię zapanować nad swoją paranoją. Ryder bywa czasem nieprzewidywalny i to mnie przeraża. Mam tylko nadzieję, że nie zginę z jego rąk przed moimi osiemnastymi urodzinami. Choć jeśli tak się stanie, może wyjdzie mi to na dobre.
Czasami próbuję modlić się do Księżycowej Bogini. Zastanawiam się, czy w ogóle słyszy moje modlitwy, skoro nie mam wilka. Może to sprawia, że nie kwalifikuję się na jej dziecko czy coś w tym rodzaju. Kręcę lekko głową, by odpędzić te myśli; niespecjalnie pomagają w mojej sytuacji.
Muszę po prostu skupić się na przygotowaniu śniadania, zanim Diabeł Ryder znów zacznie szukać guza i sprawiać mi kłopoty. Nigdy nie zrozumiem, jak to możliwe, że on nigdy nie nudzi się byciem dupkiem.
Z tą myślą w głowie pospieszyłam schodami z trzeciego na drugie piętro, starając się na nikogo nie wpaść.
Nie jestem dzisiaj w nastroju na wysłuchiwanie żadnych reprymend, pomyślałam sobie, pośpiesznie schodząc po ostatnich stopniach, nieświadoma diabła czającego się za rogiem.
Potknęłam się i upadłam prosto na twarz na twardą podłogę salonu w domu watahy. Jęknęłam z bólu, uderzając dłonią w podłogę i zmuszając się do wstania. Kolejny uroczy sposób na rozpoczęcie poranka. Pocałunek z podłogą... Naprawdę, dzień dobry.
Słyszałam, jak diabeł i jego przydupasy śmieją się, gdy podnosiłam się z ziemi. – Och, jaka szkoda. Powinnaś być bardziej ostrożna, biegając po schodach. Nigdy nie wiadomo, co kryje się w cieniach.
Usłyszałam, jak Ryder kpi ze mnie w udawanym współczuciu, podczas gdy jego sługusy wybuchnęły kolejną salwą śmiechu. Pozwolę im nacieszyć się tą chwilą, ale mam nadzieję, że pewnego dnia karma ich dopadnie.
Nie zaszczycając Rydera żadną odpowiedzią, prychnęłam i zniknęłam im z oczu, kierując się do kuchni. Ignorowanie ich jest lepsze niż wdawanie się w bezcelowe pyskówki.
~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~
Moje ciało mnie dezorientuje i doprowadza do szału. Jest zima, więc nie rozumiem, dlaczego jest mi tak gorąco i dlaczego moja koszulka polo jest od wewnątrz całkowicie przesiąknięta potem.
Być może moje ciało znowu przechodzi jakieś zmiany, ale to staje się nie do zniesienia. I mam już dość całego tego bólu. Dlaczego każdego roku muszę przez to wszystko przechodzić?
Nie mogłam przestać się zastanawiać, czy w poprzednim życiu byłam okropną osobą, a może zabiłam stado niewinnych ludzi. To musi być kara za grzechy, które popełniłam we wcześniejszym wcieleniu.
Gdy ból się nasilił, zamknęłam się w jednej z wielu łazienek. Nie potrafię powstrzymać łez, które spływają mi po policzkach, ponieważ czuję się tak, jakby moje ciało płonęło, a ja nie wiem, co się ze mną dzieje.
Wcześniej, w sklepie w mieście, ukrywanie mojego cierpienia przed Luną było nie lada wyzwaniem. Wciąż pytała, czy nic mi nie jest. Jakaś część mnie miała ochotę krzyczeć, jak bardzo było to nie do zniesienia, ale nie mogłam. Nie potrafię.
Nie mogąc już dłużej tego znieść, ściągnęłam bluzę, gdy poczułam ostre pieczenie, które promieniowało od obojczyka w dół do łopatek. Czułam, jak przechodzi przez większość górnej części mojego ciała. Pobiegłam do lustra.
– Nie! Nie, nie, nie! Nie ma mowy! – mamrotałam, w panice przemierzając łazienkę w tę i z powrotem. Co ja widzę?
Przetarłam twarz dłonią. Może ja śnię. Albo nie, ja na pewno mam halucynacje, bo to przecież całkowicie niemożliwe.
Aby potwierdzić swoje wątpliwości, ponownie potarłam twarz dłońmi, jakby to miało mnie z tego wyrwać. Ostrożnym krokiem podeszłam z powrotem do lustra i zmrużyłam oczy w nadziei, że wszystko okaże się być tylko snem.
Odwróciłam się bokiem i podniosłam wzrok na lustro. To, co zobaczyłam na moich plecach, wywołało u mnie dreszcze i zszokowało jak nigdy w życiu. Jak to w ogóle, do jasnej cholery, jest możliwe? Ktoś musi mi powiedzieć, że to nie dzieje się naprawdę.
Jakim, do kurwy nędzy, cudem w imię Księżycowej Bogini to w ogóle jest możliwe!?! Przejechałam dłońmi po ramieniu i odwróciłam się, by obejrzeć resztę mojego ciała.
To się nie dzieje, to powinno być niemożliwe. W moich żyłach nadal płynie krew moich rodziców, więc jakim cudem pojawiło się to nagle znikąd?
















