Poranne słońce zaledwie przebiło się przez horyzont, gdy odrzuciłam kołdrę, a mój umysł całkowicie trawił jeden, niezachwiany cel: przechwycić Alfę Kaelena. Dziś odbywało się wielkie otwarcie jego nowego, ogromnego centrum handlowego w Crownspire City, a to stanowiło idealną, być może jedyną, okazję, by osaczyć go, zanim moja nadciągająca zguba z Varnem stanie się nieunikniona.
Stanęłam przed moją rozległą szafą, patrząc wilkiem na chaotyczny zbiór ubrań wiszących wewnątrz. W moim poprzednim życiu Vesper nieustannie zachęcała mnie do noszenia tych jaskrawych, krzykliwych ubrań. Chciała, abym wyglądała dokładnie tak, jak wtedy – jak naiwna, łatwa do zmanipulowania mała dziewczynka bawiąca się w przebieranki. Wyciągnęłam rękę i gwałtownie zepchnęłam neonowe róże, falbaniaste spódnice i mocno cekinowe bluzki na sam koniec wieszaka. Musiałam fizycznie zrzucić z siebie ten żałosny, dawny wizerunek.
Jeśli miałam stanąć przed najpotężniejszym Alfą w królestwie i zaproponować zdradę stanu przeciwko mojemu własnemu narzeczonemu, musiałam emanować absolutną dojrzałością i niezachwianą pewnością siebie.
Po przekopaniu tyłu mojej garderoby, zdecydowałam się w końcu na wyrafinowaną, bladożółtą sukienkę. Była elegancka, skromna i idealnie dopasowana do mojej sylwetki, nie rzucając się nachalnie w oczy. Aby dopełnić stylizację, dobrałam do niej ostro skrojony, ciemnoszary żakiet do pasa, który poszerzył moje ramiona i dodał warstwę niezaprzeczalnego profesjonalizmu. Wsunęłam stopy w pasujące, szare szpilki i zapięłam wokół talii prosty, elegancki pasek. Patrząc w lustro pełnej wielkości, ledwo poznawałam kobietę, która odwzajemniała spojrzenie. Zniknęła naiwna, głupiutka nastolatka. Na jej miejscu stała kobieta wykuta w ogniu zdrady.
Kiedy zeszłam na dół do jadalni, brzęk sztućców natychmiast ustał. Moja rodzina i kilku wysoko postawionych członków watahy byli widocznie zaskoczeni moją nagłą zmianą stylu.
– Lyro – wydyszała matka, a jej filiżanka z kawą zawisła w połowie drogi do ust. – Wyglądasz... inaczej.
– Wyglądasz niewiarygodnie dorośle – wtrącił się jeden z naszych głównych wojowników, przypatrując się mojemu wyrazistemu żakietowi z nutą szacunku. – Z jakiej to specjalnej okazji?
Zaproponowałam spokojny, wyuczony uśmiech, zajmując miejsce przy stole. – Wybieram się dziś na wielkie otwarcie nowego centrum handlowego w Crownspire City. Zrozumiałam, że nadszedł czas, bym zaczęła nawiązywać silniejsze, bardziej profesjonalne relacje z innymi wysoko postawionymi wilkami. Będzie to kluczowe dla przyszłych przedsięwzięć biznesowych watahy.
Słysząc to, ojciec odłożył gazetę. Spojrzał na mnie, a powolny, dumny uśmiech rozjaśnił jego zniszczoną czasem twarz. Doskonale wiedział, jak bardzo kiedyś gardziłam przebywaniem w towarzystwie wilków z wyższych sfer. Nienawidziłam dusznej polityki, oceniających spojrzeń i presji bycia córką Alfy z Vaelwood. Ale patrząc teraz na mnie, widział córkę, która dorasta do swojego prawdziwego potencjału. Nie miał pojęcia o mrocznych, krwawych powodach, które napędzały tę nagłą zmianę, ale jego duma ogrzała małą, złamaną część mojego serca. Byłam w pełni gotowa na pole bitwy, które na mnie czekało.
Długa droga do Crownspire City trwała nieco ponad godzinę, ale każda mijana mila przywoływała nagłą powódź dziwnych, bolesnych wspomnień. Oparłam głowę o chłodną szybę samochodu, obserwując, jak gęste lasy przechodzą w górujące konstrukcje ze stali i szkła. Crownspire City było tętniącym życiem, potężnym terytorium Króla Alf. W moim poprzednim życiu, po tym jak Varn skutecznie zmanipulował swoją drogę na tron, to właśnie to miasto stało się moim osobistym, z którego nie było ucieczki, więzieniem. Pamiętałam zimne, marmurowe posadzki pałacu, duszącą izolację i przerażającą świadomość, że tkwię w złotej klatce, podczas gdy mój mąż i najlepsza przyjaciółka knuli moją śmierć.
Siłą odepchnęłam te mroczne, duszące myśli, gdy samochód mojego ojca wjechał na rozległy parking luksusowego, nowego centrum handlowego Kaelena. Sama skala architektury była oszałamiająca – masywny, lśniący monument, który miał bez wysiłku ukazać niewyobrażalne bogactwo i dominację jego watahy.
Przybyliśmy wcześnie, by wyprzedzić ogromny tłum, którego spodziewano się w tym miejscu. W centralnym atrium ustawiono duże, publiczne podium ozdobione mikrofonami i banerami, ale omiatając wzrokiem najbliższą okolicę, szybko zorientowałam się, że Alfy Kaelena nie było nigdzie w pobliżu.
Wymknęłam się rodzicom pod pretekstem obejrzenia witryny sklepowej i podeszłam do pracownika, który był zajęty poprawianiem kabli audio w pobliżu sceny.
– Przepraszam – powiedziała uprzejmie, emanując aurą autorytetu. – Muszę porozmawiać z Alfą Kaelenem. Czy jest w pobliżu?
Pracownik otarł czoło i wskazał ogólnie w kierunku górującego szklanego biurowca przylegającego do centrum. – Obecnie odpoczywa w swoim prywatnym gabinecie przed przemówieniem. Ma dziś napięty harmonogram, więc jest całkowicie niedostępny.
– Rozumiem. Dziękuję.
Wróciłam do rodziców, symulując nagłą, naglącą potrzebę skorzystania z toalety. W chwili, gdy zniknęłam im z oczu, zmieniłam trasę. Całkowicie ominęłam publiczne toalety, wyminęłam parę patrolujących strażników i zakradłam się prosto przez zastrzeżone, podwójne drzwi prowadzące do lokalnej siedziby jego watahy. Moje serce tłukło się o żebra z każdym krokiem, który stawiałam na pluszowych, wyłożonych wykładziną korytarzach, ale determinacja zmuszała moje stopy do ruchu naprzód.
Gdy skręciłam za róg w bardzo ustronny, prywatny korytarz, nagle zamarłam. Prosto na mnie szły dwie potężne sylwetki. Jedną z nich był Beta Kaelena, z twarzą wlepioną w tablet. Drugą był sam Alfa Kaelen.
Nawet w prostym, szytym na miarę garniturze, Kaelen emanował surową, duszącą mocą. Jego ostra linia szczęki, przenikliwe spojrzenie oraz zrelaksowany, a zarazem drapieżny chód sprawiały, że wyglądał dokładnie tak, jak zabójczy Alfa, o którym krążyły plotki.
Wypięłam dumnie pierś i weszłam prosto na środek korytarza, skutecznie zachodząc im drogę.
Jego Beta natychmiast się zatrzymał, robiąc krok naprzód, by fizycznie zablokować mi przejście. Przykleił do twarzy wysoce wymuszony, uprzejmy uśmiech zarezerwowany dla irytujących cywilów. – Przykro mi, panienko. Alfa jest dziś bardzo zajęty. Nie mamy czasu na spotkanie, ale może znajdzie chwilę na szybkie zdjęcie dla fanki, jeśli się pospieszysz.
– Nie jestem fanką – przerwałam mu ostro, a mój głos zabrzmiał czysto i autorytarnie w cichym holu. Spojrzałam ponad nim, nawiązując bezpośredni kontakt wzrokowy z Kaelenem. – Mam na imię Lyra, jestem córką Alfy z Vaelwood. I przyszłam tu omówić poważną współpracę z Alfą Kaelenem.
Wymuszony uśmiech Bety natychmiast zniknął. Jego oczy rozszerzyły się drastycznie, gdy w końcu skojarzył moją twarz. – Jesteś nowo ogłoszoną narzeczoną Varna – powiedział, robiąc ostrożny krok do tyłu, jakbym trzymała odbezpieczony ładunek wybuchowy.
Kaelen wyglądał na wielce rozbawionego moim nagłym, bezczelnym wtargnięciem. Nie wyglądał na zangry; wyglądał na zaintrygowanego. Oparł niedbale szerokie ramię o drogą, wyłożoną drewnem ścianę, krzyżując ręce na piersi. – Poważną współpracę? – przeciągnął, a jego głos był głębokim, dźwięcznym barytonem, który posłał dziwną wibrację przez podłogę. – O jakiej to współpracy mówi niewinna, mała narzeczona Varna swojemu największemu rywalowi?
Nie ustąpiłam. Wspięłam się lekko na palce, by zniwelować resztę dystansu między nami, i pochyliłam się, ignorując ostre spojrzenie jego Bety. Zbliżyłam twarz na kilka cali od ucha Kaelena i wyszeptałam słowa, które paliły mnie, by je wypowiedzieć, odkąd otworzyłam oczy w tym drugim życiu.
– Chcę, żebyś pomógł mi zniszczyć Varna.
Kaelen cicho zachichotał, odsuwając się, by na mnie spojrzeć. Uśmiechnął się złośliwie, otwarcie drwiąc z mojego śmiertelnie poważnego wyrazu twarzy. – Naprawdę jesteś tą naiwną, małą księżniczką, o której słyszałem tyle plotek – powiedział lekceważąco. – Posłuchaj mnie uważnie, dziewczynko. Jeśli masz drobną sprzeczkę kochanków, bo nie kupił ci odpowiedniego pierścionka, radzę ci załatwić to samej. A jeśli to jest jakaś żałosna pułapka zastawiona przez Varna, by zniszczyć moją kampanię, musisz być znacznie bardziej kreatywna.
Opuścił skrzyżowane ramiona i odwrócił się do mnie swoimi masywnymi plecami, najwyraźniej gotowy, by odejść i całkowicie mnie zignorować.
Gdy się poruszył, bolesne, trzewne wspomnienie ostatecznej zdrady z mojego poprzedniego życia wezbrało gwałtownie w mojej piersi. Poczułam widmowy ból rozrywanego ciała, zimne, metaliczne ukłucie ostrza i duszącą świadomość, że jestem brutalnie mordowana przez mojego męża i moją najlepszą przyjaciółkę, podczas gdy oni się śmieją. Krew zaszumiała mi w uszach. Surowa trauma wstrząsnęła moimi kośćmi.
– Varn dopuścił się niewybaczalnych czynów, o których nie mogę mówić głośno! – krzyknęłam, a surowa, drżąca intensywność mojego głosu odbiła się echem od ścian. Patrzyłam mu prosto w oczy, gdy powoli się odwracał. – To absolutnie nie jest drobna sprzeczka kochanków! Chodzi o moją watahę, moją rodzinę i wszystko, co jest mi drogie na tym nędznym świecie. On musi zostać zniszczony.
Kaelen zatrzymał się w drodze do wyjścia. Kpiące rozbawienie całkowicie zniknęło z jego oczu, zastąpione przez ostry, kalkulujący błysk. Był Alfą. Mógł wyczuć prawdziwą głębię, mroczną prawdę i czystą desperację wykrwawiającą się z mojego surowego wybuchu emocji.
Widząc, że się waha, mocno wykorzystałam swoją przewagę.
– Desperacko pragniesz zostać Królem Alf – stwierdziłam rzeczowo, robiąc pewny krok w jego stronę. – A ja posiadam dokładnie te środki, by pomóc ci to osiągnąć.
Kaelen podszedł znacznie bliżej mnie, a jego masywna sylwetka zasłoniła górne światła. Jego oceniający, ostry wzrok powoli i celowo omiótł całe moje ciało, przyjmując moje wyszukane ubranie, zaciśnięte pięści i nieustępliwy ogień w moich oczach.
– Moja wataha jest już niezwykle potężna, mała księżniczko – zauważył, a jego ton był niebezpiecznie cichy. – Mam bogactwo, liczebność i siłę. Po co w ogóle miałbym cię potrzebować?
Nie dając się zastraszyć jego przytłaczającej bliskości, utrzymałam swoją pozycję i wyłożyłam zimną rzeczywistość polityczną. – Ponieważ Varn natychmiast stanie się twoim absolutnie największym zagrożeniem, gdy tylko nasze dwie watahy oficjalnie połączą się przez małżeństwo. Jego terytorium i bogactwo mojej rodziny przyćmią twoje. Przegrasz wybory.
Nie mrugnął okiem. Parłam dalej, śmiało wytykając jego największą słabość.
– Co więcej, twoja własna niepoważna, lekkomyślna reputacja cię wyprzedza. Starsi ci nie ufają. Ale ja mogę to naprawić. Obiecuję ci, że gdy tylko zostanę niekwestionowaną Alfą Vaelwood, przeznaczę całe wsparcie finansowe i polityczne mojej watahy wyłącznie dla ciebie. Osobiście przebuduję twój nadszarpnięty wizerunek publiczny, by zagwarantować ci zwycięstwo. Wiem dokładnie, jakie skandale się na ciebie szykują, i potrafię je powstrzymać.
Kaelen w milczeniu rozważał tę ciężką propozycję. Cisza w korytarzu była ogłuszająca. Powoli, mroczny, drapieżny uśmieszek rozlał się po jego przystojnej twarzy.
– Przyznaję, jestem zainteresowany – stwierdził, a jego oczy wbiły się w moją twarz. – Ale sama twoja oferta nie do końca wystarczy, by uzasadnić ogromne ryzyko polityczne sprzymierzenia się z narzeczoną mojego wroga. Jeśli mam zaryzykować całą moją kampanię, potrzebuję absolutnej lojalności. Potrzebuję gwarancji.
Czysta desperacja podsyciła moją determinację. Musiałam zabezpieczyć ten sojusz. Jeśli tu zawiodę, Varn znów wygra, a moja rodzina znów zginie.
– Po tym, co zrobił mi Varn, zgodzę się na absolutnie wszystko – powiedziałam mu, a mój głos drżał od samej siły nienawiści do byłego męża. – Przystanę na każde warunki, jakie ustalisz. Mam tylko jeden nienegocjowalny warunek: nigdy, pod żadnym pozorem, nie zrzeknę się praw do dziedziczenia tytułu Alfy mojej watahy.
Kaelen podszedł tak blisko, że mogłam poczuć ciepło bijące od jego klatki piersiowej. Jego głos nagle zniżył się do cichego, niebezpiecznego pomruku, który przyprawił mnie o dreszcz na plecach.
– Na wszystko? – zapytał.
Utrzymałam swoją pozycję, uniosłam podbródek, spojrzałam mu prosto w intensywne oczy i potwierdziłam: – Tak.
W mgnieniu oka całkowicie zniwelował resztę dystansu między nami. Jego duża dłoń opadła ciężko na moją talię, po czym siłą przyciągnął moje ciało prosto do swojej twardej klatki piersiowej. Nagłe fizyczne uderzenie wybiło mi powietrze z płuc. Zostałam uwięziona mocno przy nim, z moim ciałem przyciśniętym do jego piersi.
Patrząc z góry na moje rozchylone wargi z mrocznym, kalkulującym głodem, mruknął: – Skoro jesteś gotowa zrobić wszystko, w takim razie to za mnie musisz wyjść, tuż po tym, jak skutecznie rozstaniesz się z Varnem.














