Fałszywa panna młoda rywala: Zemsta Luny

Fałszywa panna młoda rywala: Zemsta Luny

Autor: Aeliana Moreau

Kolejna szansa
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
Okrzyki i głośne westchnienia przetoczyły się przez rozległą salę bankietową, gdy ciężki bukiet gwałtownie eksplodował deszczem podartych, białych płatków na idealnie wyrzeźbionej twarzy Varna. Zachwiał się i cofnął w absolutnym szoku, odruchowo unosząc ręce w geście obronnym, jakbym ugodziła go srebrnym ostrzem, a nie wiązanką delikatnych róż. Idealnie wyreżyserowany, manipulacyjny uśmiech, który jeszcze sekundę temu gościł na jego twarzy, całkowicie zniknął, a jego miejsce zajęła szczera, niczym niezmącona dezorientacja. – Lyro! Co ty wyprawiasz? – rozległ się gorączkowy krzyk Vesper, przebijając się przez zszokowane szepty elitarnego tłumu. Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę tego dźwięku i zobaczyłam, jak gorączkowo pędzi ku mnie, a jej elegancka suknia sunie po wypolerowanej podłodze. Ale kiedy spojrzałam na moją tak zwaną najlepszą przyjaciółkę, wspaniała sala balowa i setki wpatrujących się gości natychmiast zniknęły. Widziałam tylko ten zły, demoniczny uśmiech, który gościł na jej twarzy tuż po tym, jak wcisnęła mi do gardła śmiertelną, palącą truciznę. Widmowy smak tej gorzkiej, ognistej cieczy nagle pokrył tył mojego języka. Czysty, paraliżujący strach zacisnął się na moim sercu niczym imadło. Cofnęłam się chwiejnie, instynktownie wyciągając przed siebie ręce, by trzymać Vesper z dala od siebie. Nie mogłam pozwolić, by mnie dotknęła. Nie mogłam dopuścić jej w pobliże. Bez słowa odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec. Przepychałam się przez zdezorientowanych gości, ignorując ich zszokowane szepty i wyciągnięte dłonie. Uciekłam z sali bankietowej, a w płucach mnie paliło, gdy wypadłam przez ciężkie podwójne drzwi na chłodne, nocne powietrze. Nie zatrzymałam się, by spojrzeć za siebie. Po prostu biegłam przez znajome ziemie watahy, z urywanym oddechem, a moje szpilki miarowo i chaotycznie stukały o chodnik, dopóki nie dotarłam do absolutnie bezpiecznego domu moich rodziców. Zatrzasnęłam za sobą ciężkie dębowe drzwi, opierając się o nie, podczas gdy moja pierś ciężko unosiła się i opadała. Dom był pogrążony w całkowitej ciszy, nietknięty przez dramatyczny chaos, który właśnie zostawiłam za sobą. Odepchnęłam się od drzwi i powlokłam do salonu. Telewizor nadawał lokalne wiadomości, rzucając słabe, migoczące światło na ciemny pokój. Wpatrywałam się w jasny ekran, próbując w pełni pojąć niemożliwą rzeczywistość wyświetlaną przed moimi oczami. Prezenter monotonnie opowiadał o patrolach granicznych, ale mój wzrok był całkowicie utkwiony w prawym dolnym rogu ekranu. Data. Wyświetlana data była dokładnie tym samym dniem, w którym Varn mi się oświadczył. Scena, od której przed chwilą tak gwałtownie uciekłam, nie była halucynacją ani wspomnieniem. Księżycowa Bogini w jakiś sposób wysłuchała moich przedśmiertnych modlitw. Naprawdę przeżywałam swoje życie od nowa. – Lyro? Cichy, znajomy głos mojej matki wypowiedział moje imię, gwałtownie wyrywając mnie z wiru myśli. Odwróciłam gwałtownie głowę i zobaczyłam ją oraz mojego ojca wchodzących do salonu. Na ich twarzach malowała się głęboka troska, a ich oczy taksowały mój zrujnowany wygląd i dziwne zachowanie. Widok ich obojga – żywych, oddychających, całych i zupełnie nieświadomych brutalnej rzezi, jakiej doświadczyli w moim poprzednim życiu – roztrzaskał w pył resztki mojego kruchego opanowania. Rozpaczliwie powstrzymałam powódź łez palących moje oczy i ruszyłam naprzód. Wpadłam na nich, zamykając matkę i ojca w ciasnym, desperackim uścisku. Ukryłam twarz w solidnym ramieniu ojca, wdychając jego znajomy zapach, w duchu dziękując Bogini, że jego ciepłe, bijące serce jest przyciśnięte prosto do mojego. – Co się stało, kochanie? – zapytała z głęboką troską matka, delikatnie pocierając dłonią moje plecy. – Dlaczego tak uciekłaś? – Czy to dzieje się naprawdę? – zapytałam drżącym głosem, stłumionym przez ich ciała. Obezwładniająca ulga na widok, że nic im nie jest, sprawiała, że nie mogłam jasno myśleć. – Oczywiście, że to dzieje się naprawdę – powiedziała łagodnie matka, odsuwając się nieco, by spojrzeć mi w oczy. – Wychodzisz za mąż. Te delikatne słowa uderzyły we mnie niczym fizyczny cios. Miażdżąca rzeczywistość mojej sytuacji brutalnie do mnie dotarła. Wróciłam do dokładnego punktu startowego mojego upadku i wiedziałam, że za wszelką cenę muszę chronić tę oś czasu i moją rodzinę. Varn nie był jeszcze moim mężem. Nie był Królem Alf. Wyrwałam się całkowicie z ich objęć, twardo stawiając stopy na ziemi. – Nie wyjdę za Varna – oświadczyłam stanowczo. – Co masz na myśli? – zapytała matka, a na jej czole pojawiła się zmarszczka głębokiego niezrozumienia. – Przecież przed chwilą zgodziłaś się na jego oświadczyny. Gorączkowo szukałam wiarygodnej wymówki, wiedząc, że w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć im prawdy o moim makabrycznym, poprzednim życiu. – Jak niby miałam odmówić? – powiedziała, wymyślając naprędce wytłumaczenie i pozwalając, by mój głos zadrżał na tyle, by zabrzmieć na przytłoczoną. – Przy wszystkich? Po prostu nie mogłam go odrzucić na oczach tego ogromnego tłumu. Nie mogłam go tak upokorzyć. Ale nie chcę za niego wychodzić. Nie zrobię tego. – Lyro... – zaczęła matka, a na jej ustach formowała się reprymenda, lecz mój ojciec nie wahał się ani sekundy. Natychmiast wystąpił naprzód i jej przerwał. – W porządku – powiedział po prostu. Spojrzałam na niego w czystym szoku. Z jego wyrazu twarzy mogłam wyczytać, że ta sytuacja sprawia, iż czuje się odrobinę niekomfortowo, ale jego determinacja była wyraźna. – W porządku? – zapytałam. Pokiwnął stanowczo głową. – To wyłącznie twój wybór, za kogo wyjdziesz. Jego bezwarunkowe zaufanie i natychmiastowe, niezachwiane wsparcie niemal znów mnie złamały. Świeża fala łez groziła, że spłynie mi z oczu. To było to samo zaufanie, które kiedyś głupio zaprzepaściłam, ślepo wierząc w manipulacyjne kłamstwa Varna i Vesper. Poprowadziłam tego niesamowitego mężczyznę na rzeź. Nigdy więcej. – Nie jest za późno, żeby odwołać ślub, prawda? – zapytałam z nadzieją, desperacko pragnąc czystego cięcia. – Nie wysłaliście jeszcze zaproszeń? Winny wyraz twarzy mojej matki natychmiast potwierdził mój absolutnie najgorszy strach. – Wysłaliśmy – powiedziała cicho. – Rodzina Varna była po prostu niewiarygodnie podekscytowana. Nie chcieli w ogóle tracić czasu, a my byliśmy absolutnie pewni, że powiesz „tak”. Moje serce opadło jak ciężki kamień. Zaproszenia zostały już rozesłane do całego królestwa. Prawa Alf i moralność watahy były powszechnie znane ze swojej surowości w kwestii publicznych zaręczyn. Odwołanie ślubu Alf o tak ogromnej randze w tym momencie nie byłoby jedynie drobnym, obyczajowym skandalem. Zmusiłoby to mojego ojca do głęboko upokarzających, publicznych przeprosin przed całym królestwem wilków, a ogromna kara finansowa wypłacona rodzinie Varna w pojedynkę zrujnowałaby gospodarkę naszej watahy. Nie mogłam pozwolić, by mój ojciec znosił ten ogromny wstyd lub stracił swoją szanowaną pozycję. Nie mogłam doprowadzić watahy do bankructwa tylko po to, by uciec od zaręczyn. Natychmiast zdałam sobie sprawę, że potrzebuję planu strategicznego. Musiałam znaleźć sprytny sposób, by zrzucić całą winę za to nieuniknione odwołanie ślubu na Varna. Zmuszając się do promiennego, fałszywego uśmiechu, skłamałam prosto w oczy moim rodzicom. – Nie odwołujcie tego – powiedziała, machając lekceważąco ręką. – Po prostu zachowuję się głupio. Wpadłam w panikę. Potrzebuję tylko trochę czasu, żeby się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Matka odetchnęła z głośną ulgą. – Oczywiście, kochanie. To tylko nerwy – powiedziała z ciepłym uśmiechem. Chwilę później ciężkie drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, gwałtownie przerywając nasz prywatny moment. Varn i jego rodzice gorączkowo wparowali do salonu. Krótko za nimi przez próg prześlizgnęła się całkowicie nieproszona Vesper, a jej kalkulujące oczy omiotły pomieszczenie. Varn podszedł prosto do mnie, udając głębokie zmartwienie i troskę. Natychmiast chwycił mnie za ramiona, wbijając nieznacznie palce w moją skórę. – Lyro, co się stało? – zapytał głosem ociekającym fałszywym współczuciem. Tłumiąc w sobie intensywne, narastające obrzydzenie skręcające mi wnętrzności, zmusiłam się, by go nie odepchnąć. Na sam dotyk jego rąk na moim ciele skóra cierpła mi ze wstrętu. Na szczęście Vesper weszła głębiej do pokoju, głośno domagając się odpowiedzi, co zaszło podczas oświadczyn. Użyłam jej nagłego pojawienia się jako idealnej wymówki, by ostrożnie wyswobodzić się z jego duszącego uścisku. Musiałam pilnie dowiedzieć się, czy ich romantyczna zdrada już się rozpoczęła w tej osi czasu. Musiałam dokładnie wiedzieć, z czym mam do czynienia. Przechodząc celowo obok Vesper, odwróciłam się i rzuciłam się Varnowi na szyję w fałszywym, czule ciasnym uścisku. – Przepraszam – mruknęłam cicho w jego ramię. Szybko odwróciłam głowę przez ramię w samą porę, by zaobserwować reakcję Vesper. Dostrzegłam wyraźny, ostry błysk strachu przemykający przez jej twarz, gdy wpatrywała się w nasz uścisk. Varn natychmiast przeniósł ciężar ciała i posłał ukradkowy, uspokajający uśmiech bezpośrednio do niej, ponad moim ramieniem. Moje serce spadło do żołądka. To była szczera prawda. Nie byli tylko przyjaciółmi w tej osi czasu – rozwijał się już między nimi potajemny romans, prosto za moimi plecami. Wyrwałam się z uścisku, opuściłam ręce i przybrałam bezbronną minę. – Tak mi przykro – stwierdziłam, odgrywając rolę niewinnej, naiwnej dziewczynki. – Po prostu ten tłum mnie niesamowicie przytłoczył. – Podeszłam z powrotem i lekko przytuliłam go ponownie, tylko po to, by utrzymać moją niczego nieświadomą przykrywkę. Ojciec Varna, Alfa Thorne, surowo parsknął na moje zachowanie. Spojrzał na mnie z absolutną pogardą. – Nadal masz w sobie tę dziecinną osobowość – obraził mnie otwarcie na oczach moich własnych rodziców. – Może byłoby najlepiej, gdyby Varn od razu zaczął pracę, by natychmiast asystować twojemu ojcu w obowiązkach Alfy, skoro ty wyraźnie nie jesteś wystarczająco dojrzała, by radzić sobie z nimi samodzielnie. – Ojcze – rzucił Varn jako słabe, pozbawione przekonania ostrzeżenie. Wyglądał na zirytowanego, ale znałam prawdę. Jedynie chronił własną niewinną, wspierającą fasadę. Tak naprawdę w ogóle nie zależało mu na bronieniu mojego honoru. Zerknęłam na ojca i zobaczyłam, że widocznie tłumi w sobie gotujący się gniew wyłącznie z grzeczności dla wizytującego Alfy. Mocno zaciskał szczękę, a jego dłonie zwijały się w pięści po bokach. Całkowicie cofnęłam się od uścisku Varna. Otrząsnęłam się z roli naiwnej, przestraszonej dziewczynki. Stanęłam wyprostowana, dumnie odciągając ramiona i odpowiedziałam twardo na protekcjonalne spojrzenie jego ojca. Nie zamierzałam pozwolić tym aroganckim pasożytom na podważanie mojego prawa do dziedziczenia już na samym starcie. Uśmiechnęłam się ostro, pozwalając, by moja nowo odkryta, niezachwiana determinacja zalśniła w moich oczach. – Nie ma absolutnie żadnej potrzeby, by Varn cokolwiek przejmował – oświadczyłam głośnym, władczym głosem. Wytrzymałam spojrzenie aroganckiego Alfy bez mrugnięcia okiem. – To ja będę przyszłą Alfą tej watahy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Kolejna szansa – Fałszywa panna młoda rywala: Zemsta Luny | Czytaj powieści online na beletrystyka